Wiadomości
Przewodniczący jednoizbowego parlamentu Mongolii Zandaakhuu Enkhboldmówi mi, że jego rodacy nie znali wódki do lat trzydziestych XX wieku. Wtedy właśnie czerwona Rosja przykręcając polityczną śrubę pozornie niepodległemu państwu Mongołów uszczęśliwiła miejscowych tym, co miała najlepszego ‒ „wodą ognistą”. Czy nie przypomina to rozpijania Indian przez Hiszpanów w Ameryce Łacińskiej czy przez Anglosasów w Ameryce Północnej? Niski, wiecznie uśmiechnięty polityk podkreśla też z dumą, że Mongolia produkuje teraz własną wódkę i że jest ona lepsza niż ta rosyjska. „Ale polska wódka też jest dobra” ‒ mówi z przekonaniem i widać, że to ugruntowana opinia, bynajmniej nie z książek wzięta. Zaśmiewa się, gdy opowiadam mu o polsko-rosyjskim sporze o to, kto pierwszy wymyślił i wyprodukował ten eksportowy słowiański napój. Cóż, o tej wojnie o wódczane pierwszeństwo miedzy Moskwą a Warszawą film nawet nakręcili Amerykanie.