Wiadomości
Stara Anglia była i jest krajem Północy. Może nie tak egalitarystycznym, germańskim i ewangelickim jak kraje skandynawskie, ale północnym mimo wszystko. Krajem jednak protestanckim - którego monarchiczny republikanizm na tym protestantyzmie się opiera - i krajem raczej obyczajowego formalizmu niż czegoś, co Alexandre Kojève trafnie nazywał „słodkością życia” i przypisywał kulturze łacińskiej. Angielska fascynacja Południem, od Chaucera, poprzez Szekspira na Byronie i Shelleyu skończywszy, była zawsze fascynacją kulturową innością, a nie głębszą inspiracją. Pamięć o dawniejszej, obecnej kiedyś i w Anglii, tradycji rzymskiej owszem była kultywowana, ale na sposób pozbawiony życia i treści. Łacińskość była w Albionie zawsze czymś elitarnym, sztucznym i nudnym jak ćwiczenia z gramatyki. Doskonale ten stan ducha ilustruje słynna scena z filmu „Żywot Briana”, w której centurion przydybuje smarującego na murze buntownika (Briana), lecz - zamiast surowo ukarać - chwyta przestępcę za ucho i zac