Przez 50 lat żywiła się tylko Ciałem Pana. Cud Eucharystii w życiu Marty Robin - zdjęcie
20.05.20, 07:45Fot. Les foyers de Charité (Wikipedia, CC 0) / Fot. via Pixabay

Przez 50 lat żywiła się tylko Ciałem Pana. Cud Eucharystii w życiu Marty Robin

31

Chociaż Marta Robin zmarła w 1981 roku, to jednak we Francji "pełno jej" wszędzie: w ruchach chrześcijańskiej odnowy, w nowopowstałych wspólnotach zakonnych, w książkach, artykułach.. . A to płynie z faktu, że przez jej dom przewinęło się ponad sto tysięcy ludzi, a dla każdej z osób spotkanie z Martą stało się źródłem nowej mocy, nowego spojrzenia na życie, a niejednokrotnie początkiem prawdziwego nawrócenia.

W opublikowanych świadectwach ludzi na temat tych spotkań nieustannie przewija się jeden wątek: każdy przeżył swego rodzaju szok czy wewnętrzne poruszenie (mniejsza o słowo) z powodu uderzającego "paradoksu". Otóż każdy, kto pochylał się nad łóżkiem Marty, mniej lub bardziej uzmysławiał sobie rozmiar jej cierpienia. Powszechnie było wiadomo, że prócz cierpienia, związanego z całkowitym paraliżem, Marta uczestniczyła w męce Jezusa. Od czwartku do niedzieli była "nieobecna" dla otoczenia, przeżywając mistycznie, lecz realnie, krwawo, poszczególne etapy Męki. W ciągu pozostałych dni tygodnia na jej czole pozostawały nieraz ślady zaschniętej krwi. W jej drobnym ciele koncentrował się bezmiar cierpienia, wobec którego stawało się jak przed głębokim misterium. Lecz - właśnie "paradoksalnie" dla logiki tego świata - z głębi tego cierpienia wydobywały się nie rozgoryczenie i bunt, lecz przedziwny pokój i pogoda. Spotkanie z Martą, trwające przeciętnie kilka minut, szybko i niepostrzeżenie przechodziło w duchowe porozumienie. Potrafiła w ciągu chwili "pojąć" cały ciężar życia, z jakim się do niej przychodziło, wziąć go niejako na siebie i przepoić światłem swej niezwykłej ufności. Z pośród wielu świadectw na ten temat przytoczmy jedno, którego autorem jest obecny redaktor naczelny chrześcijańskiego tygodnika L'Homme Nouveau (Nowy Człowiek): 

"Wiadomo, że Marta była sparaliżowana od 1928 r. i niewidoma od 1939, ja stykałem się z nią w latach 1946-1981, to znaczy przez okres trzydziestu pięciu lat. Nigdy nie liczyłem, ale sądzę, Że w latach 1954-68 odwiedziłem ją przynajmniej ze sto razy. W ciągu tego okresu patrzyłem na głowę Marty, położoną zawsze na tym samym miejscu, na boku. Spoglądałem na jej kołdrę, która z grubsza rysowała sylwetkę jej ciała. Było oczywiste to, że jej nogi nie były wyciągnięte, lecz zgięte w kolanach (leżała na nich). Sparaliżowana, leżała całkowicie nieruchomo. Niewidoma, przebywała stale w półmroku, ponieważ najmniejszy promień światła zadawał jej ból nie do zniesienia (...). Tym, co w moim przekonaniu stanowi o największym świadectwie jej życia, to jej pokój, radość i niewzruszona ufność. Zastanawiałem się nieraz, jak ja zachowałbym się w podobnej sytuacji (...). Cierpiała, lecz w sercach wszystkich tych, którzy opuszczali jej pokój, zamieszkiwała nowa radość, której dotąd nie zaznali. Ileż to razy sam wchodziłem do niej, pełen problemów, a niekiedy i ciężkich zmartwień. Ona brała to wszystko na siebie, porozmawiała i - nie wiadomo jak - przywracała ufność i wewnętrzną radość. Moc zmartwychwstawania, która wypływa z wysokości Krzyża, tworzyła nieustanny rytm wszystkich spotkań i rozmów z Martą".

