Moser: Rewolucja chrześcijańska (Cz. 2) - zdjęcie
11.01.12, 13:08

Moser: Rewolucja chrześcijańska (Cz. 2)

27

 

III. Nowa koncepcja grzechu


Kolejne niezwykle istotne przewartościowanie dotyczyło pojmowania grzechu. Otóż starotestamentowe rozumienie grzechu przypominało koncepcję tabu. Kto złamał tabu, stawał się przeklęty i skazany na cierpienie. Kto dotknął przeklętego, sam mógł stać się przeklęty. Owa tabuiczna nieczystość była więc rodzajem pecha, który powodował, że człowiekowi nim naznaczonemu nic się nie udawało i w niczym nie osiągał sukcesu. Ów pech mógł spaść na człowieka z powodu różnych irracjonalnych sytuacji – do dziś w polskim folklorze istnieją przesądy zabraniające np. stawiania butów na stole, torby na podłodze, wracania do domu tuż po wyjściu lub podążania drogą, którą przeciął czarny kot. To wszystko bowiem może przynieść pecha. Pecha można też odpędzać – np. pukając w niemalowane drewno. Można też zapewnić sobie powrót do miejsca, które budzi nasz sentyment poprzez wrzucenie monety do zbiornika wody znajdującego się w tym miejscu. Istnieją też przesądy dotyczące warunków spełnienia marzeń, a związane z trzymaniem kciuków, zdmuchiwaniem świeczek na torcie urodzinowym, widokiem „spadającej gwiazdy”, kominiarza, czy chwytaniem wianka panny młodej.



Jeśli wczytać się uważnie w przepisy Prawa Mojżeszowego, to omawiana tam „nieczystość” przypomina owego pecha, a to dlatego, że można ją „zaciągnąć” nieświadomie, bez własnej woli. Np. przypadkowo dotykając zwłok lub z powodu wystąpienia menstruacji (która czyni kobietę nieczystą) lub dotknięcia kobiety będącej w okresie menstruacji. Gdy zaś człowiek – chcący czy nie – stawał się skalany nieczystością, musiał się rytualnie oczyścić składając przepisane ofiary, ewentualnie wykonując inne czynności. Dorocznie zrzucano też wszystkie grzechy ludu na głowę kozła ofiarnego, którego wypędzano następnie na pustynię   – jakby owe grzechy były jakimś złym urokiem, czarem, czy pechem, który można przenosić z osoby na osobę, czy z człowieka na zwierzę. (Zgodnie z porzekadłem; Na psa urok!)


Zacytujmy w tym miejscu, na potwierdzenie tych słów, fragment z Księgi Kapłańskiej: „Jeżeli kto zgrzeszy, czyniąc coś przeciwnego przykazaniom Pana, nie będąc tego świadomy, i stanie się winny, i popełni przestępstwo, to przyniesie kapłanowi baranka bez skazy, wziętego spośród drobnego bydła, (...) jako ofiarę zadośćuczynienia. Wtedy kapłan dokona przebłagania za jego winę, którą tamten zaciągnął przez nieuwagę, nieświadomie, i będzie mu grzech odpuszczony. To jest ofiara zadośćuczynienia, bo naprawdę zawinił wobec Pana” (Kpł 5,17-19).



Weryfikacji tego starotestamentowego wyobrażenia grzechu dokonał Jezus w trakcie opisanego w Ewangelii sporu z żydowskimi ortodoksami o tradycję. Punktem wyjścia owego sporu był żydowski zwyczaj mycia rąk przed jedzeniem. Nie chodziło tu o usuwanie brudu z powodów higienicznych, gdyż wówczas nie wiedziano jeszcze o istnieniu drobnoustrojów chorobotwórczych (odkryli je uczeni dopiero w wieku XVII), lecz o usunięcie rytualnej nieczystości, którą żyd mógł się „skalać” na ulicach miasta, dotykając przypadkowo np. poganina lub kobiety w okresie menstruacji. Obmycie rąk było więc oczyszczeniem rytualnym.



Oto więc pewnego dnia odwiedzili Jezusa przybywający z Jerozolimy faryzeusze i uczeni w Piśmie. „I zauważyli, że niektórzy z Jego uczniów brali posiłek nieczystymi, to znaczy nie umytymi rękami. (...) Zapytali Go więc faryzeusze i uczeni w Piśmie: Dlaczego Twoi uczniowie nie postępują według tradycji starszych, lecz jedzą nieczystymi rękami?” Odpowiedział im: „Słusznie prorok Izajasz powiedział o was, obłudnikach, jak jest napisane:

Ten lud czci Mnie wargami,
Lecz sercem swym daleko jest ode Mnie.
Ale czci Mnie na próżno
Ucząc zasad podanych przez ludzi.


Uchyliliście przykazanie Boże, a trzymacie się ludzkiej tradycji. (...) Potem przywołał znowu tłum do siebie i rzekł do niego: „Słuchajcie Mnie, wszyscy, i zrozumiejcie. Nic nie wchodzi z zewnątrz w człowieka, co mogłoby uczynić go nieczystym; lecz co wychodzi z człowieka, to czyni człowieka nieczystym. Kto ma uszy do słuchania, niechaj słucha.

 

Wtedy przystąpili do Niego uczniowie i rzekli: „Wiesz, że faryzeusze zgorszyli się, gdy usłyszeli to powiedzenie?” On zaś odrzekł: „Każda roślina, której nie sadził mój Ojciec niebieski, będzie wyrwana. Zostawcie ich! To są ślepi przewodnicy ślepych. Lecz jeśli ślepy ślepego prowadzi, obaj w dół wpadną”.

 

Gdy się oddalił od tłumu i wszedł do domu, uczniowie pytali Go o to przysłowie. Odpowiedział im: „I wy tak niepojętni jesteście? Nie rozumiecie, że nic z tego, co z zewnątrz wchodzi w człowieka, nie może uczynić go nieczystym; bo nie wchodzi do jego serca, lecz do żołądka i na zewnątrz się wydala”. Tak uznał wszystkie potrawy za czyste. I mówił dalej: Co wychodzi z człowieka, to czyni go nieczystym. Z wnętrza bowiem, z serca ludzkiego pochodzą złe myśli, nierząd, kradzieże, zabójstwa, cudzołóstwa, chciwość, przewrotność, podstęp, wyuzdanie, zazdrość, obelgi, pycha, głupota. Całe to zło z wnętrza pochodzi i czyni człowieka nieczystym”.

