Tajemnica cierpienia - zdjęcie
22.11.14, 12:43

Tajemnica cierpienia

10

Trudne pytanie

W głębi serca cierpiącego człowieka rodzi się pytanie o przyczynę i sens cierpienia. To pytanie jest szczególnie palące, gdy mamy do czynienia z cierpieniem niewinnych dzieci, z milionami ofiar obozów koncentracyjnych i wojen. Jeżeli Bóg istnieje, to dlaczego wydaje się tak nieczuły na cierpienia niewinnych? Dlaczego pozwala na całą krzyczącą niesprawiedliwość i zło?

„I jest rzeczą dobrze znaną – pisze Jan Paweł II – że na gruncie tego pytania dochodzi nie tylko do wielorakich załamań i konfliktów w stosunkach człowieka z Bogiem, ale bywa i tak, że dochodzi do samej negacji Boga. Jeśli bowiem istnienie świata otwiera jakby wzrok duszy ludzkiej na istnienie Boga, na Jego mądrość, wszechmoc i wspaniałość, to zło i cierpienie zdają się zaćmiewać ten obraz – czasem w sposób radykalny, zwłaszcza wobec codziennego dramatu tylu niezawinionych cierpień, a także tylu win, które uchodzą bezkarnie. Ta przeto okoliczność – może bardziej jeszcze niż jakakolwiek inna – wskazuje, jak doniosłe jest pytanie o sens cierpienia i z jaką wnikliwością trzeba traktować zarówno samo to pytanie, jak też wszelką możliwą na nie odpowiedź” (Salvifici doloris, 9). Każdy człowiek nie tylko ma prawo, ale powinien pytać się o sens cierpienia, co więcej – to sam Bóg prowokuje to pytanie w biblijnej historii Hioba, którego dotknęło niezawinione cierpienie. Cierpienie jest złem, a jego jedynym źródłem i przyczyną jest grzech. Pytając więc o sens cierpienia, trzeba się pytać o istotę zła i jego pochodzenie.

Ostateczna przyczyna każdego cierpienia

Pan Bóg nie tylko zachęca nas do stawiania pytań o sens cierpienia, ale równocześnie daje nam na nie odpowiedź. Z Pisma św. dowiadujemy się, że największy dramat w historii ludzkości rozegrał się w samych początkach jej istnienia. Adam i Ewa ulegli pokusie złego ducha. Uwierzyli sugestii kusiciela, że nieposłuszeństwo Bogu da im pełnię szczęścia. Przestali wierzyć Bogu, że największą tragedią człowieka jest grzech, który niszczy jego człowieczeństwo, zadając mu straszne cierpienie przez zniewolenie siłami zła i śmierć ducha. Kiedy mówimy o grzechu pierworodnym, to powinniśmy pamiętać, że to Adam i Ewa – a więc cała wspólnota ludzka powiedziała Bogu „nie” i zerwała łączące ją z Nim więzy życia i miłości, pogrążając się w cierpieniu i śmierci. Trzeba mieć świadomość, że cała ludzkość jest wspólnotą na podobieństwo żywego organizmu, a wszyscy ludzie powiązani są ze sobą więzami solidarności w dobrym i złym. Stan grzechu, w którym znaleźli się wszyscy ludzie, pogrążył ich w największym i beznadziejnym cierpieniu. Nie możemy jednak zapominać – stwierdza Jan Paweł II – „że cały ogrom zła, które obecne jest w świecie, nie jest jedynie konsekwencją grzechu pierworodnego, lecz także skutkiem nękających i ukrytych działań szatana, który zastawia pułapkę na równowagę moralną człowieka. Szatan działa w ukryciu jako podstępny zwodziciel, wślizgujący się do naszego postępowania po to, by wprowadzić do niego różne dewiacje, zarówno szkodliwe, jak i pozornie zbieżne z naszymi instynktownymi aspiracjami” (Jan Paweł II, 24.05.1987 r.)

Dlaczego bez osobistej winy dziedziczymy grzech pierworodny i jego konsekwencje?