Od księdza Fineta, ojca duchownego Marty, dowiadujemy się o kilku epizodach z jej młodości. W wieku dorastania ciężko chorowała i myślała, że wkrótce umrze. Przeżyła jednak, lecz nie mogła chodzić. Siedziała w swoim fotelu i wyszywała. W czasie kolejnego ataku choroby, gdy przekonana już była o bliskiej śmierci, ujrzała św. Tereskę od Dzieciątka Jezus. Dowiedziała się, że posiada wybór: albo pójść do nieba natychmiast, albo przyjąć misję wynagradzania za grzechy, cierpiąc w jedności z Chrystusem w intencji odrodzenia Kościoła i życia chrześcijańskiego we Francji. Od 1928 r. Marta zaczyna w ogóle nie spać, nie jeść i nie pić. W uroczystość Ofiarowania Pańskiego 1932 r. traci czucie w rękach i nogach. Od tej pory, aż do śmierci, leży na nogach, zgiętych w kolanach. Cóż działo się w ciągu tysięcy nieprzespanych nocy? Spełniało się jej pragnienie, jakie wyraziła w swym akcie całkowitego zawierzenia woli Bożej: "Najdroższy mój Zbawicielu! Przyjmij moją ofiarę całopalną, jaką nieustannie składani Ci w ciszy. Zechciej przemienić ją w dobra duchowe dla tylu milionów serc, które Ciebie nie kochają; przyjmij ją dla nawrócenia grzeszników, powrotu błądzących i niewiernych, i dla uświęcenia Twych najdroższych kapłanów..." Podczas, gdy inni spoglądają na nią niekiedy z politowaniem, sama Marta doświadcza niepojętego dla świata szczęścia, płynącego z zacieśniania swych więzów z Bogiem. Jakże czymś wspaniałym jest wiara: wierzyć wtedy, gdy się nie widzi, wiedząc tylko to, że "Bóg powiedział"; wiedza bez widzenia zapala w duszy światło, którego promienie pozwalają nam odkryć wielki świat, jaki nosimy w sobie, a którego istnienia nawet nie przeczuwaliśmy.

[koniec_strony]

Marta nie mogła przełknąć nawet kropli wody, a jednak przyjmowała Komunię św. Był to jej jedyny pokarm przez ponad pół wieku. Jakiekolwiek oszukaństwo w tym względzie zostało wykluczone przez wielu lekarzy, którzy z wielką skrupulatnością czuwali nad nią i badali jej zachowanie. Najczęściej przyjmowała komunię św. z rąk księdza Fineta, lecz przytoczmy najpierw świadectwo ks. Marzioux, który odwiedził Martę w lutym 1939 r.:"Przede wszystkim uderzyła mnie jej niezwykła pokora. Na moje liczne pytania odpowiadała zawsze z tą samą precyzją... W którymś momencie rozmowy - wspomina kapłan - Marta powiedziała z ożywieniem: "Jezus już przyszedł". Ja sam natomiast nie słyszałem nawet szczekania psa, zapowiadającego przybycie wieczornego gościa. Po chwili, ks. Finet wszedł do pokoju, niosąc komunię św. Jeszcze przed tym spotkaniem, ks. Finet uprzedził mnie, mówiąc: "Marta nie może przyjmować żadnego pokarmu. Proszę jedynie przybliżyć Hostię do jej warg. Hostia sama zostanie wchłonięta". I tak się stało: ku memu zdziwieniu, hostia wymknęła się z mych palców w momencie, gdy przybliżałem ją do ust Marty". Dodajmy bardziej szczegółowy opis ks. Fineta: Marta przyjmowała Komunię św. w sposób zdumiewający... Podaną jej hostię przyjmowała bez połykania, do którego była absolutnie niezdolna. Wszyscy ci, którzy podawali jej komunię, mieli wrażenie, jakoby hostia wyrywała się im z palców. Mnie samemu kilkakrotnie przydarzyło się, że nawet z odległości ok. 20 cm hostia sama trafiała wprost do jej ust. Historia ta wydawała się co najmniej śmieszna pewnemu księdzu z Wietnamu, zanim nie odprawił mszy św. w pokoju Marty. W czasie udzielania jej komunii miał się na baczności, trzymając pewnym chwytem małą hostię. Lecz i tak wymknęła mu się z palców, przemierzając sama kilkucentymetrową odległość.