 

Jesteśmy w tym miejscu świadkami nie tylko unieważnienia starotestamentowego podziału pokarmów na koszerne (czyste) i trefne (nieczyste) – tak ważnego do dziś dla ortodoksyjnych żydów – lecz czegoś znacznie więcej; unieważnienia starotestamentowej koncepcji grzechu, jako nieczystości, którą można się skalać nawet nieświadomie, przypadkowo, niechcący. Jezus poucza, iż jedynie świadome i dobrowolne działanie wbrew boskim przykazaniom czyni człowieka nieczystym*.

 

IV. Zmiana stosunku do grzesznika



Osobną kwestią – i chyba najważniejszą z czterech tu omawianych – jest stosunek do człowieka grzesznego. Według Prawa mojżeszowego grzesznik powinien dokonać oczyszczenia przez stosowną ofiarę, albo – w poważniejszych przypadkach – podlega karze śmierci. Traktowany jest więc niczym chory palec, który musi zostać usunięty, aby wspólnota zachowała „zdrowie”, czyli rytualną czystość. Czystość społeczności była ważniejsza niż los jednostki. Np. naruszenie świętości szabatu miało być karane śmiercią. I przypadek taki faktycznie opisany został w Księdze Liczb: „Gdy Izraelici przebywali na pustyni, spotkali człowieka zbierającego drwa w dzień szabatu. Wtedy przyprowadzili go ci, którzy go spotkali przy zbieraniu drew, do Mojżesza, Aarona i całego zgromadzenia. Zatrzymali go pod strażą, bo jeszcze nie zapadło postanowienie, co z nim należy uczynić. Pan zaś rzekł do Mojżesza: „Człowiek ten musi umrzeć – cała społeczność ma go poza obozem ukamienować”. Wyprowadziło go więc całe zgromadzenie poza obóz i ukamienowało według rozkazu, jaki wydal Pan Mojżeszowi”.


Tymczasem Chrystus, ku zgorszeniu faryzeuszy – żydowskich tradycjonalistów – uzdrowił w szabat człowieka z uschłą ręką, a także pozwolił swoim głodnym uczniom łuskać w szabat kłosy zboża prosto z pola! W odpowiedzi na ponowne zarzuty faryzeuszy wypowiedział znamienne słowa: „To szabat jest dla człowieka, a nie człowiek dla szabatu”.  Chrystus wielokrotnie i w różnych sytuacjach stawał po stronie ludzi odrzucanych przez większość społeczeństwa jako grzesznicy. Powołał na ucznia Mateusza – późniejszego apostoła i ewangelistę – który był celnikiem uważanym za sługusa Rzymian i zdrajcę swojego narodu; uwolnił od złych duchów Marię Magdalenę, która znana była powszechnie z rozwiązłych obyczajów; obiecał zbawienie łotrowi, który obok Niego zawisł na krzyżu i nawrócił się w ostatniej godzinie życia. Wiele wypowiedzi Jezusa potwierdzało Jego otwartość na grzeszników pomimo ich grzechu, gotowość przebaczenia im, gdy się nawrócą i wyrzekną zła, ponieważ: „Nie potrzebują lekarza zdrowi, ale ci, którzy się źle mają. Nie przyszedłem wezwać do nawrócenia sprawiedliwych, lecz grzeszników.”  ; Dobry Pasterz szuka zaginionej owcy, a gdy ją znajdzie „bierze z radością na ramiona i wraca do domu” ; stary ojciec z przypowieści z radością reaguje na powrót syna marnotrawnego wydając na jego cześć ucztę, bo „większa jest w niebie radość z jednego grzesznika, który się nawraca niż z dziewięćdziesięciu dziewięciu sprawiedliwych, którzy nie potrzebują nawrócenia”.




Najbardziej spektakularnym zanegowaniem owego surowego, bezdusznego potępienia grzesznika według Prawa, była opisana przez św. Jana scena z kobietą cudzołożną. „Uczeni w Piśmie i faryzeusze przyprowadzili do Niego kobietę, którą pochwycono na cudzołóstwie, a postawiwszy ją pośrodku, powiedzieli do Niego: „Nauczycielu, tę kobietę dopiero pochwycono na cudzołóstwie. W Prawie Mojżesz nakazał nam takie kamienować. A Ty co mówisz?” Mówili to wystawiając Go na próbę, aby mieli o co Go oskarżyć. Lecz Jezus nachyliwszy się pisał palcem po ziemi. A kiedy w dalszym ciągu Go pytali, podniósł się i rzekł do nich: „Kto z was jest bez grzechu niech pierwszy rzuci w nią kamieniem”. I powtórnie nachyliwszy się pisał na ziemi. Kiedy to usłyszeli, wszyscy jeden po drugim zaczęli odchodzić, poczynając od starszych, aż do ostatnich. Pozostał tylko Jezus i kobieta, stojąca na środku. Wówczas Jezus podniósłszy się rzekł do niej: „Kobieto, gdzież oni są? Nikt cię nie potępił?” A ona odrzekła: „Nikt, Panie!” Rzekł do niej Jezus: „I ja ciebie nie potępiam. – Idź, a od tej chwili już nie grzesz!”




W tej poruszającej scenie dokonało się prawdziwie rewolucyjne przewartościowanie – zarówno jeśli chodzi o stosunek do grzesznika, jak i generalnie o stosunek do jednostki. Jezus odrzucił sztywne prawo służące ochronie wspólnoty przed „nieczystością” jednostkowych grzechów, na rzecz ludzkiej osoby, udzielając jej przebaczenia oraz dając szanse naprawienia win i zmiany swojego życia. W scenie tej faryzeusze polegający na bezwzględnych przepisach Prawa zmuszeni zostali do podjęcia samodzielnej decyzji w świetle własnego sumienia, a nie jakichkolwiek zewnętrznych kryteriów. W ten sposób kolektywizm religii mojżeszowej zastąpiony został podejściem zindywidualizowanym, zaś sztywna praworządność – duchem miłosierdzia.



