W nowym roku zacznij czytać Pismo Święte! - zdjęcie
02.01.21, 13:54Fot. via: Pixabay - reenablack

W nowym roku zacznij czytać Pismo Święte!

21

Na początku nowego roku wielu z nas podejmuje postanowienia, które mają uczynić kolejne 12. miesięcy owocniejszymi i pozwolić nam zdobyć coś, co sprawi, że kolejny rok rozpoczniemy jako trochę lepsi. Postanowieniem, którego realizacja rzeczywiście może czynić nasze życie piękniejszym, jest codzienna lektura Pisma Świętego. Dlatego proponujemy kilka rad biblisty, ks. Wojciecha Węgrzyniaka, które uczynią Biblię przystępniejszą.


Z jakim nastawieniem podchodzić do Biblii? Traktować ją jak dobrą lekturę, niezłą powieść z wartką akcją czy klękać przed nią, jak się klęka przed sacrum?


- Podchodzić do Biblii można z różnym nastawieniem, tylko że niektóre nie zaprowadzą tam, gdzie chce zaprowadzić Biblia, czyli do wolności. Można czytać Biblię jako powieść i wtedy zatrzymamy się na poziomie literackiej dyskusji. Można czytać jako dokumenty historyczne, ale wtedy będziemy dyskutować o faktach i historycznych mitach. Najlepiej jednak szukać w Biblii prawdy dla naszego zbawienia, bo po to Biblia została napisana. Mówiąc żartem, z Biblią jest jak z kolacją — najlepiej zasiadać do niej z zamiarem zjedzenia. Inne cele nie są zabronione, ale mogą być dziwne, a nawet podejrzane.

 

Od czego zacząć czytanie Pisma Świętego? Załóżmy, że mamy już czas i chęci.

 

- Czas i chęci to bardzo dużo. Dorzuciłbym do tego jeszcze systematyczność. Trzeba być systematycznym i wiernym aż do bólu. Ustawić sobie pułap, że w ciągu pierwszego tygodnia czy miesiąca będę czytał po jednym rozdziale. Albo że będę czytał przez trzy minuty. Lub codziennie nauczę się nowego wersetu na pamięć. A może będę sięgać po czytania z dnia? Forma ma tutaj znaczenie drugorzędne, czasem trzeba ją zmienić, najważniejsza jest po prostu systematyczność. Tak jak z jedzeniem. Tego się nie przeskoczy, jeśli organizm ma funkcjonować normalnie.

 

Dlaczego tak trudno się za to zabrać?

 

- Przyczyn niechęci może być wiele. Ale skoro te przyczyny powodują, że nie otwieramy Biblii, to moja osobista rada jest taka — wziąć ją z półki, otworzyć i już nie zamykać. Ludzie dlatego nie czytają książek, bo ich nie otwierają. Podobnie z Pismem Świętym. Trzeba je otworzyć, zostawić na stoliku i przyjąć zasadę, że każdego dnia przeczytam cokolwiek. Oczywiście, oprócz wydań papierowych mamy internet. Można zaprenumerować czytania z dnia i dostawać je na e-maila.

 

A Biblia w mp3? Czy to nie taka mała profanacja?

 

- Ależ skąd! Jaka profanacja? To rewelacyjny pomysł! Pan Bóg przecież mówił, a nie pisał i jeśli słuchamy tekstu, to na pewno nie robimy krzywdy słowu Bożemu. Jadę samochodem, idę na spacer, dlaczego by nie zamienić popowych piosenek czy klasycznych hitów na Biblię?

 

Czy w Piśmie Świętym są odpowiedzi na wszystkie pytania?

 

- Myślę, że tak. Tylko o jaki poziom konkretu nam chodzi? Jeśli dziewczyna szuka w Biblii imienia swojego przyszłego męża, to prawdopodobnie go nie znajdzie. Znajdzie natomiast odpowiedź, żeby się nie martwiła, bo skoro jeszcze tego imienia nie zna, to widocznie nie jest jej to w tym momencie potrzebne. Pan Bóg nie po to pisał Biblię, żebyśmy wiedzieli, jaką śrubkę wkręcić i gdzie wkręcić. Ale napisał „czyńcie sobie ziemię poddaną”, więc je wkręcamy.

 

Czy więc otwieranie Pisma Świętego na obojętnie której stronie z nadzieją znalezienia w nim odpowiedzi na ważne dla nas pytania ma sens? A może to nadinterpretacja?

