Stop dla dalszego zbrojenia Rosji - hipokryzja Europy - zdjęcie
18.03.15, 11:47

Stop dla dalszego zbrojenia Rosji - hipokryzja Europy

5

Nie ma wątpliwości, że Francja nie powinna przekazywać mistrali do Rosji. Pojawia się jednak pytanie, kto mógłby zapłacić Francji kilka miliardów euro za okręty? Czy powinno to zrobić NATO, Unia Europejska? A może problemy polskiej obronności zostałyby rozwiązane poprzez taki zakup?

Francja zwróci pieniądze za okręty typu Mistral, jeśli nie dostarczy ich Rosji - oświadczył we wtorek dyrektor generalny Rosoboroneksportu, państwowej agencji zajmującej się handlem sprzętem wojskowym. Tymczasem francuskie media podają, że drugi z zamówionych przez Rosjan mistrali ruszył w morze. Budowa okrętu dobiega końca, Sewastopol wkroczył teraz w fazę testów.

Anatolij Isajkin z Rosoboroneksportu cytowany przez agencję Sputnik mówi, iż w rzeczywistości pieniądze wydane przez Rosję na zakup tych okrętów zostaną bez wątpienia zwrócone w całości, nawet z nawiązką. Wszystko zapisane jest w kontrakcie. Francja może wiele stracić na wstrzymaniu kontraktu. Isajkin oświadczył, że Rosja do maja podejmie decyzję ws. mistrali. Póki co w tej sprawie trwają ożywione negocjacje.

Według francuskich mediów drugi okręt Sewastopol po raz pierwszy ruszył w morze. Okręt wypłynął z portu w Saint-Nazaire w poniedziałek ok. godzinie 13 naszego czasu. Testy potrwają pięć dni. Na pokładzie nie ma rosyjskiej załogi. Jednakże dopiero w grudniu rosyjscy marynarze, którzy szkolili się z obsługi mistrala opuścili francuski port.

Okręty typu Mistral - Władywostok i Sewastopol - Rosja kupiła we Francji za 1,2 mld euro na podstawie kontraktu zawartego w 2011 roku za prezydentury Nicolasa Sarkozy'ego. Była to pierwsza tak duża umowa na import sprzętu wojskowego zawarta przez Moskwę od upadku ZSRR.

Jaki koniec czeka sławne już Mistrale? Czy Francja sprzeda je Rosjanom, czy zerwie kontrakt? A może Polska powinna odkupić okręty od Francji?

Jacek Saryusz-Wolski, eurodeputowany z PO, w TVN24 Biznes i Świat w czerwcu 2014 roku zgłosił pomysł, aby Polska odkupiła od Francji okręty Mistrale zakontraktowane przez Rosję. Według Jacka Saryusza-Wolskiego obecnie "w słowach mają Ukraińcy poparcie europejskie i amerykańskie, a tak naprawdę Amerykanie i Europejczycy działają w przeciwnym kierunku".  Jako receptę wymienił kilka wariantów. Pierwszym z nich to zakup Mistrali przez NATO, drugi – Unię Europejską, a trzeci wariant – przez Polskę. Dodał, że kwota 1,7 mld euro przy woli politycznej jest do przeskoczenia.

Prof. Karol Karski (eurodeputowany Prawa i Sprawiedliwość)  uważa, że Polska nie prowadzi agresywnej polityki wojennej, więc zakup okrętów desantowych mijałby się z celem. Dodaje, że powinniśmy się skupić na własnych potrzebach.

"Te okręty są dla nas kompletnie niepotrzebne – mówi Tomasz Szatkowski, prezes zarządu Narodowego Centrum Studiów Strategicznych. To są okręty projekcji siły, a my musimy najpierw zadbać o obronę. Przy działaniach obronnych tego typu inwestycja daje niewielki przyrost zdolności, może nawet stwarzać pewne problemy. Okręty stałyby się łatwym celem na Bałtyku ze względu na warunki militarno-geograficzne. Mistrale mogłyby służyć, gdybyśmy chcieli prowadzić politykę ekspansywną, samodzielne, małe ekspedycje np.: do Afryki, lub na Bliski Wschód. Natomiast przy obronie terytorium kraju, ich działanie byłoby bardzo ograniczone. Być może mogłyby nieść pomoc państwom bałtyckim, jednakże byłoby to złudne niezwykle niebezpieczne, gdyż Morze Bałtyckie jest bardzo trudnym środowiskiem do działania dla takich okrętów w sytuacji spotkania konfliktu z Rosją.

