Św. Rita. Życie usłane różami - zdjęcie
13.02.21, 10:05Fot. materiały prasowe

Św. Rita. Życie usłane różami

4

Św. Rita. Życie usłane różami.

Autor: Ks.Zbigniew Sobolewski

Wydawnictwo Fronda

Fragment książki „Św. Rita. Życie usłane różami.”:

 

Rozdział VI

CIERNIEM ZRANIONA

Stygmat ciernia Chrystusowego.

Bez wątpienia najważniejszym i najbardziej pamiętnym wydarzeniem w klasztornym życiu Rity było przyjęcie ciernia Pana Jezusa, który pojawił się piętnaście lat przed jej śmiercią. Zgodnie z podaniami starej i raczej wiarygodnej tradycji, Rita otrzymała ten niezwykły dar w Wielki Piątek 1442 roku” (…)

Czym są stygmaty?

(…) Wśród stygmatyczek Rita jest kimś wyjątkowym. Nie otrzymała bowiem stygmatów na dłoniach, stopach, plecach, głowie i boku, ale łaskę ciernia Chrystusowego na czole. To prawda, że wśród mistyków Kościoła znajdują się święci i święte, którzy otrzymali dar duchowego lub fizycznego cierniem ukoronowania. Na ich głowie pojawiały się wtedy rany po koronie cierniowej. Taką łaskę otrzymała św. Katarzyna Emmerlich i św. Gemma Galgani. W wypadku Rity jest inaczej. Nosiła jedną ranę od ciernia na czole.

Łaska stygmatu ciernia Chrystusowego, jakim została obdarzona Rita, jest bez wątpienia jednym z tych wydarzeń w jej życiu, które zostały najbardziej udokumentowane, tak w procesie beatyfikacyjnym, jak i w ikonografii, przedstawiającej Świętą. Rana na czole stała się jej atrybutem już od chwili powstania najstarszych jej wizerunków, a więc na sarkofagu oraz freskach w kościele św. Franciszka i św. Antoniego Opata w Cascii. Zawsze Rita była przedstawiana z raną na czole.

Próbując zrekonstruować fakty z Wielkiego Piątku 1442 roku w Cascii, musimy wziąć pod uwagę dwie zasadnicze relacje otrzymania stygmatu ciernia. Obie są niepełne, tajemnicze, jakby niedopowiedziane w szczegółach. Trzeba zauważyć, że mistyczne obdarowanie cierniem Chrystusowym dokonało się w tajemniczych okolicznościach, znanych jedynie Ricie, choć być może i ona, wpadłszy w ekstazę, nie była świadoma szczegółów tego wydarzenia. Bóg działa tak, jak chce, zostawiając pewien margines na niedopowiedzenia i wyjaśnienia, ludziom czasami trudno wniknąć we wszystkie detale Jego zbawczych planów. Może jesteśmy na to zbyt drobiazgowi?

Źródła podają, że 18 kwietnia 1442 roku, w Wielki Piątek, w parafii św. Marii kazanie głosił franciszkanin Giacomo della Marca. Kościół był po brzegi wypełniony wiernymi, których przyciągnęła fama świętości i elokwencji słynnego kaznodziei. Były obecne także Rita i jej współsiostry. Po liturgii słowa odbyła się tradycyjna upamiętniająca śmierć Chrystusa procesja, którą miasto Cascia organizuje co roku, dając wyraz wzruszającej religijności w tradycyjnych formach umbryjskiego folkloru”.

Kazanie przebiegało zgodnie z przyjętym wówczas schematem. Zakonnik skoncentrował się w nim na ogromnej miłości Chrystusa do ludzi. Była ona tak wielka, że tylko krzyż mógł ją wyrazić. Chrystus dobrowolnie stał się Barankiem Bożym na zgładzenie grzechu świata. Opisywał Jego cierpienia fizyczne i duchowe na ołtarzu krzyża. Ukazywał udrękę Jego duszy.