Z Objawienia wiemy, że każdy człowiek od momentu poczęcia staje się czę­ścią ro­dzi­ny ludz­kiej i dzie­dzi­czy obec­ne w niej zło, a więc staje się spadkobiercą grzechu pierworodnego wraz ze wszystkimi jego konsekwencjami. Grzech pier­wo­rod­ny oraz wszystkie inne grzechy tworzą w „żywym organizmie” wspólnoty ludzkiej obiektywnie istniejącą rzeczywistość zła, która do­ty­ka i zadaje cier­pie­nie wszyst­kim, rów­nież niewinnym dzieciom. Tak więc źródłem i przyczyną każdego ludzkiego cierpienia jest obiektywnie istniejące zło we wspólnocie ludzkiej. Cier­pie­nie ro­dzi się z grzechu, a więc ze znisz­cze­nia obiek­tyw­ne­go do­bra w sa­mym czło­wie­ku, w re­la­cjach mię­dzy­ludz­kich oraz w re­la­cji czło­wie­ka z Bogiem. W tej sytuacji cier­pie­nie nie jest karą, jaką Bóg wy­mie­rza za grzech, ale nie­unik­nio­nym do­świad­cze­niem skut­ków obiek­tyw­nie ist­nie­ją­ce­j rzeczywistości zła – „grze­chu świa­ta” (J 1, 29). Oprócz cierpienia całkowicie niezawinionego istnie­ją także cier­pie­nia, któ­re są na­stęp­stwem oso­bi­stej winy (jak na przykład skutki nadużywania alkoholu, zażywania narkotyków, palenia papierosów itd.).

Przez biblijnego Hioba Bóg uświa­da­mia nam, że mamy do czy­nie­nia z wielką tajemnicą cier­pie­nia, które nie zawsze jest zwykłą kon­se­kwen­cją osobistych grze­chów. Jeżeli cier­pie­nie spo­wo­do­wa­ne jest jednak winą człowieka, to czy wtedy moż­na je tłu­ma­czyć jako karę, którą Bóg wy­mie­rza grzesz­ni­ko­wi? (por. Ga 6, 8)? Z przy­po­wie­ści o synu mar­no­traw­nym do­wia­du­je­my się, że Bóg, kie­ru­jąc się oj­cow­ską miłością, nie wy­mie­rza kary mar­no­traw­ne­mu synowi – po­zwa­la mu tylko skon­su­mo­wać owoce jego grze­sznych wyborów. Czyni to w tym celu, aby się opa­mię­tał i na­wró­cił. Tak więc naj­większą karą za grzechy są same kon­se­kwen­cje grze­chów. Jan Paweł II podkreśla, że wtedy „cierpienie ma służyć nawróceniu, czyli odbudowaniu dobra w podmiocie, który w wezwaniu do pokuty może rozpoznać Miłosierdzie Boże. Pokuta ma na celu przezwyciężenie zła, które pod różną postacią drzemie w człowieku, oraz ugruntowanie dobra zarówno w nim samym, jak też w stosunkach z innymi, a zwłaszcza z Bogiem” (Salvifici doloris, 12).

Sens cierpienia

Koniecznym warunkiem uwolnienia człowieka z niewoli zła jest żal za grzechy i oddanie siebie do całkowitej dyspozycji Stwórcy. Po grzechu pierworodnym „obraz i podobieństwo Boga” w człowieku (rozum, wolna wola oraz zdolność do miłości) zostały do tego stopnia zdeformowane, że człowiek o własnych siłach nie był w stanie pozwolić Bogu, aby go wyzwolił z niewoli grzechu i śmierci. To jest zasadniczy powód, dla którego Bóg stał się prawdziwym człowiekiem, członkiem wspólnoty ludzkiej. Będąc prawdziwym Bogiem (w Bogu nie ma przeszłości i przyszłości, lecz ciągłe „teraz”), Jezus Chrystus mógł z historii każdego człowieka wziąć na siebie całe zło i wynikające z niego cierpienie: „On się obarczył naszym cierpieniem, On dźwigał nasze boleści. (…) On był przebity za nasze grzechy, zdruzgotany za nasze winy. (…) Pan zwalił na Niego winy nas wszystkich” (Iz 53, 4-6).)

