Wiadomości
Uniewinnienie przez sąd Wojciecha Sumlińskiego, to nie tylko wspaniała wiadomość dla niego i jego najbliższych, nie tylko miła dla mnie osobiście, ale też ważna dla całego środowiska dziennikarskiego. Sąd zdjął ogromny ciężar z psychiki Wojtka, który przygniatał go do ziemi latami i kosztował z pewnością nie jedną bezsenną noc. Nie poddawał się, poza krótką, kilka lata temu chwilą słabości, spowodowaną szokiem, wywołanym niesłusznym aresztowaniem. Przetrwał ten trudny moment dzięki przyjaznej pomocy Czarka Gmyza i Bogdana Rymanowskiego. Później było już tylko lepiej, kiedy walczył z prokuraturą, a przede wszystkim tajnymi wojskowymi służbami, wspierającymi prezydenta Komorowskiego. Mnie jest miło, dlatego, że od początku broniłem publicznie Wojtka. Widziałem też od razu, że padł ofiarą skomplikowanej gry operacyjnej służb wojskowych, ale mających wsparcie cywilnych, związanych częściowo z peerelowskimi w nich pozostałościami, dogadanymi z ludźmi nowej generacji. Spryciarzami, cwaniakam