Wiadomości
Należę do tej grupy szczęśliwców, którzy zalecali ostrożność wobec takich typów jak Hadacz i „Joanna od krzyża”, zanim to było modne, a nawet tolerowane przez zwolenników PiS. Stare psychologiczne i socjologiczne numery są nieśmiertelnie i na to zawsze można nabrać sporą grupę ludzi. Prowokacje najlepiej buduje się tam, gdzie są ludzkie dramaty, choroba dziecka, zagrożenie życia, czy tragiczna śmierć. Mnie jednak od małego uczono, że ta, która najgłośniej płacze na pogrzebie, zwykle największe świństwa robiła nieboszczykowi. Hadacz i Joanna odstawiali przed krzyżem takie sceny, które miały pokazać otępienie „sekty smoleńskiej”. Dewocyjne zachowania na poziomie tragifarsy, wykrzykiwane absurdalnych haseł i tani spektakl organizowany wokół wielkiej narodowej traumy, tak dawały po oczach, że przy włączeniu rozumu gołymi oczami było widać prowokację.