Wiadomości
Roberta poznałem wiele lat temu, jeszcze w „Ozonie”. To właśnie wtedy czytałem pierwsze jego tekstu z Egiptu. Potem pracowaliśmy razem we „Wproście” (tak, tak bywały i takie czasy, gdy ludzie z tak różnych stron sceny politycznej i mentalnej mogli pracować razem), i myślę, że wtedy jakoś się polubiliśmy. Odwoziłem go czasem do domu i rozmawialiśmy. On opowiadał o muzyce, o swojej kobiecie, a ja o książkach, o domu, czasem o Bogu. O religii też rozmawialiśmy. Robert był jej ciekawy, otwarty, może nawet stęskniony, ale nigdy nie przekraczał pewnej granicy zbliżenia do tych tematów. Nie krył, że jest ateistą, ale też nie widziałem w nim wrogości.