W połowie kazania mówca przerywał je. Zakapturzony pokutnik wynosił w tym czasie z zakrystii duży krzyż i stawał z nim na środku prezbiterium. Wtedy Jakub della Marca rozpoczynał drugą część kazania, opisując szczegółowo cierpienia, jakich doznawał Zbawiciel. Mówił też o wielkiej niewdzięczności, jakiej doznał Jezus i nieustannie doznaje ze strony zatwardziałych grzeszników.

Zgromadzeni słuchali słów świętego zakonnika w wielkim skupieniu i napięciu. Oczyma wyobraźni widzieli misterium Golgoty. Odczuwali wielką miłość Chrystusa i ogrom zła, jakie Go spotykało od ludzi. Rita również widziała oczyma duszy umiłowanego Oblubieńca rozpostartego na krzyżu, wyniesionego ponad wzgórze Golgoty. Niemalże fizycznie odczuwała Jego ból. Kontemplowała miłość i niewdzięczność, ofiarę i jej odrzucenie, misterium zbawienia i potępienia.

W sercu uważnej i wrażliwej słuchaczki kazania wielkopiątkowego, zakończonego później procesją uliczkami Cascii, zrodziło się niezwykłe pragnienie współudziału w Jego Męce.

Simonetti, który przekazał nam ludowy opis otrzymania stygmatu, napisał, że Rita wraz siostrami powróciła z kościoła Matki Bożej della Plebe po nabożeństwie wielkopiątkowym. Wszedłszy do klasztoru, wpadła w ekstazę. Spojrzała na wielki krzyż zdobiący ścianę korytarza prowadzącego do cel sióstr. Spojrzała na Chrystusa wiszącego na krzyżu. Wtedy jeden z cierni z korony cierniowej Chrystusa jakby oderwał się od niej i zranił jej czoło. Rita, poczuwszy ogromny ból, zemdlała. Leżącą na posadzce siostrę znalazły następnego ranka jej towarzyszki. Upamiętnieniem tej tradycji jest ogromny fresk Chrystusa na krzyżu w korytarzu starego klasztoru oraz marmurowa figura Świętej w ekstazie.

Mamy jeszcze jedną relację tego niezwykłego wydarzenia pochodzącą od sióstr augustianek. Zawiera ją krótka biografia Świętej, napisana w 1628 roku, a więc tuż po beatyfikacji: „Pochłonięta całkowicie przez modlitwę, z wielką ochotą i duchową słodyczą zatrzymywała się w kontemplacji bolesnej Męki Pańskiej.

Za to litościwe uczucie została sowicie wynagrodzona: gdy głosząc w Wielki Piątek w Cascii błogosławiony Jakub della Marca, z zakonu franciszkańskiego, uniesiony w swym zapale, mówił o okropnych cierpieniach Zbawiciela z tak wielkim uczuciem, że słuchacze zostali nim rozpaleni.

Rita, bardziej od wszystkich innych wzruszona, została porwana przez gwałtowne pragnienie uczestniczenia w jakiś sposób w mękach Chrystusa. Powróciwszy do swojej celi, rzuciła się do stóp krucyfiksu, który do dziś przechowywany jest w oratorium klasztornym i z gorzkimi łzami rozpoczęła prosić Go, aby udzielił jej przynajmniej cząstki swych cierpień. Dzięki szczególnemu cudowi, cierń z korony Chrystusa zranił jej czoło, i aż do śmierci pozostała nań odciśnięta niegojąca się rana, jak jeszcze dziś to można zobaczyć na świętym ciele”.

Czy Rita otrzymała znak ciernia Chrystusowego w korytarzu klasztornym, w miejscu, które dziś jest wskazywane jako miejsce cudu, czy też w swej celi zakonnej? Trudno o tym przesądzić. Wiemy tylko tyle, że jest faktem niepodważalnym, iż Rita została zraniona Chrystusowym cierniem.