 

- Może mieć sens. Po pierwsze, trzeba jednak odróżnić to, co tekst do mnie mówi, od tego, co jest jego przesłaniem. Na przykład drzwi w moim mieszkaniu są pomalowane na biało. Mogę się zastanawiać, co ten kolor do mnie mówi. Być może to, że powinienem bardziej zadbać o czystość swojej duszy. Ale czy to znaczy, że malarz malował je z taką intencją, bym myślał w ten sposób? Nie! On nawet nie wiedział, że będę tu mieszkał! Po prostu w życiu używamy pewnych skojarzeń, które przynoszą konkretne efekty. Gdy czytamy Pismo Święte, też pojawiają się w naszych głowach różne skojarzenia, do których mamy prawo. Natomiast gdybyśmy zaczęli mówić, że św. Jan napisał dany fragment specjalnie po to, żebyśmy podjęli taką a nie inną decyzję, to jest to już błąd.

Po drugie, trzeba pilnować celu, to znaczy czy moje odczytanie doprowadziło mnie do prawdy, która zbawia. Św. Augustyn powtarzał, że ostatecznym celem wszystkiego jest miłość. Jeśli po lekturze danego tekstu kochasz bardziej Boga i bliźniego, to znaczy, że dobrze odczytałeś Biblię, nawet jeśli autor natchniony w ogóle nie chciał powiedzieć ci tego, co sobie pomyślałeś.

 

Tym sposobem Pismo Święte za każdym razem przemawia do nas inaczej. Nawet wtedy, gdy w kościele czytane są fragmenty, które znamy na pamięć.

 

- Gdyby tak nie było, nie byłoby sensu czytać dwa razy tej samej rzeczy, a w kościele to już w ogóle. Można by się wyłączyć np. na czas Ewangelii, bo ile można słuchać o miłosiernym Samarytaninie?

Jednak nie stoimy w miejscu i za każdym razem jesteśmy na innym etapie naszego życia. Zawsze jest szansa, że słowo uderzy w strunę, w którą nie uderzyło wcześniej, że zwrócimy uwagę na coś zupełnie nowego. Nawet wtedy, gdy jakiś fragment znamy na pamięć i moglibyśmy go recytować razem księdzem.

 

Księdza kazania, także te dotyczące powszechnie znanych tekstów, zawsze są niebanalne, bogate w treść, zarysowują kontekst kulturowy, historyczny. Przygotowuje Ksiądz materiały, które mogą być pomocne także innym kapłanom. Skąd czerpie Ksiądz inspiracje?

 

- Staram się słuchać tekstu i życia. Czytam i rozważam tekst, dopóki nie zacznie on mówić do mnie. Bo jeśli jakieś treści dotkną mnie, to jest szansa, że przemówią również do innych. Dzięki studiom biblijnym, przygotowując się do kazania, czytam tekst po grecku lub hebrajsku i szukam w nim nieraz czegoś, czego nie oddaje polskie tłumaczenie, i zastanawiam się, co mnie zaskakuje i uderza.

Ks. prof. Edward Staniek mówił nam w seminarium, że po przeczytaniu fragmentu Ewangelii powinno się mieć 30—40 pomysłów na kazanie, bo z każdego słowa da się coś „wyciągnąć”. Sztuką jest z tego gąszczu idei wybrać dwie, trzy myśli ważne dla danej wspólnoty. Kiedy jednak zna się trochę ludzi, słucha ich, spowiada, można przypuszczać, co będzie dla nich istotne.

Często problemem nas, księży, jest to, że zbyt rzadko spotykamy się z Panem w tekście biblijnym. Brakuje uczciwego posiedzenia nad nim przez kwadrans czy pół godziny i zastanowienia się, co on do mnie rzeczywiście mówi. Bo kiedy Bóg do mnie przemówi, to wystarczy wtedy powiedzieć o tym innym na kazaniu.

 

Niewiele kościelnych homilii dotyczy Starego Testamentu. Czy dlatego, że jest trudniejszy do wyjaśniania?

 

- Być może i należałoby się przyjrzeć sposobom kształcenia kleryków w tej dziedzinie. Teoretycznie kazanie powinno dotyczyć wszystkich czytań, ale nie zawsze łatwo jest je ze sobą połączyć. Poza tym, powiedzmy szczerze, że niektóre czytania ze Starego Testamentu naprawdę wydają się „kosmiczne”. Chociaż przecież mamy i takie perełki, że aż serce rośnie.