(Grzech i wynikające z nie­go cier­pie­nie same w so­bie są bez­sen­sow­ne i po­zo­sta­ły­by takie, gdy­by nie fakt, że to sam Bóg przyj­ął na sie­bie grze­chy i cier­pie­nia wszyst­kich lu­dzi. To sam Bóg w swoim prawdziwym człowieczeństwie doświadcza, jak strasznym cierpieniem jest grzech.) On, całkowicie niewinny, staje się „dla nas grzechem” (2 Kor 5, 21). Umierając na krzyżu, Bóg-Człowiek dobrowolnie doświadcza największego zła i cierpienia spowodowanego przez grzechy wszystkich ludzi. Wyraża to w słowach: „Boże mój, Boże mój, czemuś Mnie opuścił?” (Mk 15, 34). To sam Bóg doświadcza w swojej prawdziwej ludzkiej świadomości cierpienia spowodowanego największym złem, jakim jest odrzucenie Boga przez człowieka. W ten sposób Bóg dociera swoją miłością wszędzie tam, gdzie dotarła niszcząca moc grzechu. Jednoczy się z człowiekiem w jego upadku, aby go podnieść, aby mu przebaczyć i obdarzyć go wolnością, a cierpienie uczynić drogą zbawienia i dojrzewania do miłości.

W doświadczeniu niewyobrażalnego cierpienia w momencie śmierci Jezus najpełniej otwiera swoje człowieczeństwo na miłość Ojca, z całkowitym posłuszeństwem zawierza i oddaje Mu siebie. W ten sposób przezwycięża wszelki grzech, który jest zawsze nieposłuszeństwem stworzenia wobec Stwórcy. Czyni to w imieniu nas wszystkich.

Jan Paweł II podkreśla, że „wraz z tym straszliwym brzemieniem, mierząc się z »całym« złem odwrócenia od Boga, jakie zawiera się w grzechu, Chrystus poprzez Boską głębię synowskiego zjednoczenia z Ojcem doznaje w sposób po ludzku niewyrażalny tego cierpienia, jakim jest odłączenie – odtrącenie od Ojca, zerwanie z Bogiem. Ale właśnie przez takie cierpienie dokonuje Odkupienia – i może, konając, powiedzieć: »Wykonało się!« (J 19, 30)” (Salvifici doloris, 18). Papież dodaje „Można powiedzieć, że jest to cierpienie »zastępcze«, nade wszystko jednak jest ono »odkupieńcze«. (…) W Jego cierpieniu grzechy zostają zgładzone właśnie dlatego, że On jeden, jako Jednorodzony Syn, mógł je podjąć, wziąć na siebie, z tą miłością ku Ojcu, która przewyższa zło wszelkiego grzechu, unicestwia niejako to zło w duchowej przestrzeni stosunków pomiędzy Bogiem a ludzkością i wypełnia tę przestrzeń dobrem” (Salvifici doloris, 17).

Przez swoją mękę, śmierć i zmartwychwstanie Chrystus sprawił, że każde ludzkie cierpienie zjednoczone z Nim, staje się drogą zbawienia i dojrzewania do miłości – a więc ma nieskończoną wartość zbawczą. Jezus objawia nam również, że ile razy cier­pie­nie spotyka człowie­ka, Bóg za każdym razem jest pierw­szym, któ­ry nie­sie jego cię­żar. To sam Zba­wi­ciel jest obec­ny i cierpi w każ­dym z mi­lio­nów istnień ludz­kich żyjących w nę­dzy i po­ni­że­niu, bru­tal­nie wy­zy­ski­wa­nych, umie­ra­ją­cych z gło­du, w ofia­rach tor­tur i ter­ro­ry­zmu. Tę wstrzą­sa­ją­cą rze­czy­wi­stość mi­ło­ści Boga współ­cier­pią­ce­go z czło­wie­kiem, aby go zbawić, moż­na odkryć tyl­ko wzrokiem wia­ry.