Ceniony filozof i pisarz - Jean Guitton, który napisał także książkę o Marcie, zapytał ją kiedyś wprost na temat tego niezwykłego zjawiska.«Tak, to jest cały mój pokarm - odpowiada Marta - Zwilżają mi usta, ale niczego nie mogę przełknąć. Hostia wnika we mnie, lecz ja sama nie wiem, jak. Eucharystia nie jest zwykłym pokarmem. Za każdym razem, nowe życie we mnie się wlewa. Jezus jest w całym moim ciele, jakbym zmartwychwstawała. Komunia jest czymś więcej, niż zjednoczeniem: jest stopieniem się w jedno». W czasie jeszcze innego spotkania, jakby lekko zniecierpliwiona, Marta wyznaje: Mam ochotę wołać do tych, którzy ciągle mnie pytają, czy naprawdę nie jem! - że jajem więcej niż oni, ponieważ karmię się eucharystycznym Ciałem i Krwią Jezusa. Chciałabym im powiedzieć, że to oni sami powstrzymują w sobie efekty tego pokarmu..."

Co myśleć na temat wymykających się z rąk kapłana hostii, spożywanych przez Martę bez połykania? Wbrew pozorom dziwaczności, zjawisko to potrafi wiele powiedzieć na temat wzajemnej relacji Marty i Chrystusa. Weźmy pod uwagę fakt, że Jezus pozostał w Eucharystii ze swego nieskończonego pragnienia zjednoczenia się z człowiekiem w miłości. Dla każdego, kto rozpoznaje w hostii żywą obecność Boga, przychodzącego jedynie z miłości - moment, poprzedzający przyjęcie Komunii św. jest momentem gorącej tęsknoty. Otóż, jest to tęsknota dwóch osób i dwóch serc: Serca Bożego i serca ludzkiego, które nawzajem ku sobie się wyrywają. Hostia, wyrywająca się z rąk kapłana, to przecież sam Chrystus, dążący w pośpiechu na spotkanie ze stworzeniem, które umiłowało Go ponad wszystko i oczekuje na Niego z wielką tęsknotą. Radość człowieka z przyjmowania Komunii św. wypływa stąd, że jest to najpierw radość samego Boga. Dusza wie o tym, że Bóg niezmiernie się raduje, mogąc w niej zamieszkać. Skoro Bóg jest nieskończony, więc i Jego radość jest bez granic. Skoro Bóg nieskończenie raduje się we mnie -jak wielka powinna być więc moja radość! W ostateczności, duchowe szczęście Marty wynikało z jej doświadczenia Boga, jako Boga niezmiernie szczęśliwego w jej duszy! Jest to jedyny rodzaj szczęścia, o które nie potrzeba się bać, że się je utraci. Gwarancją jego trwałości jest nieodwołalna miłość Boga i Jego niegasnące pragnienie uszczęśliwienia swych stworzeń. Jedyna przeszkoda istnieje po stronie człowieka, a tkwi ona w wygasaniu wiary, które prowadzi do zaniku miłości, a w ostateczności - do grzechu. Skoro więc początkiem prawdziwej radości jest radość Boga, który zamieszkuje w kochającej Go duszy - więc nie trudno pojąć, dlaczego jedynym staraniem Marty było wzrastanie w prawdziwej miłości. Jeśli potrafiła znosić swoje cierpienie bez buntu i zgorzknienia, to tylko dlatego, że w przeróżnych cierpieniach widziała największą szansę na postęp w miłości. Co więcej: pragnąc obarczyć się cierpieniami innych, a zwłaszcza grzeszników - pragnęła żyć miłością najtrudniejszą, czyli najbardziej bezinteresowną, nie lękającą się ponieść ofiary za innych. Taka miłość właśnie najbardziej upodobniła Martę do Chrystusa, czego wyrazem były stygmaty Męki, jakie na sobie nosiła. Marta - egoistka, szukająca za wszelką cenę szczęścia? Masochistka - ponieważ nie bała się heroicznie podjąć cierpienia innych? Jeśli tak, to jak wówczas wytłumaczyć fakt, że ta sama Marta zapalała w innych iskrę radości i szczęścia?