Tym jednym zdaniem wypowiedzianym do nich tamtego dnia, Jezus Chrystus zburzył starą religią i zbudował nową – religię ludzi wolnych, rozumnych i wrażliwych. Uświadomił ludziom jednocześnie, że nikt nie jest bez grzechu i że wszyscy potrzebujemy miłosierdzia. Dlatego stosunek do grzesznika jest stosunkiem do każdego z nas. I jeśli chcemy, aby Ojciec niebieski wybaczył nam nasze winy, i my winniśmy je wybaczać naszym winowajcom. „Błogosławieni miłosierni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią”.




W zasadzie Chrystus podniósł rozumienie grzechu o jeszcze jeden poziom logiczny, a stało się to w chwili, gdy krzyżowany przez Rzymian zawołał: „Ojcze, wybacz im, bo nie wiedzą co czynią”. Kogo miał ma myśli? Czy tylko tych kilku mężczyzn, którzy przybijali Jego dłonie i stopy do krzyża? Przecież wcześniej powiedział, że przyjmuje dobrowolnie cierpienie i śmierć jako „okup za wielu”. Jak wielu? Czy Jezus wyłączył kogokolwiek ze swego zbawczego zamysłu? Czyż nie oddał życia za wszystkie ludzkie istoty? Wiedział jednak, że niektórzy dobrowolnie wyrzekną się tego daru, nie wierząc w jego duchową realność, nie uznając w swej pysze potrzeby zbawienia lub nie uznając siebie za godnych przyjęcia daru tak wielkiego. Dlatego nie mówi „za wszystkich”, ale za „wielu”. Jednak potencjalnie dar ten skierowany był do wszystkich ludzi, dlatego wszystkich miał na myśli mówiąc: „Nie wiedzą co czynią”.



Jeśli zastanowić się nad tym, to z łatwością dostrzeżemy prostą prawdę, potwierdzaną zgodnie przez współczesne teorie psychologiczne, że nikt z nas nie jest do końca świadom swoich motywów i nie panuje w pełni nad swoimi reakcjami emocjonalnymi. A to oznacza, że nikt z nas nie wie do końca co czyni, ponieważ nie jesteśmy w pełni świadomi siebie. A to oznacza, iż Jezus w tamtym momencie prosił Boga, aby wybaczył nam wszystkim, ze względu na naszą niewiedzę. Jaka wiedza o Bogu kryje się za tą prośbą?



Bóg jest miłością, dlatego Jego naturalną postawą wobec stworzenia jest postawa miłości. Dotyczy to całego stworzenia, a w sposób szczególny stworzeń najbliższych Bogu ze względu na najpełniejsze podobieństwo, a więc istot ludzkich. Bóg nie kocha ludzi za coś, lecz dlatego, że ich stworzył. A raczej dlatego ich stworzył, że pokochał ich w momencie kiedy tylko pomyślał, że mógłby ich stworzyć. A to oznacza, iż miłość Boga jest bezwarunkowa, nie jest zależna od ludzkich czynów, nie trzeba na nią zasługiwać. A zatem Bóg kocha z tą samą siłą sprawiedliwych i grzeszników. Cieszy się, że sprawiedliwi współdziałając z Jego łaską korzystają z daru wolności w taki sposób, że przez całą wieczność będą blisko swego Stwórcy – w domu Ojca. Natomiast grzeszników kocha z nadzieją, że zdołają – choćby w ostatniej godzinie życia – zwrócić ku Niemu serce i żałując zmarnowanych lat poprosić o miłosierdzie i pomoc. Jezus wielokrotnie to potwierdzał, mówiąc np.: „On sprawia, że słońce Jego wschodzi nad złymi i nad dobrymi, i On zsyła deszcz na sprawiedliwych i niesprawiedliwych”. I jeśli chcemy zbliżyć się do Boga i odczuć już tu, na tym świecie Jego bliskość, powinniśmy upodobnić się do Niego, a to oznacza kochać wszystkich ludzi, jak On ich kocha, a więc kochać zarówno przyjaciół, jak i wrogów. Modlić się za grzeszników, bo są dziećmi Bożymi, które Ojciec także chce mieć przy sobie przez całą wieczność. I zrezygnować z przyjemności osądzania innych. „Nie sądźcie, abyście nie byli sądzeni. Bo takim sądem, jakim sądzicie, i was osądzą; i taką miarą, jaką wy mierzycie, wam odmierzą.” A zamiast tego przebaczajcie winowajcom – i to nie siedem, ale siedemdziesiąt siedem razy – i módlcie się za waszych prześladowców. Bo tylko w ten sposób zbliżycie się do waszego Ojca niebieskiego i do Jego doskonałej miłości, która stworzyła świat.



A zatem o ile religia żydowska polegała na osądzaniu ludzi i surowym ich karaniu w świetle Prawa Mojżeszowego, o tyle chrześcijaństwo polega na przebaczaniu i kochaniu wszystkich, nawet nieprzyjaciół. A zatem każdy, kto mieni się chrześcijaninem, a jednocześnie osądza bliźnich i stosuje wobec nich jakiekolwiek represje, ten nie zrozumiał Ewangelii i tkwi w błędzie. Ale ponieważ „nie wie co czyni”, każdy prawdziwy chrześcijanin powinien modlić się i za niego, i wybaczać mu zgodnie z nauczaniem Mistrza.



***

Biorąc pod uwagę cztery omówione wyżej różnice widzimy wyraźnie, że mamy tu do czynienia z gruntownym przewartościowaniem, a nie jedynie „uzupełnieniem”, czy tym bardziej „prostą kontynuacją”. Gdyby było inaczej Żydzi gremialnie przyjęliby Jezusa jako Chrystusa (Mesjasza) i nie doszłoby do rozłamu między zwolennikami i przeciwnikami Tego, który sam o sobie powiedział: „Nie przyniosłem pokoju, ale miecz”. Żydzi, którzy uznali w Jezusie zapowiadanego przez proroków Mesjasza, musieli porzucić wiele dawnych wyobrażeń, zwyczajów i tradycji, musieli radykalnie zanegować tak elementarne żydowskie wierzenia, jak te dotyczące natury grzechu (nieczystości) czy stosunku do bogactwa materialnego.