Teologiczną interpretację stygmatu na czole Rity zostawił nam św. Jan Paweł II: „To właśnie owe spędzone w ustawicznej kontemplacji lata pokuty i modlitw znalazły swój punkt szczytowy w ranie wyciśniętej na jej czole. Znak ciernia, niezależnie od cierpień fizycznych, jakie powodował, był niczym pieczęć jej boleści wewnętrznych, ale przede wszystkim był dowodem jej bezpośredniego uczestnictwa w Męce Chrystusa, której jednym z najbardziej dramatycznych momentów było ukoronowanie koroną cierniową w Pretorium u Piłata”.

Ojciec Święty zauważył również dwa elementy podstawowe duchowości Rity: przebaczenie i przyjęcie stygmatu ciernia. „Lekcja Świętej koncentruje się na typowych elementach duchowości: ofiarowaniu przebaczenia i akceptacji cierpienia już nie jako formy biernej rezygnacji lub jako owocu kobiecej słabości, lecz z miłości ku Chrystusowi, który właśnie we wspomnianym epizodzie ukoronowania doświadczył, obok innych upokorzeń, okrutnej parodii swojej królewskości. Karmiony tą sceną, którą nie bez przyczyny tradycja Kościoła umieściła w samym centrum tajemnic bolesnych Różańca świętego, mistycyzm odwołujący się do świętej Rity łączył się z tym samym ideałem, przeżytym osobiście, a nie tylko głoszonym, przez Apostoła Pawła: Ego (…) stigmata Domini Jesu in corpore meo porto (Ga 6,17); Adimpleo ea, que desunt passionum Christi in carne mea pro corpore eius, quod est Ecclesia (Kol 1,24)”133.

Rana na czole św. Rity została przebadana w 1972 roku przez prof. Osvaldo Zucchi, specjalistę w dziedzinie kryminalistyki. Na gładkim czole zachował się chropowaty guz, w jego wnętrzu zaś przecięcie długości 25 mm i szerokości 0,5 mm, które zadrasnęło kość, ale nie przecięło jej na wylot. Rysa wygląda tak, jakby była skutkiem nagłego i silnego uderzenia kolcem (igłą). „W terminach medycznych profesor określił ranę jako zapalenie rdzenia kostnego (wł. infiammazione del midollo osseo) lub zapalenie kości i okostnej (wł. infiammazione dell’osso e del periostio).

Jak jednomyślnie przekazuje tradycja, rana Rity ropiała i wydawała nieprzyjemny zapach. To było powodem, że siostry były zmuszone odizolować Ritę i ograniczyć jej kontakty z innymi osobami. Cela zakonna Rity stała się jej pustelnią. Z pewnością, izolując Ritę od wiernych, siostry miały na celu również wyciszenie sprawy stygmatu. Chodziło o to, aby nie wzbudzać niepotrzebnej sensacji, co mogłoby ściągnąć na klasztor uwagę Świętej Inkwizycji. Instytucja ta niechętnie spoglądała na tego typu wydarzenia, obawiając się oszustw, niepotrzebnej egzaltacji religijnej wśród prostego ludu i pogoni za sensacją religijną. (…)

 

 

Komentarze (4):

Skrzypek na dachu2021.03.6 9:02
Wiedza na poziomie aborygenow bo kazdy moze zobaczyc prawde na wlasne oczy w Cascia .
katolik2021.03.3 19:38
Piękna i święta
Anonim i jego banda klonów2021.03.2 15:59
Moje credo: Mój antypolonizm jest wrodzony i nieusuwalny. Szlag mnie trafia gdy słyszę Polska, a zwłaszcza Kościół. Bo Polska od początku swych dziejów była, nadal jest i zawsze będzie chrześcijańska. A tego nienawidzi mój pan – szatan. Moją metodą jest kłamstwo, krętactwo, bezczelność. Przykład tej metody: każdy ksiądz = pedofil, każdy żołnierz wyklęty = bandyta, każdy Polak = antysemita, każdy głosujący na PIS = faszysta itd. Pojęcie wstydu, honoru i prawdy jest mi z natury obce. W końcu jestem wiernym pachołkiem mego pana. Mam też broń specjalną - zarzut antysemityzmu. Stosuję ją bez wahania w przypadku każdej krytyki.
Piotr2021.03.4 8:54
....nie masz się czym chwalić.....