03.07.17, 19:59Fot. Wikipedia

Prof. Rafał Chwedoruk dla Frondy: Kongres PiS był niemal idyllą. Nie widzę szans, aby PO mogła wygrać najbliższe wybory

Fronda.pl: Jak Pan odebrał przemówienia Jarosława Kaczyńskiego podczas kongresu PiS i Grzegorza Schetyny podczas rady krajowej PO?

Prof. Rafał Chwedoruk, politolog: Podobną sytuację mieliśmy rok temu. Mówiąc w skrócie, PO jest obecnie partią, która w większym stopniu walczy o przetrwanie, a dopiero w dalszej kolejności może zacząć myśleć o tym, że kiedyś być może pojawi się okazja do powrotu do walki o władzę. Jeśli Prawo i Sprawiedliwość nie popełni błędów o strategicznym charakterze, to nie widzę szans, aby opozycja miała wygrać najbliższe wybory. Można powiedzieć, że w przypadku PiS, biorąc pod uwagę przemówienie Jarosława Kaczyńskiego, było to swoiste podsumowanie.

Podsumowanie dotychczasowych rządów PiS?

Nie tylko. Było to także podsumowanie całej drogi politycznej od momentu powstania Porozumienia Centrum, do którego istnienia Jarosław Kaczyński otwarcie nawiązał. W tym aspekcie był to kongres na swój sposób nostalgiczny. Obecnie sondaże dla PiS są korzystne, a większość przeprowadzanych reform spotyka się ze społeczną aprobatą, tak więc na ten kongres można zrozumieć, jeśli spojrzy się na to, że PiS rządził zaledwie półtora roku, za to przez osiem lat był w opozycji, nie tylko parlamentarnej, ale także członkowie tej partii byli marginalizowani w życiu społecznym. To więc jakby moment reagowania i pokaz, że to wszystko miał sens, a efekty przerastają być może nawet oczekiwania.

Na jaką kondycję PO wskazuje Pana zdaniem przemówienie Grzegorza Schetyny?

Jeśli chodzi o PO, mamy odwrotność tej sytuacji o jakiej wspomniałem. Model, który ta partia przyjęła, wyczerpał się i zarówno z przyczyn zewnętrznych, niezależnych od Platformy. Wyczerpał się w sensie globalnym liberalizm, a szczególnie liberalizm ekonomiczny. Po drugie, PO za czasów prezydentury Bronisława Komorowskiego uczyniła z siebie w dużym stopniu jedynego depozytariusza i dziedzica dorobku transformacji ustrojowej. Przy tym to osiem lat zakończyło się spektakularną porażką i cieniami, czego symbolem są obie komisje, tj. weryfikacyjna i ta ds. Amber Gold. Platforma w konsekwencji tego, że została uczyniona depozytariuszem zarówno dorobku transformacji, jak i ostatnich ośmiu lat, znalazła się w pewnym pacie.

Oprócz pochwał, przemówienie Jarosława Kaczyńskiego zawierało pewne słowa krytyki, chociażby wobec realizacji programu Mieszkanie plus. Jak Pan odbiera tę krytykę ze strony lidera PiS?

Myślę, że to było rutynowe przypominanie członkom PiS przez jego lidera tego, że korzystanie z owoców zwycięstwa nie może przekraczać pewnych granic. To przypomnienie, że każda władza niesie potencjalne zagrożenia i osłabienie autoczujności. Z drugiej strony widać, że jeśli PiS ma jakiś problem przed sobą, to jest to problem tego, co jeszcze można obiecać obywatelom i wykonać. Zdecydowana większość obietnic wyborczych jest przecież realizowana, a więc słowa Jarosława Kaczyńskiego można moim zdaniem traktować jako próbę pogłębienia kwestii mieszkaniowej. Warto przy tym pamiętać, że w przeciwieństwie do 500 plus czy obniżenia wieku emerytalnego, problem mieszkaniowy jest dużo bardziej skomplikowany.

Z czego to wynika?

To skomplikowana reforma nie tylko ze względu na nakłady finansowe, ale także ze względu na dużą liczbę ustaw, którą trzeba zmienić i ze względu na konieczność współpracy z samorządem lokalnym. To z kolei, chociażby ze względów politycznych, nie jest takie łatwe. Doświadczenia innych państw, które prowadziły w tej kwestii aktywną politykę pokazują również, że na to trzeba po prostu czasu. Szwedzki program miliona mieszkań z lat 60. i 70., na którym był wzorowany nasz Ursynów, czy miejskie budownictwo w Wiedniu w latach 20. chociaż przynosiły efekty, to na pewno nie w ciągu dwóch czy trzech lat. Tak więc jak sądzę, słowa Jarosława Kaczyńskiego dotyczące programu Mieszkanie plus należy potraktować jako mobilizację do pracy i do lepszej koordynacji działań.

Podsumowując, jak odbiera Pan cały kongres PiS?

Przyznam, że odbieram cały kongres w kategoriach niemal poczucia idylli. Sytuacja, w której lider rządzącej partii pozwalał sobie na żarty z niektórych, nobliwych ministrów własnego ugrupowania, pokazuje, że to kongres dosyć specyficzny. Z tego względu nie powinniśmy go zestawiać z takimi kongresami, które na przykład na całe lata określają kurs danej partii, czy wykonują daleko idące zmiany. Po pierwsze to kongres podsumowujący, dający możliwość uświadomienia sobie członkom i sympatykom partii miejsca, do którego doszli i olbrzymiej odległości, jaką musieli pokonać, żeby znaleźć się tu gdzie są.

Dziękuję za rozmowę.