Oczywiście bez Starego Przymierza sens Nowego byłby nieczytelny, podobnie jak bez teorii kulistości Ziemi nieczytelna byłaby teoria heliocentryczna. Lecz przyjęcie teorii heliocentrycznej nie wynika w sposób naturalny, prosty i ciągły z teorii kulistości Ziemi. To że Ziemia jest kulą nie jest wystarczającą przesłanką do stwierdzenia, że ta kula krąży wokół słońca. Podobnie fakt, iż Żydzi przez wieki na podstawie nawarstwiających się prorockich przepowiedni oczekiwali na przyjście Mesjasza, nie była dla nich wystarczającą przesłanką, aby uznali, że właśnie Jezus był tym oczekiwanym Mesjaszem. Co prawda dokonywał cudów, jakich nikt nigdy wcześniej ani później nie potrafił dokonać – (chociaż w kolejnych pokoleniach chrześcijan żyli święci dokonujący podobnych, nie mniej zdumiewających) – ale jednocześnie negował tak wiele elementów uświęconej wiekami tradycji żydowskiej, że Żydzi skłonni byli raczej uznać, iż dokonuje owych cudów mocą Belzebuba lub że jest hochsztaplerem mistyfikującym owe cuda w porozumieniu z lojalnymi wyznawcami. Dlatego Żydzi, ufający mądrości Sanhedrynu, w zdecydowanej większości odrzucili Jezusa i nadal czekali na Mesjasza.



I czekają tak do dziś.



Duch Ewangelii



Omówione wyżej cztery zasadnicze zmiany w pojmowaniu duchowych wymiarów i aspektów ludzkiego życia znajdują swoje ukoronowanie w czwartej i ostatniej, czyli w odrzuceniu kolektywizmu religii mojżeszowej na rzecz indywidualizmu suwerennej wolnej woli. Jezus wielokrotnie i na różne sposoby podkreślał fakt, iż każda ludzka istota jest ważna w oczach Boga i darzona miłością tak wielką, że Bóg nie zawahał się dla ocalenia człowieka (każdego z osobna) samemu przyjąć ludzką postać i wziąć na siebie ludzką winę, wymazać ją poprzez mękę i śmierć na krzyżu, aby odnowić zerwaną więź, otworzyć drogę do nieba dla ludzkich dusz, ustanowić nowe i wieczne przymierze między Bogiem a ludzkością. Wniebowstąpienie Jezusa było ostatecznym przypieczętowaniem przejęcia pełni władzy nad stworzonym światem. A Jego krzyż stał się mostem łączącym Boga z człowiekiem.



Wspaniałe zapewnienia o Bożej miłości nie do jednego narodu, ale do każdej ludzkiej istoty – także błądzącej – znajdujemy w przypowieściach np. o zaginionej owcy, o synu marnotrawnym, o Sądzie Ostatecznym. W cytowanych tu już sentencjach, takich jak: „Szabat jest dla człowieka, nie człowiek dla szabatu”, albo; „większa jest radość w niebie z jednego grzesznika, który się nawraca, niż z dziewięćdziesięciu dziewięciu sprawiedliwych, którzy nie wymagają nawrócenia”. Ten sam sens ma wielokrotnie powtarzana przez Jezusa przestroga przed sądzeniem bliźniego (bo tylko Bóg zna serce człowieka) oraz wezwanie do przebaczania winowajcom, miłowania nieprzyjaciół, modlenia się za prześladowców. W ten sposób spoza rozdartej zasłony przybytku starotestamentowego Prawa i surowej sprawiedliwości, wyłoniła się twarz łagodnego Boga kochającego człowieka miłością miłosierną, wybaczającą, bezwarunkową!



Każdy kochający ojciec daje swoim dzieciom wolność, ponieważ ma zaufanie do ich rozsądku i wrażliwości. Ale jeśli jest mądry, wie, że dziecko nie rodzi się dorosłe, nie posiada rozsądku i wrażliwości osoby dojrzałej, dlatego kształtuje swoje dzieci stopniowo, dając im odczuć swoje niezadowolenie, kiedy krzywdzą się między sobą. Chce aby one kochały się wzajemnie tak, jak on je kocha. A do tego muszą dojrzeć. Dlatego narzuca im wymagania, aby stały się Prawem, w ramach którego nauczą się szanować wzajemnie, aż dojrzeją do prawdziwej miłości. Czyli do Boga.



To kolejny ważny aspekt fenomenu chrześcijaństwa. W żadnej innej religii poza judaizmem i chrześcijaństwem nie znajdziemy tak intymnej, rodzicielskiej więzi między Bogiem a człowiekiem. W Starym Testamencie więź ta obejmuje Izrael – Naród Wybrany. Chrystus tymczasem objawia ojcowską miłość Boga do każdego z nas, także tych najbardziej krnąbrnych i niewdzięcznych dzieci, które pragnie odzyskać i oczyścić w wieczności z wszelkich skażeń. (Tej czułej intymności nie znajdziemy już jednak w monarchicznym monoteizmie islamu, wywodzącym się wszak z tych samych, biblijnych źródeł.)



Niezwykle istotne jest również to, że orędzie Ewangelii jest nie tylko orędziem miłości przebaczającej, ale także apoteozą wolności. Ludzie na ziemi są wolni. Dlatego każde dobro, które czynią jest ich zasługą, a każde zło – winą. Gdyż wolność idzie w parze z odpowiedzialnością. Jedynie niewolnik wykonujący pod przymusem cudze rozkazy nie ponosi winy za swoje działania. Człowiek zawsze może wybierać. Jezus swoim życiem dał fascynujący przykład i wzór człowieka wolnego. Wolnego od uzależnień zmysłowych, od lęku przed ludzką opinią, przed bólem, nawet przed śmiercią – idącego zawsze prostą drogą wewnętrznej prawdy i więzi z Ojcem. Chrystus to człowiek wolny w Bogu, a zarazem Bóg w człowieku; Bóg związany miłością, z której stworzył człowieka w świecie, oraz dla której człowieka przeznaczył. „Stworzyłem was z miłości i dla miłości” – mówi Bóg w Dialogu ze św. Katarzyną Sieneńską. Ale mówi tam także: „Stworzyłem was bez was, ale zbawić was bez was nie mogę”.