 

Od czego zacząć lekturę tej części Biblii w swoich czterech ścianach? Chyba nie od zagmatwanej Księgi Liczb...

 

- Gdy myślę o Księdze Liczb, przypomina mi się zasada, by nie dążyć na siłę do tego, żeby koniecznie przeczytać całą Biblię. Z Pismem Świętym jest trochę jak z pokarmem. Może się okazać, że są części, których po prostu nie trawimy. Co więcej, może się okazać, że ktoś umrze, nie przeczytawszy Księgi Liczb. I nie należy się tym zbytnio przejmować, bo apostołowie umarli, nie przeczytawszy Apokalipsy. Po prostu — czytam to, co mnie przybliża do Pana Boga.

 

Nie jest to pójście na łatwiznę?

 

- Może i jest, ale zawsze należy zapytać o cel. Jeśli najważniejszym celem w życiu jest przeczytanie całej Biblii, to nie ma przebacz i trzeba się zmusić nawet do Księgi Liczb. Ale jeśli pierwszorzędnym celem jest miłość do Boga i bliźniego, to powinniśmy szukać dróg, które nas do niego przybliżą. Jeśli Biblia miałaby mnie odstraszać od Pana Boga albo zniechęcić do bliźniego, to lepiej jakiejś części nie czytać.

 

Niektórych może odstraszać język. Czy Matka Boża zawsze będzie „brzemienna”, czy kiedyś będzie „w ciąży”?

 

- Nie znaleźliśmy jeszcze wielu trafniejszych odpowiedników niektórych słów, jak chociażby „brzemienna”. Tak samo w pacierzu. Co to jest „zdrowaś”? Każde dziecko powie, że chodzi o to, by Maryja była zdrowa. Przykłady można mnożyć. Przecież dzisiaj nikt nie mówi „zaprawdę” ani „hosanna”. Trzeba więc ciągle szukać nowych tłumaczeń. (…)


Całość:opoka.org.pl/biblioteka

Komentarze (21):