[koniec_strony]

Bałtyk jest morzem o kształcie podłużnym, wąskim, z otaczającego lądu jest łatwo operować samolotom, czy obronie wybrzeża. Poza tym dzięki swej specyfice fizycznej i chemicznej, jest dobrym środowiskiem dla okrętów podwodnych. Mistrale stałyby się wówczas łatwym celem dla rakiet wystrzeliwanych z lądu, okrętów podwodnych, a także dla lotnictwa przeciwnika. Mistrale nie spełniłyby więc roli straszaka, pieniądze te – a warto pamiętać, że do kosztów zakupu doszłyby o wiele większe koszty utrzymania, szkolenia ludzi itp., lepiej wydać na inne rzeczy. Zakupienie mistrali byłoby więc niepoważną fanfaronadą. Aby skutecznie użyć takich okrętów, należałoby stworzyć całą armadę towarzyszącą, wsparcie z powietrza, osłonę okrętów podwodnych, co i tak – powtórzę – miałoby sens tylko w kontekście zadań ofensywnych.

Czy mamy poza tym nagradzać naszego partnera, za wykazanie się krótkowzroczną chęcią zysku handlując niebezpiecznym sprzętem z państwem, o którym było zawsze wiadomo, że może stanowić zagrożenie w Europie? – dodaje Szatkowski. Zakup Mistrali przez Unię Europejską również nie ma specjalnego sensu wobec braku poważnych zdolności bojowych UE. Jedyne co sugeruje prezes zarządu Narodowego Centrum Studiów Strategicznych, to rozważenie stworzenia takiej wspólnej floty, ale w ramach NATO. Dla samej Polski bezsensownym byłoby dokonanie takiego zakupu samodzielnie, ale już pomysł zakupu na spółkę z innymi – podobnie jak to się dzieje z zakupem ciężkich samochodów transportowych czy ma się stać z latającymi cysternami, można rozważyć. Inne rozwiązanie, jakie podaje Szatkowski to zakupienie przez Francję dodatkowych Mistrali do własnej floty tych okrętów. Jeśli ktoś ma bowiem ponieść konsekwencje komercyjnego podejścia do handlu bronią z Rosją, to właśnie sam niedoszły sprzedawca. Poza tym w warunkach francuskich te okręty mają znacznie większy sens operacyjny. Francji nie grozi zagrożenie konwencjonalne, prowadzi politykę ekspensyjną oraz posiada siły, które mogłyby współdziałać w operacjach z mistralami – dodaje.

Z kolei Piotr Maciążek, dziennikarz Defence24.pl specjalizujący się w kwestiach bezpieczeństwa, uważa, że pomysł odkupienia przez Polskę mistrali od Francji jest egzotyczny. „Mamy ustalony budżet i priorytety modernizacyjne sięgające lat 20 -stych. Nie ma mowy o żadnych wydatkach nadprogramowych. Jakiś czas temu rzeczywiście spekulowano na temat tego, że któryś z krajów NATO mógłby odkupić od Francji Mistrale, jednakże na to również się nie zanosi w chwili obecnej. Były to najprawdopodobniej tylko plotki, które nie znajdują potwierdzenia w rzeczywistości. Nawet wśród państw zamożnych trudnym byłoby znalezienie takich, które wysłupłałyby jakieś środki na zakup. Tendencja w państwach NATO jest taka, że wydatki zbrojeniowe się tnie. Hipotetycznie rzecz biorąc, gdyby Polska była krajem zamożnym, to i tak kupno mistrali nie byłoby trafionym pomysłem. W tej chwili marynarka nie jest w dobrym stanie, prowadzona jest jej kosztowna modernizacja zgodnie z ustalonymi priorytetami modernizacyjnymi” – mówi.

„W marynarce wojennej ma być realizowany np. program ORKA, czyli pozyskanie trzech okrętów podwodnych, na których mają się znaleźć pociski manewrujące. Nie mówi się o tym oficjalnie, ale będą duże problemy z jego wdrożeniem, ponieważ jest bardzo kosztowny. Trudno sobie w takich realiach wyobrazić pozyskiwanie ad hoc jednostek takich jak Mistrale. Słabo przystosowanych do realiów Bałtyku i kosztownych w utrzymaniu” – odpowiada.