Duch Ewangelii jest więc duchem wolności. Każe nazywać Boga „naszym Ojcem”. Jesteśmy więc dziećmi Bożymi obdarowanymi skarbem wolności. Lecz Bóg dał nam wolność z miłości i dla miłości. Jeśli więc używamy jej, aby zniewolić drugiego człowieka, albo siebie samego jakąkolwiek formą cielesnego czy mentalnego uzależnienia, Bóg staje w obronie zbrukanej wolności i w obronie naszej godności, jako Jego dzieci. Tak rozumiem dramat odkupienia, a także dramat każdego ludzkiego istnienia nie mogącego odnaleźć wolności w Bogu i szukającego jej tam, gdzie znajduje jedynie zniewolenie i mękę. Zauważmy też, że w tym kontekście zupełnie inaczej wygląda kwestia różnych form liberalizmu – czy to w postaci praw człowieka, czy wolności ekonomicznej – gdyż są one istotnie zbieżne z duchem Ewangelii. Nie przypadkiem to właśnie w kręgu kultury chrześcijańskiej doszło do samorzutnych rewolucji liberalnych (francuskiej, amerykańskiej, wcześniej holenderskiej).



Dlaczego nie było takich dążeń w kręgu kultury chińskiej, indyjskiej, czy arabskiej? Ponieważ kultury te nie zostały przeniknięte światłem i duchem Ewangelii w takim stopniu, jak kultura europejska. Oczywiście na poziomie programowych deklaracji liberałowie doby oświecenia odrzucali chrześcijaństwo, deptali zwłaszcza Kościół katolicki, wyśmiewali wiarę jako zabobon, gloryfikując rozum i naukę jako klucz do szczęścia i panowania nad światem. W istocie jednak ich liberalna umysłowość została ukształtowana właśnie przez ducha Ewangelii, ducha wolności, tolerancji i indywidualizmu, który w czasach defraudacji owego ducha przez instytucje nominalnie powołujące się na wierność Chrystusowi, znalazł taki, a nie inny sposób wyrazu i działania.

 

Historia jednak pokazała, że prawdziwa wolność, równość i braterstwo możliwe są wyłącznie w Bogu. Bez Boga ludzie potrafią się jedynie niewolić (siłą lub manipulacją), wywyższać jedni nad drugich i z głębi serca sobą pogardzać, aż po komory gazowe. Dlatego stopień, w jakim zdołamy odnowić nasze rozumienie chrześcijaństwa we współczesnych uwarunkowaniach społecznych i cywilizacyjnych, będzie stopniem, a w jakim uda nam się ocalić nasze człowieczeństwo.


Jarosław Moser

 

* Paradoksalnie takie rozumienie grzechu bliższe jest buddyjskiej teorii karmy, niż  starotestamentowej idei grzechu. Buddyzm naucza bowiem, iż człowiek gromadzi zasługi lub winy w procesie, w którym zasadniczą rolę odgrywają cztery czynniki: chęć wykonania czynu, świadomość jego konsekwencji, wykonanie i zadowolenie. Im więcej spośród tych czterech czynników zaangażowanych jest w daną aktywność, tym silniejszy będzie utworzony przez nią zapis karmiczny i tym bardziej odczuwalne skutki. Analogicznie też do chrześcijaństwa buddyzm wypracował teorię i praktykę usuwania owych karmicznych zapisów z podświadomości w ramach tzw. praktyki skruchy, która do złudzenia przypomina sakrament pokuty z jego pięcioma warunkami - świadomym rachunkiem sumienia, świadomym żalem za grzechy, świadomą spowiedzią, świadomym postanowieniem poprawy i świadomym zadośćuczynieniem. (Praktyka skruchy opisana jest w Sutrze Medytacji na Bodhisattwę Uniersalnej Prawości, która stanowi trzcią część Potrójnej Sutry Lotosu, uważanej przez niektóre szkoły buddyjskie za najważniejszą sutrę nurtu mahajany).


Przeczytaj również Część Pierwszą

Komentarze (27):

