Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię wszelkiemu stworzeniu!
PIERWSZE CZYTANIE Marek, uczeń Piotra Apostoła
Kategoria
Sekcja: Duchowość i wiara
PIERWSZE CZYTANIE Marek, uczeń Piotra Apostoła
Marek w księgach Nowego Testamentu występuje pod imieniem Jan. Dzieje Apostolskie (Dz 12, 12) wspominają go jako "Jana zwanego Markiem". Pochodził z Palestyny. Imienia jego ojca nie znamy. Zapewne w czasach publicznej działalności Pana Jezusa jego matka, Maria, była wdową; pochodziła z Cypru. Jest bardzo prawdopodobne, że była właścicielką Wieczernika, gdzie Chrystus spożył z Apostołami ostatnią wieczerzę. "Człowiek niosący dzban wody" (Mk 14, 13) - to prawdopodobnie Marek. Jest również bardzo możliwe, że matka Marka była właścicielką ogrodu Getsemani na Górze Oliwnej. Marek bowiem w swojej Ewangelii podaje ciekawy szczegół, o którym żaden z Ewangelistów nie wspomina: że w czasie modlitwy Pana Jezusa w Ogrójcu znalazł się w nim (zapewne w budce czy też w małym domku, jaki się tam znajdował) pewien młodzieniec. Kiedy usłyszał krzyki zgrai żydowskiej, obudził się i owinięty jedynie prześcieradłem, wybiegł na zewnątrz. Kiedy zobaczył, że Jezusa zabierają oprawcy, zaczął krzyczeć. Wtedy kt
Chrystus zmartwychwstał. Oto cztery ewangeliczne przekazy o tym najważniejszym wydarzeniu w historii świata.
Wśród świadków wiary i świętowojciechowego dziedzictwa szczególne miejsce zajmuje wspominany dziś przez nas błogosławiony Stefan Kardynał Wyszyński. Wyniesienie do chwały ołtarzy naszego pasterza stało się potwierdzeniem Jego heroicznego świadectwa wierności Chrystusowi i Jego Ewangelii – powiedział w homilii abp Wojciech Polak, Prymas Polski, w czasie Mszy św. z okazji uroczystości św. Wojciecha, biskupa i męczennika, Patrona Polski, w dniu rozpoczęcia nawiedzenia archidiecezji gnieźnieńskiej przez kopię obrazu Matki Bożej Jasnogórskiej i podczas ogólnopolskiego dziękczynienia za beatyfikację Stefana Kard. Wyszyńskiego, Prymasa Tysiąclecia, na Placu Świętego Wojciecha w Gnieźnie.
W Kościele obchodzimy dziś Niedzielę Bożego Miłosierdzia. Kiedy próbujemy zrozumieć tajemnice Bożej Miłości z pomocą przychodzi nam Tolkien. W dziełach autora „Władcy Pierścieni” Boże Miłosierdzie zajmuje wyjątkowe miejsce.
Pan Bóg, w naznaczonym tyloma okropnymi dramatami XX wieku, postanowił przypomnieć ludzkości o swoim najważniejszym przymiocie – miłosierdziu. „Bóg jest miłością” - pisze św. Jan. Jednak człowiek, doświadczając cierpienia i krzyża, może o tej prawdzie zapomnieć. Dlatego Miłosierny Bóg o niej przypomina. Posłużył się w tym przede wszystkim dwoma Polakami: św. s. Faustyną Kowalską i św. Janem Pawłem II.
"Na Ukrainie giną ludzie wielu obrządków i wyznań, na wschodzie są mordowani wierni moskiewskiego patriarchatu, który wobec tego milczy. Nie zajmuje względem wojny sprawiedliwej pozycji. Kościół moskiewski przestał być Kościołem. Zajął się bardziej polityką, niż tym by głosić prawdę i Ewangelię" - powiedział w rozmowie z Radiem Watykańskim biskup pomocniczy Lwowa Edward Kawa.
Szukajmy cienia Piotra, by żyć w świetle Chrystusa!
Pod koniec swojej działalności Pan Jezus mówi o sprawach zasadniczych i rozstrzygających. W dzisiejszej Ewangelii pada pytanie o zmartwychwstanie. Saduceusze, którzy nie wierzyli w zmartwychwstanie, starali się ośmieszyć tę koncepcję. Pan Jezus wykazuje im niewłaściwy sposób myślenia o rzeczywistości niebieskiej – w kategoriach obecnego życia – bo tamto życie rządzi się zupełnie innymi prawami:
Wojciech urodził się ok. 956 roku w możnej rodzinie Sławnikowiców w Lubicach (Czechy). Jego ojciec, Sławnik, był głową możnego rodu, spokrewnionego z dynastią saską, panującą wówczas w Niemczech. Matka Wojciecha, Strzeżysława, również pochodziła ze znakomitej rodziny, być może z Przemyślidów, którzy rządzili wówczas państwem czeskim. Wojciech był przedostatnim z siedmiu synów Sławnika. W najstarszym rękopisie jego imię brzmi Wojetech. Wedle pierwotnych planów ojca Wojciech miał zostać rycerzem. Ostatecznie o jego przeznaczeniu do stanu duchownego według biografów zdecydowała choroba. Rodzice złożyli ślub, że gdy syn wyzdrowieje, będzie oddany Bogu na służbę. Nie można tego wykluczyć. Wydaje się jednak, że przyczyna była inna: taki był po prostu zwyczaj w owych czasach, że gdy można rodzina miała więcej synów czy córek, przeznaczała ich do stanu duchownego na opatów, ksienie czy biskupów.