Patrząc z wiarą na krzyż Chrystusa, odkrywamy, że każde cierpienie, a szczególnie to naj­bar­dziej bez­sensow­ne i nie­win­ne, sta­je się dro­gą zba­wie­nia, gdy cierpiący człowiek zjednoczy się z cierpieniem Chrystusa, bezgranicznie ufając i powie­rzając się Jego miłosierdziu. Wtedy człowiek odkrywa w swoim cierpieniu wielki dar i łaskę, gdyż zdaje sobie sprawę, że współuczestniczy z Chrystusem w zbawieniu świata, a obecne cierpienia są tylko drogą prowadzącą do wiecznej radości w niebie: „Skoro wspólnie z Nim cierpimy, to po to, by też wspólnie z Nim mieć udział w chwale. Sądzę bowiem, że cierpień teraźniejszych nie można stawiać na równi z chwałą, która ma się w nas objawić” (Rz 8, 17-18); „ (...) cieszcie się, im bardziej jesteście uczestnikami cierpień Chrystusowych, abyście się cieszyli i radowali przy objawieniu się Jego chwały” (1 P;4, 13). „Niewielkie bowiem utrapienia nasze obecnego czasu gotują bezmiar chwały przyszłego wieku dla nas, którzy się wpatrujemy nie w to, co widzialne, lecz w to, co niewidzialne” (2 Kor 4, 17-18).

Święta Edyta Stein, któ­ra zgi­nę­ła śmiercią męczeńską w obozie Auschwitz, tak od­po­wia­da na py­ta­nie o sens cier­pie­nia: „Na­tu­ra ludz­ka, któ­rą Chry­stus przy­jął, dała Mu moż­ność cier­pie­nia i śmier­ci. Na­tu­ra Bo­ska, któ­rą posiadał od­wiecz­nie, nada­ła temu cierpieniu i śmier­ci war­tość nieskończo­ną i moc od­ku­pień­czą. Męka i śmierć Chry­stu­sa po­wta­rza­ją się w Jego ciele Mistycznym i jego człon­kach. Każdy czło­wiek musi cier­pieć i umierać, lecz jeśli jest ży­wym człon­kiem Mi­stycz­ne­go Cia­ła, jego cier­pie­nie i śmierć na­bie­ra­ją od­ku­pień­czej mocy dzię­ki Bosko­ści Tego, któ­ry jest jego gło­wą. Oto istot­ny po­wód, dla któ­re­go każdy święty tak pra­gnął cier­pie­nia”.

ks. Mieczysław Piotrowski TChr

Artykuł pochodzi z dwumiesięcznika "Miłujcie Się"

Komentarze (10):