Żyć przez Pięćdziesiąt lat o samej Komunii św. - to niewątpliwy cud. Ale skłania on do refleksji na temat cudu zupełnie niewypowiedzianego, jakim jest nowe życie, które rodzi się w nas dzięki Eucharystii. Okaże się ono w całej pełni przy Zmartwychwstaniu, gdy spełni się obietnica Jezusa: "Kto spożywa moje Ciało i Krew moją pije, nie umrze, lecz będzie żył na wieki". Aż do tego czasu, skarb życia wiecznego, poczętego z Eucharystii, będziemy przeżywali w samej wierze. Lecz wygląda na to, że i poprzez "znak" Marty Jezus pragnie wzmocnić naszą wiarę. W znaku tym niejako "zmysłowo" dotykamy prawdy, że Eucharystia - że sam Bóg jest jedynym i wystarczającym źródłem ludzkiego istnienia. Nie potrzeba wam innego pokarmu, kiedy Ja sam was karmię moim Ciałem - zdaje się On mówić. W istocie rzeczy, z eucharystycznych przeżyć Marty wydobywa się orędzie samego Jezusa: Abyście wierzyli, że nie ziemski pokarm i napój, lecz tylko moje Ciało i Krew dadzą wam prawdziwe życie. Któż wzgardziłby tym szczególnym zaproszeniem dc wiary? Któż nie potrzebowałby jej wzmocnienia w atmosferze powszechnego "bzika" na punkcie materialnej troski o ciało? 

ks. Andrzej Trojanowski TChr

Źródło: 

nr 1-2/2000

Komentarze (31):