anonim2012.01.11 14:59
<p>dzięki +++</p>
anonim2012.01.11 18:17
<p>@Antek. Niestety nie mogę się zgodzić z przedstawionymi tezami. Ogranicze się do skomentowania dw&oacute;ch spraw. Najpierw kobiety, kt&oacute;rej groziło ukamienowanie. Nie była nierządnicą, lecz \"kobietą pochwyconą na cudzoł&oacute;stwie\". Nierząd to prostytucja, natomiast cudzoł&oacute;stwo to zdrada małżonka z innym mężczyzną. A zatem fanatycy chcący ukamienować ją zgodnie z Prawem Mojżeszowym nie mogli być jej klientami - co najwyżej kochankami. Druga sprawa to kwestia kozła ofiarnego. Rzeczywiście w wielu społęczeństwa istniał - lub istnieje - mechanizm prześladowczy, każący w sytuacjach kryzysowych szukać \"kozła ofiarnego\" (jakąś osobę lub grupę - rodzinną, etniczną czy wyznaniową), na kt&oacute;rego zrzuca się winę za dany kryzys i dokonuje się egzekucji, kt&oacute;ra ma rozładować napięcie lękowe u społeczności dotkniętej jakimś kryzysem. Np. w średniowieczu w czasie epidemii pustoszących miasta często zdrowi pozostawali Żydzi (z powodu dużej ilości zjadanego czosnku, kt&oacute;ry jest - jak dziś wiemy - naturalnym antybiotykiem), co ludność chrześcijańska odczytywała jako znak, że to oni sprowadzili zarazę. Efektem były częste pogromy Żyd&oacute;w. Opisuje to zjawisko szczeg&oacute;łowo Rene Girard. lecz ten sam autor dowodzi, iż wszędzie tam, gdzie docierało chrześcijaństwo mechanizm prześladowczy był usuwany z życia społęcznego, ze względu na śmierć Chrystusa, kt&oacute;ry sam padł ofiarą tego mechanizmu (\"Lepiej żeby zginął jeden człowiek, niż cały nar&oacute;d\" - orzekł arcykapłan Kajfasz).</p>
anonim2012.01.11 20:58
<p>@Womatano. W Ewangelii wg św. Mateusza czytamy: &bdquo;W owym dniu przyszli do Niego saduceusze, kt&oacute;rzy twierdzą, że nie ma zmartwychwstania, i zagadnęli go w ten spos&oacute;b: &laquo;Nauczycielu, Mojżesz powiedział: Jeśli kto umrze bezdzietnie, niech jego brat weźmie wdowę po nim i wzbudzi potomstwo swemu bratu. Ot&oacute;ż było u nas siedmiu braci. Pierwszy ożenił się i umarł, a ponieważ nie miał potomstwa, zostawił swoją żonę bratu. Tak samo drugi i trzeci - aż do si&oacute;dmego. W końcu po wszystkich umarła ta kobieta. Do kt&oacute;rego więc z tych siedmiu należeć będzie przy zmartwychwstaniu? Bo wszyscy ją mieli [za żonę]&raquo;. Jezus im odpowiedział: &laquo;Jesteście w błędzie, nie znając Pisma ani mocy Bożej. Przy zmartwychwstaniu bowiem nie będą się ani żenić, ani za mąż wychodzić, lecz będą jak aniołowie Boży w niebie. A co do zmartwychwstania umarłych, nie czytaliście, co wam B&oacute;g powiedział w słowach: Ja jestem B&oacute;g Abrahama, B&oacute;g Izaaka i B&oacute;g Jakuba? B&oacute;g nie jest [Bogiem] umarłych, lecz żywych&raquo;. W &bdquo;Dialogu&rdquo; św. Katarzyny Sieneńskiej sprawa zmartwychwstania ukazana jest jako coś znacznie bardziej mistycznego i nie dotyczy ciał fizycznych, ale ciała przemienionego (jak ciało Jezusa Zmartwychwstałego), kt&oacute;rym mają być ozdobione dusze zbawionych w dniu sądu ostatecznego. W tym samym duchu utrzymana jest odpowiedź Zbawiciela usłyszana w jednej z wizji przez Marię Valtortę, zaczerpnięta z &bdquo;Poematu Boga-Czowieka&rdquo;: &laquo;Mylicie się. Nie potraficie zrozumieć ani Pism, ani potęgi Boga. Bardzo będzie się r&oacute;żnić przyszłe życie od obecnego, a w Kr&oacute;lestwie wiecznym nie będzie potrzeb ciała takich, jak w obecnym. Zaprawdę bowiem po Sądzie ostatecznym ciało zmartwychwstanie i połączy się z duszą nieśmiertelną, tworząc ponownie jedną całość, żyjącą tak, a nawet lepiej, niż żyje Moja i wasza osoba teraz, jednak nie podlegającą już prawom, a zwłaszcza bodźcom i nadużyciom istniejącym obecnie. Po zmartwychwstaniu mężczyźni i kobiety nie będą się żenić ani za mąż wychodzić, lecz będą podobni aniołom Bożym w Niebie, kt&oacute;rzy nie żenią się ani nie wychodzą za mąż, a jednak żyją w miłości doskonałej, kt&oacute;ra jest miłością Bożą i duchową. Co zaś się tyczy zmartwychwstania umarłych to nie czytaliście, jak B&oacute;g m&oacute;wił do Mojżesza z krzewu? C&oacute;ż powiedział wtedy Najwyższy? &ldquo;Jestem Bogiem Abrahama, Bogiem Izaaka i Bogiem Jakuba&rdquo;. Nie powiedział: &ldquo;byłem&rdquo;, dając do zrozumienia, że Abraham, Izaak i Jakub istnieli, ale już ich nie ma. Powiedział: &ldquo;Jestem&rdquo;, gdyż Abraham, Izaak i Jakub istnieją. Nieśmiertelni &ndash; jak wszyscy ludzie w swej części nieśmiertelnej, dop&oacute;ki trwają wieki, a potem także z ciałem wskrzeszonym na wieczność. Istnieją, jak istnieje Mojżesz, prorocy, sprawiedliwi, jak, niestety, istnieje Kain, jak istnieją ci z potopu i sodomici, i wszyscy ci, kt&oacute;rzy umarli w grzechu ciężkim. B&oacute;g nie jest Bogiem umarłych, lecz żywych.&raquo; </p>
anonim2012.01.11 21:02
<p>@Womatano. Na początku powyższego komentarza uciekł mi następujący fragment:</p> <p>Faktycznie w Księdze Daniela pojawiła się cytowana przepowiednia, lecz w czasach jezusa Żydzi spierali się o jego interpretację. Jedni wierzyli w zmartwychwstanie, inni - np. saduceusze - nie. Przy czym rozumieli zmartwychwstanie w spos&oacute;b materialny, jako powr&oacute;t do życia w ciele fizycznym. Rodzi to jednak problem w jakim wieku mieliby umarli zmartwychwstać - jako noworodki? jako zgrzybiali starcy?</p>