violencja2021.01.2 22:10
Tak czytajcie Pismo , ale i.....wylosujcie sobie pomocnika , przyjaciela i orędownika na ten niewiadomy rok , piszę do LUDZI DOBREJ WOLI, TYLKO. https://www.faustyna.pl/zmbm/patronowie/
AAAtomek2021.01.2 18:22
Właśnie robię porządek z książkami, i wszystkie pozycje tzw. święte idą na śmietnik. Słabe wydanie katechizmu katolickiego (niebieskie) też.
Anonim2021.01.2 19:38
A kim ty jesteś ,że myślisz ,że kogoś to obchodzi co ty robisz?
AAAtomek2021.01.2 20:53
Pisałem do ciebie katoprawaku!
ASTOM2021.01.2 21:15
Tzn przez paru pedofli w sutannach, nierzadko nasłanych przez SB, obraziłeś się na Pana Boga? Gratulacje!
AAAtomek2021.01.2 21:32
Żeby cokolwiek się zmieniło w tym kraju, tej ziemi - trzeba odciąć Kościół Katolicki od historii! Konsekwentnie to czynię, organiczna praca u podstaw wśród mojej rodziny. Rozłąka od kościoła u mnie trwa od ponad 20+ lat. Moje dzieci nie potrafią się nawet (poprawnie) przeżegnać i z tego się cieszę.
ASTOM2021.01.2 22:34
Nie takie kozaki jak ty wyPOwiadały wojnę Bogu, żeby potem z płaczem powracać, aleć - twój wybór.
jaś2021.01.2 22:05
A w zamian dzieła Marksa
PamelaAcker2021.01.2 17:55
Google płaci teraz od 17488 USD do 23500 USD miesięcznie za pracę online w domu. DołączYłem Do tej pracy 2 miesiące temu i zarobiłem 21540 $ w pierwszym miesiącu na tej pracy. Mogę powiedzieć, że moje życie zmieniło się - całkowicie na lepsze! Sprawdź, co robię.... workreviews10.com
rebeliant2021.01.2 16:53
Właśnie natchnął mnie duch i przekazał tajemnicę, że takim podstawowym i najlepszym egzorcyzmem jest praca i to taka ciężka fizyczna. Przy takiej wszelkie złe duchy idą precz. No a jak ma się gniotący jajca bebzun w wyizolowanym klasztorze oraz głowę pełną mołndrości w stylu "z dala od doświadczenia" to duchy mnożą się jak króliki na wiosnę.
Palindrom2021.01.2 19:09
…czyli jednak "arbeit macht frei" – pochwalisz się, gdzie ty to-to takie "zbawienie" znalazłeś w Ewangelii lub w Biblii?
ASTOM2021.01.2 21:22
Mylisz się, przyjacielu, tobie się tylko tak wydaje, że złe duchy idą od ciebie precz, bo ty jesteś cały ich tylko tego nie dostrzegasz. Natomiast zakonnicy i inne osoby duchowne są atakowane przez szatana wielokroć intensywniej od ciebie, bo są autentycznym dla niego zagrożeniem. A ty co? Ot, ignorancik, dla diabła zwyczjna szarzyzna.
rebeliant2021.01.3 10:06
A zatem się zgadzasz, że przystępując do egzorcyzmów metodą ciężkiej - lecz pożytecznej rzecz jasna - pracy fizycznej ataki Szatana maleją, co odpowiada ich odejściu na pewien dystans.
rebeliant2021.01.2 16:35
Gdybym nie czytał Pisma Świętego, to nie dowiedziałbym się, że Jezus nie poniósł krzywdy gwałtu, a ponoć swoimi ranami utożsamia się z wszelkimi krzywdami ludzi. Ponadto nie dowiedziałbym się, że nie poniósł autentycznego losu człowieka, gdyż żaden człowiek nie jest w stanie przygotować swojego przyjścia, dobrać talentów, mieć zdolności uzdrawiania i pełnego wglądu w ludzkie serca i umysły. Do końca też miał pełną moc pokonania swoich napastników więc swoją ofiarę złożył faktycznie z autentycznej wolnej woli - nie jak bydło ludzkie na przymus. Dlatego też nie tylko nie poniósł ofiary jako człowiek, ale również nie narodził się jako człowiek. Coś mi się wydaje, że i nawet dzisiaj pewni ludzie piszą nam scenariusz do religii przyszłości. Przed Jezusem działało masę wierzeń i one do pewnego czasu dawały radę, aż do krytycznego momentu, gdzie trzeba było odwalić jakieś misterium i puścić w świat nowy spektakl, za którym będzie można spokojnie podążać - jako kapłani - i zbierać żniwo (na Mercedesy i złote sedesy).
Palindrom2021.01.2 19:20
Biblia to nie traktat naukowy, z którego możesz się "dowiedzieć", a autoportret Boga – chcesz poznać Boga, czytaj, co zlecił wybranym, napisać o sobie. Chcesz poznać Boga, czytaj jego "pamiętnik", a jeśli nie chcesz, rób co chcesz, choć owo "co chcesz" szybko, bo zaraz po śmierci, zamieni się w "masz, coś chciał mieć".
XYZ2021.01.2 14:59
Tak tak czytajcie ,a zobaczycie jak wielka jest różnica między katechizmem a Pismem Świętym.Poznacie jakim okrutnym Bogiem jest wasz Bóg,jak kazał zabijać,jak popierał niewolnictwo ,kazirodztwo i wiele innych czynów niemoralnych.Jak już przebrniecie Stary Testament,to polem już lajcik.
Anonim2021.01.2 15:18
Ech człeku biedny. Mówisz - ino nie wiesz co.
!!!2021.01.2 15:28
Przecież prawdę napisał!
Anonim2021.01.2 16:57
Nie napisał prawdy nie umie czytać Pisma Świętego i ty też ,Pismo Święte to nie jest zwykła książka ,nie czyta się jej jak powieść .
Anonim2021.01.2 16:20
Czytamy i znamy naszego Boga ,tobie polecam czytać Pismo Święte dogłębniej ,bo to nie czytanka ,wtedy poznasz na prawdę Boga i wstyd ci będzie ,że pisałeś o nim te bzdury.
Anonim2021.01.2 14:33
U nas w parafii ksiądz wydrukował taką rozpiskę na każdy dzień jaki fragment przeczytać i kto chciał mógł sobie wziąć do domu. I właśnie sobie przypomniałem, że dziś jeszcze nie czytałem... no to się zabieram :)