Anarchosyndykalistyczna Internetowa Partyzantka2020.05.29 6:20
Ku.rwa, już piąty raz widzę na frondzie ten gówniany news! Powiem tylko tyle, że tę głupotę rozpowszechniają debile, a wierzą w nią kompletni kretyni.
Maria K.2020.05.27 19:32
A zima była tak ciężka i długa, że miłościwy Błystek, król Krasnoludków, przymarzł do swojego tronu. Siwa jego głowa uczyniła się srebrną od szronu, u brody wisiały lodowe sople, brwi najeżone okiścią stały się groźne i srogie; w koronie, zamiast pereł, iskrzyły krople zamarzniętej rosy, a para oddechu osiadała śniegiem na kryształowych ścianach jego skalnej groty. Wierni poddani króla, żwawe krasnoludki, otulali się jak mogli w swoje czerwone opończe i w wielkie kaptury. Wielu z nich sporządziło sobie szuby i spencery z mchów brunatnych i zielonych, uzbieranych w boru jeszcze na jesieni, z szyszek, z huby drzewnej, z wiewiórczych puchów, a nawet z piórek, które pogubiły ptaszki, lecące za morze.
czekista2020.05.20 23:19
Jan Radziszewski, ty tak na codzien takie rzeczy wypisujesz?
czekista2020.05.20 22:47
W latach 90 - tych niektore dziwne periodyki pisaly o kobiecie noszacej polskie nazwisko, ktora odzywiala sie swiatlem slonecznym.- Byla nieprzyzwoicie otyla. Zbyt duzo swiatla zjadala lakomczucha.
zbg.2020.05.20 20:24
Ciekawe ile tych ciał Panów zjadła przez 50 lat?
Reytan2020.05.20 15:59
Czym wieksza swietosc,tym wieksza furia komunistycznego pomiotu. I jak zwykle typowo zydowskie wulgarnosci z kloaki.
anonim2020.05.20 16:22
Ładna pogoda dzisiaj w Hamburgu?
Jan Radziszewski 2020.05.20 15:14
zboki Lucyfera pocieszę was kara wkrótce spadnie na Sekielskiego wtorek, 19 maja 2020 19 V 2020 Sekielski umrze dokładnie 10 października 2020 Wtorek, 19 maja Zapisz dziecko - Dobrze dziecko, skoro to Cię nie satysfakcjonuje do końca to Sekielski umrze niż będzie rocznica wyboru Jana Pawła II. - Dziękuję Panie Jezu, chwała Tobie Chryste. - Panie Jezu, nie gniewaj się, a jakby tak była dokładna data?, dokładny dzień? - A jaki byś chciał dzień, dziecko? - 10 października 2020. - Tak, dziecko:) Poważny tym razem uśmiech Pana Jezusa. - Dziękuję Panie Jezu, Chwała Tobie Chryste. Dziękuję. -:) Pan Jezus się ze mnie śmieje. - Panie Jezu, Ty się ze mnie śmiejesz, ale ów Sekielski umrze naprawdę 10 października tego roku? - Tak dziecko, 10 października 2020 nastąpi jego zgon. - Dziękuję Panie Jezu. Chwała Tobie Chryste Królu. Cześć i Uwielbienie Bogu Ojcu. -:) Otrzymał Cyprian Polak (Krzysztof Michałowski To cóż panie Sekielski, zostało Ci ponad cztery miesiące życia. Dokładnie cztery miesiące i dwadzieścia dni. Korzystaj z życia i ciesz się sukcesem intensywnie bo aż przez prawie pięć miesięcy. Nażyj się na całego kolego. Trzeba będzie umrzeć w smoleńską półrocznicę, w którym to Smoleńsku brało udział państwo Izrael, wielki wróg Polski i Polaków. Jak ktoś tak kocha Polskę genetycznie jak Ty to musi być i data dobra. Widzisz, nie jesteś zlekceważony jak kto podrzędny. Masz dobrą datę. Oszczędzono Ci też trudu bo człowiek na tej ziemi musi się trudzić, a Ty już nie będziesz musiał aby dorzucać paliwa na rocznicę wyboru Jana Pawła II w 100 lecie Jego urodzin. Może zaczniesz, ale nie skończysz. No, wszakże się tym pocieszysz, że nie wszystek umrzesz ( non omnis moriar) bo zostaną po Tobie Twe dzieła. W rzeczy samej to Cię mogę zapewnić, nie wszystek umrzesz. Tylko rzecz polega na tym iż raczej będziesz w miejscu gdzie będziesz chciał umrzeć i to jak najbardziej wszystek, ale nie będziesz mógł. Będziesz umierał nie mogąc umrzeć. I na tym polega problem. Ale póki co ciesz się życiem. Nie wiem czy życzyć Ci abyś się zdrowo odżywiał. Ciesz się swoją urodą, może będą tacy co w niej zagustują, w tym przede wszystkim niewiasty. Urodą, która przywodzi na myśl państwo Izrael, choć jest to jakaś odmiana arabska wręcz. Coś jak Saudowie?, kryptożydzi.