anonim2014.11.22 13:17
Czy cierpienie nie jest jednocześnie darem?Jeśli zawiniłem,jest częścią mojej pokuty;jeśli nie-ofiaruję je za innych.Dlaczego więc odrzucamy ten dar;prosimy o środki znieczulające a lekarze nam w tym pomagają?Niechciany dar i szansa...Oczywiście,są wśród nas osoby cierpiące dobrowolnie,w tym-wielu świętych ale większość broni się przed takim doświadczeniem.Czy przyjęcie dobrowolne cierpienia i ofiarowanie go w jakiejś intencji/np.nieleczenie choroby/ jest zgodne z Bożą wolą?Czy takie postępowanie nie jest w sprzeczności z 5 przykazaniem?
anonim2014.11.22 14:19
@Maksym Przecież Jezus powiedział, że powróci On wie kiedy i wtedy zrobi porządek.
anonim2014.11.22 14:25
Dla cierpiącego nigdy nie ma dość dobrej odpowiedzi. Filozofować mogą o tym tylko niecierpiący. Dla każdego jego krzyż jest najcięższy. Nie pomaga tłumaczenie; pomaga towarzyszenie. Towarzyszenie cierpiącego Jezusa, i cierpiącemu Jezusowi. Kto chce się wymądrzać, niech "rękę do ust przyłoży". Ja również, ergo satis.
anonim2014.11.22 14:29
Niestety, Adam i Ewa byli słabi i dali się omamić szatanowi. My zresztą nie jesteśmy wcale lepsi a częstokroć dużo gorsi. Pycha, chciwość i nieczystość oraz inne grzechy stają nam na drodze do Boga. Miłość i tylko miłość może nas do Boga przywrócić, stosujmy się do Jezusowego przykazania miłości a otworzy się dla Nas droga zbawienia. Cierpienie przeraża, ale i tak nie mamy wyboru, będziemy cierpieć i umrzemy, jedni wcześniej a inni później ale to nieuniknione. Jedyne co możemy zrobić to pojednać się z Bogiem i mieć nadzieję na Jego miłosierdzie.
anonim2014.11.22 23:23
Co to za koszmarna grafika....czy to przedruk z jakiegoś prowincjonalnego komiksu?
anonim2014.11.24 8:13
„to Adam i Ewa – a więc cała wspólnota ludzka powiedziała Bogu „nie” i zerwała łączące ją z Nim więzy życia i miłości, pogrążając się w cierpieniu i śmierci.” Jest tylko jeden mały problem. Biblijny mit nie odpowiada w żaden sposób prawdzie. Przed pojawieniem się człowieka istniały na ziemi śmierć, choroby, jedno zwierzę zabijało i pożerało drugie, drżała ziemia, wybuchały wulkany. Jesteśmy częścią przyrody, gatunkiem zwierzęcia powstałym na drodze ewolucji i dzielimy w związku z tym los wszystkich zwierząt żyjących na ziemi odkąd tylko pojawiliśmy się jako rodzaj czy gatunek. Człowiek nigdy nie żył w ziemskim raju. Zawsze trapiły go choroby, ataki drapieżników, klęski żywiołowe, ból, śmierć, ciężki poród– a mit biblijny tłumaczy, że to są skutki grzechu pierworodnego. Nigdy na Ziemi nie żyła tylko jedna ludzka para, ludzie nigdy nie byli też moralnie niewinni-zarówno skłonność dobre, prospołeczne, jak i te złe mają ewolucyjne pochodzenie tak jak nasze ciała i zawsze towarzyszyły naszemu gatunkowi czy rodzajowi. Ale człowiek sam sobie tych skłonności nie wybrał. Człowiek od początku swojego gatunkowego czy nawet rodzajowego istnienia znał dobro i zło. Zło moralne, podobnie jak fizyczne nie jest winą człowieka, nie było też żadnego grzechu pierworodnego. Tak jak pisze @Maksym, ta bajeczka jest podła-bo obarcza winą tych, którzy są ofiarami.
anonim2014.11.24 12:58
Ja rozumiem,że Bóg naznaczył ludzkość cierpieniem.No ale to z jego woli istnieje SZATAN,który jest samym złem.Jak by nie stworzył szatana,nie byłoby zła.No ale jak człowiekowi wytłumaczyć cierpienie,skoro Bóg jest samą dobrocia?Ano dla przeciwwagi wymyślono diabła.Acha,wcześniej wymyślono Boga.
anonim2014.11.25 22:52
@Maksym Widze ze ma Pan podobne przemyslenia do moich ... odnosnie cierpienia. Pozdrawiam.
anonim2014.11.26 6:24
Zabawne głosy w dyskusji. Jakieś pretensje do Boga, którego - jeśli już uznają że istnieje, to tylko po to, by móc Go oskarżyć. Dlaczego nie zwrócicie się do waszych bogów, których czcicie, jak pieniądz, seks, nauka czy medycyna? Zróbcie raczej awanturę np. w banku, który jest waszą świątynią, albo miejcie pretensję do narządów seksualnych, które tak wielbicie, dupie, do której wzdychacie. To są największe wasze wartości, wasi bogowie.
