Wiadomości
Obawy przed niemieckimi czołgami niedawno rozwiewał we mnie znany z łamów „Idziemy” Stefan Meetschen. Było to krótko przed planowanymi w ubiegłym roku i „zawieszonymi” rosyjsko-niemieckimi manewrami, których celem miało być przećwiczenie tłumienia rozruchów w państwie trzecim. O jakie to „państwo trzecie” mogło chodzić, skoro znalazło się w polu żywotnego zainteresowania obu naszych sąsiadów, a dla przywracania porządku w nim miano przećwiczyć współdziałanie między innymi lotnictwa. Czy nie o Polskę?Meetschen przekonuje, że bardziej niż niemieckich czołgów trzeba się bać niemieckiego Kościoła. Cóż, jako katolicki dziennikarz zna on Kościół w swoim kraju jak mało kto. W świetle ostatnich wypowiedzi najwyższych rangą duchownych niemieckich trzeba przyznać mu rację. Do niebezpiecznych wypowiedzi kard. Reinharda Marxa doszły bowiem ostatnio niepokojące oświadczenia duchownych niższego szczebla. Trudno więc zgodzić się z pracującym przez ponad 30 lat w strukturach Stolicy Apostolskiej innym