Pisze pod innym nickiem2020.05.20 11:48
Kanibalka
Saki Faki2020.05.20 11:25
"...przebywała stale w półmroku, ponieważ najmniejszy promień światła zadawał jej ból nie do zniesienia." Zawiało transylwańskim wichrem :)
Po 11 NIE BADZ OBOJETNY2020.05.20 10:48
A może tak po prostu, banalnie, każdego poranka zjadała ze smakiem ostry cień mgły?
Heidi Heido Hajdasz2020.05.20 10:46
A wy znowu o tej oszustce, która nie pozwoliła się przebadać niewierzącemu lekarzowi?
Jan Radziszewski 2020.05.20 15:19
Pan zapowiedział. że twój kolega żydek Sekielski Umrze w dniu 10 X br
anonim2020.05.20 16:21
To w końcu jestem Niemiec, Chazar czy Żyd?
PośćJakSpaślakBortkiewiczOrazArcyMoczymordaGłódź2020.05.20 10:22
Normalnie wtrząchała salceson, flaki, bigos, knedle, kremówki i kurzynę. Z tym, że w mroku, którego nie przebijał żaden promień światła.
Anarchosyndykalistyczna Internetowa Partyzantka2020.05.20 9:55
Już czwarty raz widzę te marne kłamstwa o tej babce, która pewnie wpierdzielała na potęgę, ale wiejscy durnie wierzyły, że jedzie tylko na andrutach.
Po 11 NIE BADZ OBOJETNY2020.05.20 8:10
"Niewidoma, przebywała stale w półmroku, ponieważ najmniejszy promień światła zadawał jej ból nie do zniesienia" Tak ....
Ewa2020.05.20 8:01
Wiesz co frondo ??? Gdybyście wy wierzyli w Boga, to ten pomiot Lucyfera-lech keller vel katolicka kretynizacja przynajmniej pod artykułem o tajemnicy sacrum nie pojawiłby się na Iszym miejscu. Jesteście tacy sami, jak ten pomiot szatana.
Mateusz ale nie bankier2020.05.20 7:58
A wiecie że jej przewodnik duchowy i spowiednik, założyciel - o ironio - "Ognisk miłości" niejakie padre Georges Finet w latach 1945-1983 molestował dzieci podczas spowiedzi? Oficjalnie to ogłosiły władze "Ognisk", bo już nie dało się tego dłużej ukrywać.
freddy2020.05.20 8:04
przez 40 lat? kpiny se robisz biedaku... sam molestujesz innych posądzasz...
Mateusz ale nie bankier2020.05.20 8:06
No i mam dla ciebie nieprzyjemną informację. Pisał o tym Terlikowski, Tygodnik Solidarność, nawet serwis prasowy Konferencji Episkopatu Polski: https://tysol.pl/a47826--Tylko-u-nas-Tomasz-Terlikowski-Koniec-Kosciola-jaki-znamy Zdejmijcie ten artykuł bo to szyderstwo wobec ofiar pedofilii.
Heidi Heido Hajdasz2020.05.20 10:47
+1
Po 11 NIE BADZ OBOJETNY2020.05.20 8:06
Może więc Marta żywiła się połykając regularnie prawie czyste białko? Płyn ten zawiera niemal wszystkie pierwiastki, które są potrzebne naszemu organizmowi do życia: Białko 5000 mg/100ml, fruktoza 400 mg/100ml, sód - 300 mg/100 ml, potas - 109 mg/100 ml, chlorek - 142 mg/100 ml, wapń - 27,6 mg/100 ml, magnez - 11,0 mg/100 ml i cynk 16,5 mg/100 ml Jak dawców było kilku, to dziwne, że nie przytyła.
Piotr Nowak2020.05.20 8:30
Haha. :) Juz to widzę. Jak się frondle pokapujo to się zdenerwujo :)
Po 11 NIE BADZ OBOJETNY2020.05.20 8:35
A wiesz co jest szczególnie fascynujące? Oni często się denerwują nawet jak ... nie ogarniają. Dobrego dnia, Piotrze.
Piotr Nowak2020.05.20 8:37
Wzajemnie. :)
Po 11 NIE BADZ OBOJETNY2020.05.20 7:53
Jak zawsze napiszę tak: "Żył raz prezes taki, co się żywił tylko pieprzem, Sypał pieprz do konfitury i do zupy mlecznej :)"
Lech Keller-Krawczyk2020.05.20 7:52
A pod łóżkiem nocniki pełne fekaliów. Oszustka i tyle.
freddy2020.05.20 8:02
Po co w ogóle o tym czytałeś? Do tej pory nic o niej nie wiedziałeś, nie widziałeś jej i taki osąd?
Lech Keller-Krawczyk2020.05.20 8:11
Niosę wam kaganek oświaty, ciemna maso!
anonim2020.05.29 20:15
Szydercza kanalio, twój koniec również nadejdzie. Zastanawiałeś się co potem? Myślę, że nie, bo chyba nikt nie chciałby wiedzieć czego ze 100% pewnością doświadczysz.