Co powinna zrobić Francja? Piotr Maciążek uważa, że teraz kontrakt zostanie wstrzymany, jednakże dość szybko dojdzie do normalizacji relacji pomiędzy Francją i Rosją i wówczas kontrakt zostanie szybko zrealizowany. Już teraz widać problemy w Unii Europejskiej związane z nakładaniem sankcji na Rosję. Nastąpi normalizacja i znów szerokim strumieniem popłynie zachodnia broń do Rosji.

Czyli jak zwykle po staremu. A historia uczy tylko tego, że ludzkość niczego się z niej nie nauczyła.

Karolina Zaremba

Komentarze (5):

anonim2015.03.18 12:01
Ktoś dobrze napisał!! "Liberum veto! Całkowicie kłamliwy przekaz polskich mediów na temat dzisiejszej Ukrainy (same prawie łgarstwa i przemilczenia), będący permanentnym robieniem „laski” post-majdanowcom (jest to zresztą ostatnio również główną perwersją polityki zagranicznej III RP) — karygodnie zderza się z przekazem mediów zagranicznych, i nie chodzi mi tu o media ruskie, lecz o zachodnie. Niżej krótka (z braku miejsca) lista tych propagandowych oszustw: • Rosnąca liczba zachodnich służb specjalnych (także zaoceanicznych, m.in. służby kanadyjskie), i co za tym idzie tamtejszych mediów, potwierdza — wbrew mitologii lansowanej przez dzisiejszy Kijów — że majdańska ,,noc snajperów” (prawie 100 zastrzelonych) nie była robotą ludzi Janukowycza, tylko „banderowców”. • Nie jest prawdą, że „rewolucyjny Majdan „był spontanicznym buntem ludu. Nakręcili go agenci USA, bo Obama, którego Putin ograł w Syrii jak przedszkolaka, chciał się zemścić. Szefowa amerykańskiej grupy operacyjnej, Victoria Nuland (Nudelman), wydała 5 mld dol. na stworzenie w Kijowie „piekla, które ugodzi Putina”, i złożyła na ten temat raport (dane Departamentu Stanu), podkreślając m. in. udział batalionu przebierańców z IDF (siły zbrojne Izraela) jako „demonstrantów” walczących przeciw siłom porządkowym Janukowycza. • Nie jest prawdą, że zastąpienie Janukowycza „rewolucjonistami” (Jaceniukiem i Poroszenką) było zastąpieniem układu oligarchicznego systemem demokratycznym. Andrzej Talaga: „Rewolucja obaliła stary reżim, lecz zastąpiła go równie kleptokratycznym układem (…) Bez zniwelowania tej destrukcyjnej siły Ukraina nie będzie demokratycznym państwem prawa, ale nadal dzikimi polami” (2014). • Gloryfikowani przez Salon „bohaterowie” donieckich walk z „separatystami” to ochotnicze formacje „Azow”, „Ajdar” i podobne, których członkowie noszą na hełmach swastyki (jak pokazała niemiecka telewizja ZDF), a na mundurach naszywki będące kopiami klamer hitlerowskich pasów, i o Putinie mówią: ,,Ten parszywy Żyd udający Ruskiego!”. • W styczniu ulicami Kijowa maszerowały rzesze Ukraińców, wzywając do przywrócenia skasowanego przez Janukowycza tytułu „bohatera narodowego Ukrainy” Stepanowi Banderze, zbirowi, co wydał swej UPA ludobójczy rozkaz: „Zabijcie każdego Polaka między szesnastym a sześćdziesiątym rokiem życia!”. Marek A. Koprowski: „Dzisiejsza państwowa doktryna Ukrainy i nowe podręczniki ukraińskie przedstawiają Banderę jako ojca narodu, a UPA jako główny czynnik państwowotwórczy” (2015). • Zupełną hucpą (mówi się o takich: „wystrugana z banana”) jest teza większości naszych mediów, że Putin zaatakuje Polskę jak tylko połknie całą Ukrainę. Społeczeństwo jest w ów głupi sposób straszone, by oklaskiwało prokijowskie prysiudy władz. Tymczasem marzenie Putina (i to trudne do realizacji, przynoszące mu duże kłopoty gospodarcze i polityczne) stanowi jedynie wasalizacja rosyjskojęzycznego Doniecka, plus korytarz do Krymu. Moskwa nie wysuwa wobec Polski