anonim2014.11.26 17:42
„Grzech i wynikające z niego cierpienie same w sobie są bezsensowne” ?... To oskarżanie Boga, który jest twórcą wszystkiego. Mnie uczono że „Bóg jest sędzią sprawiedliwym(!), który za dobre wynagradza, a za złe karze”. Jest doskonały: tylko dobry, tylko sprawiedliwy, tylko miłosierny. Wszystko co się dzieje ma absolutny sens: jest wyrazem Bożej harmonii. „W Nim żyjemy”, w Jego doskonałości. Dlatego każdy grzech jest zakłóceniem tego porządku, a grzesznik – rakową komórką, która niszczy siebie i otoczenie. Bóg Jest obecny poprzez Prawo, wszechobecne w całym stworzeniu, w prawach natury, a Jego przekraczanie ma nieuchronne konsekwencje. Działa z iście Bożą precyzją, niezależnie od tego, czy człowiek ma świadomość przekraczania czy też nie; jest udziałem wszystkich żyjących. Niewierzący nie rozumieją dlaczego, a tak samo jak i ci którzy otrzymali Prawo, ponoszą konsekwencje przekraczania Prawa. Polecam stosowne fragmenty (- Słowo Boże) dotyczące otrzymania Tory, a zwłaszcza konsekwencje przekraczania. Tu nie ma dowolności. Bóg nie podlega ludzkim kaprysom: „Ja się nie zmieniam”. Chrystus mówi: „Lecz łatwiej niebo i ziemia przeminą, niż żeby jedna kreska miała odpaść z Prawa.” Łk 16:17 Wypełniają je tylko ci, którzy osiągają stan miłości. Cierpienie jest reakcją pozytywną i dobroczynną !!! Służy do sterowania organizmem (tak pojedyńczym jak i systemem tych organizmów, czyli grupą, społeczeństwem, narodami itp.), czyli chronienia go przed bodźcami i zachowaniami, których powinien unikać. Ból jest symptomem anomalii - choroby i sygnałem ostrzegawczym. Temu wszystkiemu towarzyszy lęk (przed cierpieniem i niebytem), na którym zbudowany jest cały instynkt samozachowawczy ludzko-zwierzęcej natury, którego naczelną zasadą jest dążenie do przyjemności, satysfakcji – zaspokojenia pragnień. Życie toczy się wokół jakości przyjemne – nieprzyjemne. Na tej linii dokonuje się ludzki wybór, zdeterminowany prawami natury. W odniesieniu do do materialnego świata, nadaje sensu istnienia, a zarazem stanowi siłę zmuszającą do przestrzegania istniejących praw natury, fizyki biologii itd., które są przejawem Bożego Prawa. Dąży do równowagi, kompletnej perfekcji, co prowadzi do poszukiwania praw rządzących rzeczywistością, badania ich i wykorzystywania. Tym samym jest motorem napędowym cywilizacji, kultury itd. (całej ziemskiej nauki, wynalazków, odkryć) – wszystkich przejawów ludzkiej aktywności. To bat nad głową, czyli cierpienie zmusza człowieka do PERFEKCJI, do ciągłego doskonalenia się, bycia lepszym, bo tylko wtedy mniej albo wcale nie cierpimy. "Bądźcie doskonałymi". Niewątpliwie jest palcem wskazującym na Boga jako Doskonałość – Ducha stworzenia. W całym stworzeniu zawarty jest obraz Stwórcy poprzez wszechobecne a doskonałe Prawo Boże, które - jak wiemy - wypełnia się w miłości Boga i bliźniego. Natura jest wręcz dowodem na istnienie Boga. Ustawia perspektywę ludzkiego istnienia; przyjemność (branie, jako zaspokajanie pragnienia - istoty zwierzęcego człowieczeństwa) jako naczelna zasada działania, ustępuje dobru (dawaniu, bo Bóg zaspokaja w każdy możliwy sposób); to dzięki temu stajemy się „na obraz i podobieństwo”. Egoizm jest zastąpiony miłością. Tak więc kruchość, przemijalność egzystencji otwiera pragnienie wieczności, doskonałości i permanentnej szczęśliwości. Bóg wyciąga rękę poprzez Objawienie, które otwiera człowieka na wolność i wolność wyboru. Właśnie przez miłość(!), czyni panem stworzenia, a ostatecznie uwalnia od praw rządzących materią. Chrystus jest jedynym rozwiązaniem.