anonim2012.01.11 21:05
<p>*...lecz w czasach Jezusa Żydzi spierali się o jej interpretację.</p>
anonim2012.01.11 21:07
<p>@Jarosław Moser ... Dzięki za bardzo dobry artykuł.&nbsp; @Antek2003 Proszę Cię nie wypowiadaj się ma każdy temat. Bęc :)&nbsp;</p>
anonim2012.01.11 21:18
<p>@Runek13. Napisał Pan: &bdquo;Z Chrześcijaństwem w Rzymie jest dość dziwna historia, najpierw chrześcijanie byli prześladowani i zabijani, a potem w ciągu 100 lat sytuacja się odwr&oacute;ciła i to oni zabijali wyznawc&oacute;w innych religii.&rdquo; Rzeczywiście po okresie krwawych prześladowań (i to na mocy cesarskich dekret&oacute;w) w roku 313 Konstantyn Wielki zr&oacute;wnał chrześcijaństwo z innymi wyznaniami kładąc kres prześladowaniom. W 392 Teodozjusz Wielki zakazał wyznawania w cesarstwie innych religii niż chrześcijaństwo &ndash; czyniąc je religią państwową. Zaś Justynian Wielki&nbsp; (527-565) ogłosił się Basileusem i nadał sobie prawo zwoływania synod&oacute;w i&nbsp; decydowania o kształcie dogmat&oacute;w wiary. Za jego czas&oacute;w powszechną praktyką stała się przymusowa chrystianizacja i administracyjne zwalczanie herezji. W ten spos&oacute;b cesarze bizantyjscy stali się tyranami wykorzystującymi chrześcijaństwo jako instrument władzy politycznej. Jest to bardzo skomplikowany i dramatyczny proces, zasługujący na osobne om&oacute;wienie.</p>
anonim2012.01.11 21:36
<p>Ciekawe na czym polega ta cenzura chyba wcześniej czytają jak piszę. Ha ha ha</p>
anonim2012.01.11 21:37
<p>Pr&oacute;bowałem 4 razy nawet nieco zmieniając treść hahaha</p>
anonim2012.01.11 21:38
<p>Czyli całe to gadanie o niezależności to \"pic na wodę i fotomontaż\"</p>
anonim2012.01.11 21:47
<p>@Antek. Zgadzam się ze stwierdzeniem, że \"wlasnie to zarzucal Chrystus swoim rodakom- ze skupiaja sie jedynie, ujmujac rzecz w skrocie, na obrzedach a nie goracej milosci do Jahwe\". Lecz z mojego tekstu nie wynika to, co napisałeś. Twierdzę jedynie, że prawo mojżeszowe oparte było na specyficznym pojmowaniu grzechu, w kt&oacute;rym mieściło się także \"nieświadome zaciąganie nieczystości\". I to właśnie Jezus zanegował w sporze z faryzeuszami.&nbsp;</p>
anonim2012.01.11 22:10
<p>Chcę tylko jeszcze powiedzieć, że nie będę już więcej pisał. Co najwyżej sobie poczytam od czasu do czasu.</p>
anonim2012.01.11 23:54
<p>@Antek. Jeżeli nie masz wątpliwości, że Jezus był (i jest) miłosierny, to gdzie problem? Przypominam Ci fragment z Ewangelii Janowej: \"Rzekł do Niego Filip: &laquo;Panie, pokaż nam Ojca, a to nam wystarczy&raquo;. Odpowiedział mu Jezus: &laquo;Filipie, tak długo jestem z wami, a jeszcze Mnie nie poznałeś? Kto Mnie zobaczył, zobaczył także i Ojca. Dlaczego więc m&oacute;wisz: \"Pokaż nam Ojca?\" Czy nie wierzysz, że Ja jestem w Ojcu, a Ojciec we Mnie? Sł&oacute;w tych, kt&oacute;re wam m&oacute;wię, nie wypowiadam od siebie. Ojciec, kt&oacute;ry trwa we Mnie, On sam dokonuje tych dzieł. Wierzcie Mi, że Ja jestem w Ojcu, a Ojciec we Mnie. Jeżeli zaś nie - wierzcie przynajmniej ze względu na same dzieła!&rdquo; Poza tym w tej samej Ewangelii zapisane zostały słowa: &bdquo;Albowiem tak B&oacute;g umiłował świat, że Syna swego jednorodzonego dał, aby każdy, kto weń wierzy, nie zginął, ale miał żywot wieczny&rdquo;. I jeszcze z Kazania na G&oacute;rze: &bdquo;Błogosławieni miłosierni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią&rdquo;. Powiem ci, że dla mnie też jest tajemnicą, dlaczego najpierw, w historii Izraela, B&oacute;g zdaje się kochać miłością warunkową (trzeba zasłużyć na Jego łaskę), a w Ewangelii przez Jezusa objawia miłość bezwarunkową. Może wyjaśnieniem będzie fakt, iż psychologia uczy, że dla zdrowego rozwoju dziecko potrzebuje ich obu; macierzyńskiej miłości bezwarunkowej i ojcowskiej miłości warunkowej. Kiedy brakuje tej drugiej i miłość bezwarunkowa popada w skrajność nadopiekuńczości, efektem jest rozwijanie się u dziecka cech psychopatycznych &ndash; brak empatii, lęku, wstydu, poczucia winy, skrajny egocentryzm, nie liczenie się z innymi, socjopatia, etc. Z drugiej strony jeśli braknie w wychowaniu miłości bezwarunkowej i warunkowa popada w skrajność nadkrytycyzmu, efektem będzie wzmacnianie u dziecka cech neurotycznych &ndash; nadmierna empatia i zapominanie o własnych potrzebach, lękliwość, wstydliwość, paraliżujące poczucie winy, nienawiść do siebie, etc. Tymczasem Jezus m&oacute;wi; &bdquo;Kochaj bliźniego swego jak siebie samego&rdquo;. Więc siebie też trzeba kochać.</p>
anonim2012.01.12 0:03
<p>Poza tym objawienia udzielone Siostrze Faustynie miały na celu przede wszystkim uświadomienie ludziom prawdy o wielkości Bożego Miłosierdzia. Sięgnij do \"Dzienniczka\", tam jest to wyjaśnione.</p>
anonim2012.01.12 10:44