żadnych roszczeń terytorialnych, zaś Ukraińcy nawet w swych periodykach tłoczonych na terenie Polski żądają od nas „zwrotu” Przemyśla i 13 powiatów! • Z międzynarodowych rozmów tyczących Ukrainy Polskę bezwzględnie wyciepa – no nie tylko dlatego, że lokaja nie zaprasza się do stołu, ale i dlatego, że sami Ukraińcy mają nas gdzieś (trudno szanować poplecznika, który usłużnie wycisza wołyńskie ludobójstwo). Kijów wręcz plunął nam w twarz, publikując niedawno listę sprzyjających mu państw, gdzie mieniąca siebie „głównym adwokatem Ukrainy ” Polska nie znalazła się nawet w pierwszej dziesiątce! • Salon przemilcza też okrucieństwo armii ukraińskiej walczącej z „separatystami”. Antoni Mak: „Oddziały ukraińskie z premedytacją ostrzeliwują rakietami dzielnice mieszkalne, powodując ciężkie straty ludności cywilnej, i używają cywilnych mieszkańców jako żywych tarcz” (2015). P. Gursztyn zaczął swój artykuł od groźby, twierdząc, że każdy kto jest dziś antyukrainistą — „jest albo pożytecznym idiotą, albo poputczikiem, albo agentem wpływu, albo zdrajcą”. Identycznie perorował już po naszej (prawej) stronie Marcin Wolski. Panowie — nie dacie rady zastraszyć mnie takimi hasełkami! Wy widzicie polską rację stanu w pomaganiu nacji, która nienawidzi Polaków bardziej niż ktokolwiek inny jak świat długi i szeroki (może tylko z wyjątkiem post-ponarskich Litwinów), a w moim sercu kołacze się wobec tych zwyrodnialców krótka fraza mówiąca wszystko: pieprzyć Ukrainę! Nie ma zgody na zakazy nazywania Zła złem, czyli piętnowania Ukraińców, podobne do salonowych zakazów piętnowania wszelakich dewiantów — sprzeciwiam się dławieniu wolnej patriotycznej myśli, panowie!"
anonim2015.03.18 12:36
Polska powinna kupic te okręty. Nie jest powiedziane, ze muszą plywac po Bałtyku. Niech plywają po całym swiecie wokol Rosji. A jak bedą na nich rakiety dalekiego zasięgu to hho.
anonim2015.03.18 12:47
To proste. Polska trzyma Mistrale na Alasce, w Japonii, Hawaje Midway i w razie wystrzału Iskandera z Obowdu Kaliningradzkiego, polski Mistral niszczy Władywostok. Pytanie brzmi prosto. Czy Polska na powaznie chce się bronic czy nie? Bo czymze byloby takie stacjonowanie Mistrali na Alasce? Obroną Polski za pomocą grozby odwetu. Trzeba sie tylko dogadac z amerykanami i z nimi plywac na Pacyfiku, ale z mozliwoscią samodzielnego odwetu na Wladywostok.
anonim2015.03.19 11:32
@ temida Powtarzanie kłamstw nie sprawi, że staną się one prawdą! Czemu w tak obrzydliwy sposób kłamiesz? Na Majdanie strzelali rosyjscy snajperzy. Potwierdzali to sami 'Berkutowcy". Był tam też rosyjski generał. Więc czemu kłamiesz? Z międzynarodowych rozmów, dot. Ukrainy, polski (nie)rząd sam się wykluczył... A, co do przyszłości Polski, to św.p. prezydent Kaczyński mówił wielokrotnie, że kolejność jest jedna, Gruzja, Ukraina, państwa nadbałtyckie i Polska. Ten scenariusz się sprawdza...
anonim2015.03.20 22:05
@temida - ten ktoś, to Waldemar Łysiak. Cały roczny budżet na zakup nowego sprzętu dla armii to lekko ponad 1mld euro, a tu jakiś pacan z PO proponuje kupno bezużytecznego desantowca za 1,7mld. Za tyle można zmodernizować posiadane Leopardy do najnowszej wersji, rozpocząć przezbrajanie wojska w nowy karabinek, zatrzymać weteranów misji w Afganistanie i jeszcze by zostało- a potrzebujemy sporo na obronę powietrzną. Wszystkie te zakupy są krytyczne dla naszej armii. Ale nie, lepiej kupić desantowiec. Najwyżej jak zabraknie pieniędzy na utrzymanie tego cuda, to się utopi dziada w Wiśle i będziemy mieli nowy Most Łazienkowski.