Rodzina
Jestem w stanie zrozumieć, że rodzina wielodzietna może budzić zdziwienie, w końcu PRL skutecznie do takich rodzin zniechęcał, więc jeśli nawet były, to gdzieś na głębokich wsiach. W miastach takich ze świecą szukać. Tym większy szacunek dla tych matek i ojców, którzy dzieci wtedy przyjmowali, a nie usuwali. Dziś na szczęście żaden lekarz po przekroczeniu progu gabinetu nie zadaje pytania: „Rodzimy czy na aborcję?”, choć zdarzają się tacy, którzy próbują matce kilkorga dzieci wcisnąć receptę na antykoncepcję, mimo jej wyraźnego sprzeciwu. Trzydzieści czy czterdzieści lat temu aborcja trzeciego dziecka była normą. Echa tamtej sytuacji ciągle gdzieś jeszcze się odbijają. Bo kto to słyszał tyle dzieci mieć? No, chyba żeby teraz po 500 złotych dostać. Jedno, dwoje – jeszcze ok. Ale od trzeciego w górę to same „wpadki”. Nie cierpię tego określenia, a nie brakowało życzliwych, którzy w ten właśnie sposób reagowali na informację o tym, że mamy kolejne dziecko.