<p>Oczywiście, że B&oacute;g - dop&oacute;ki żyjemy na tym świecie &ndash; pozostaje dla nas tajemnicą. Objawienie jest mimo wszystko obrazem \"jakby w zwierciadle, niejasno&rdquo; i dopiero kiedy dusza wykluje się ze skorupki ciała w godzinę śmierci, zobaczymy Boga &bdquo;twarzą w twarz&rdquo;. Jednak Stw&oacute;rca nie bawi się z nami w chowanego. Poprzez Jezusa Chrystusa powiedział nam wszystko, co potrzebne jest do zbawienia duszy, tylko nam nie jest łatwo odczytać prawdziwy sens Jego sł&oacute;w. Dlatego w każdym pokoleniu powołuje prorok&oacute;w, przez kt&oacute;rych przypomina i rozjaśnia swoją Naukę. M&oacute;wię o tzw. objawieniach prywatnych. Zaś co do tajemnicy miłosierdzia, to posłużę się cytatem z własnego tekstu (&bdquo;Paradoksy wiary&rdquo;, znajdziesz całość na tym portalu): &bdquo;(...) Pewnego dnia Jezus powiedział, że wszystkie grzechy będą przebaczone, nawet grzech przeciwko Synowi Bożemu &ndash; jedynie grzech przeciwko Duchowi Świętemu nie będzie wybaczony. Co to oznacza? Ot&oacute;ż jeśli człowiek jest wolny tak za życia jak i po śmierci, to stając po śmierci przed obliczem Stw&oacute;rcy, opromieniony Jego wszechwiedzą, może zobaczyć wszystkie swoje grzechy tak, jak widzi je B&oacute;g. Jeśli nadal &ndash; posiadając ten wielki wgląd - jest wolny, to może albo poprosić Boga o wybaczenie oddając się całkowicie Jego Miłosierdziu, albo uznać, że grzechy jego są tak wielkie, iż w świetle sprawiedliwości nie zasługują na wybaczenie. To w istocie pyszne przedłożenie perspektywy sprawiedliwości nad perspektywę miłosierdzia, wybaczającego winy wbrew sprawiedliwości, oznacza, moim zdaniem, grzech przeciwko Duchowi Świętemu. Dusza zdaje się wtedy m&oacute;wić: Nie wolno Ci, Ojcze, wybaczyć mi tych grzech&oacute;w, gdyż są one większe ponad wszystko. &bdquo;Ponad wszystko\" oznacza w istocie &bdquo;ponad Twoją miłość\". Niedowierzanie miłosierdziu kochającego Ojca, kt&oacute;ry gotowy jest wybaczyć najcięższe nawet zbrodnie w obliczu szczerej skruchy serca swego umiłowanego dziecka, to dług, kt&oacute;rego nie spos&oacute;b spłacić. W wielu mistycznych dziełach chrześcijańskich spotkać możemy wzmianki o złości demon&oacute;w, kt&oacute;re podkreślały moc Bożej sprawiedliwości, a zaprzeczały z całych sił mocy Bożego miłosierdzia. W jednej z takich ksiąg, zatytułowanej &bdquo;Prawdziwe życie w Bogu\" i spisanej przez Vassulę Ryden, znaleźć można stwierdzenie, iż nauka o reinkarnacji jest &bdquo;doktryną demon&oacute;w\". Rozumiem to tak, że nauka o konieczności ponoszenia wszystkich konsekwencji swoich uczynk&oacute;w w następnym życiu z żelazną logiką bezwzględnej sprawiedliwości jest zaprzeczeniem prawdy o Bożym miłosierdziu, kt&oacute;re przewyższa Bożą sprawiedliwość. Tak więc odrzucając miłosierdzie i skazując się bezlitosnym wyrokiem na ogień piekielny, tracimy Boga na zawsze - a to jest istota wiecznego potępienia. W &bdquo;Dialogu\" św. Katarzyny Sieneńskiej znajdujemy słowa Boga, kt&oacute;ry m&oacute;wi, iż w rzeczywistości dusze, przedkładając własny osąd nad Jego miłosierdzie, same rzucają się w ogień wiecznego potępienia.&rdquo;&nbsp;</p>
anonim2012.01.12 15:18
<p>Dobry tekst, ale małe wątpliwości: 1. \"<span \"font-size: x-small;\">A zatem każdy, kto mieni się chrześcijaninem, a jednocześnie osądza bliźnich i stosuje wobec nich jakiekolwiek represje\" - przecież mamy upomnienie braterskie i słowa \"<span class=\"st\"><span class=\"ft\">A jeśli nawet Kościoła nie usłucha, <strong>niech ci będzie</strong> jak <strong>poganin i celnik\" 2. \"</strong><span \"font-size: x-small;\">Ludzie na ziemi są wolni. Dlatego każde dobro, kt&oacute;re czynią jest ich zasługą, a każde zło &ndash; winą\" Czy rzeczywiście mamy zasługi? Przypomina się Augustyn, oczywiście zradykalizowany polemiką z Pelagiuszem, ale zawsze: <span \" : \'Arial Narrow\',\'sans-serif\'; font-size: 13pt; mso-bidi-font-size: 10.0pt; mso-fareast- : \'Times New Roman\'; mso-bidi- : \'Times New Roman\'; mso-ansi-language: PL; mso-fareast-language: PL; mso-bidi-language: AR-SA;\"><em>Upadł człowiek z własnej woli lecz nie może się podzwignąć własnowolnie -</em></span><span \" : \'Arial Narrow\',\'sans-serif\'; font-size: 13pt; mso-bidi-font-size: 10.0pt; mso-fareast- : \'Times New Roman\'; mso-bidi- : \'Times New Roman\'; mso-ansi-language: PL; mso-fareast-language: PL; mso-bidi-language: AR-SA;\">pisze Augustyn. Pozostawiony samemu sobie człowiek m&oacute;głby tylko zle czynić, grzeszyć i kłamać, podążać od upadku do upadku. 3. Dla mnie najważniejszą z tych rewolucji jest zbliżenie się Boga, Wcielenie.&nbsp;O tym, że w chrześcijaństwie nie jest ono fikcją, świaczy to, że to zbliżenie ma charakter zupełnego uniżenia. Jakże bowiem wszechmocny, poteżny, niepojęty B&oacute;g, kt&oacute;rego imnienia nie wolno było wypowiadać &nbsp;ma stać się nam bliski? Intymność, tak. Czy poza chrześcijaństwem spotykamy mistykę, kt&oacute;ra ma charakter miłosny, oblubieńczy? </span></span></span></span></span></p> <p><span \"font-size: x-small;\"><span class=\"st\"><span class=\"ft\">&nbsp;</span></span></span></p>
anonim2012.01.12 16:29
<p>@Mirmił. Bardzo interesujące uwagi. Moja odpowiedź będzie może nieco obszerna, ale temat na to zasługuje. Ad 1. Kwestia napomnienia braterskiego a osądzania bliźniego. Najbardziej przekonujące wyjaśnienie tej kwestii znalazłem u Marii Valtorty w &bdquo;Poemacie Boga-Człowieka&rdquo;. Oglądając w duchowej wizji tamtą scenę, zapisała następujące słowa Chrystusa: &bdquo;Jest powiedziane w Księdze Kapłańskiej: &ldquo;Nie będziesz żywił w sercu nienawiści do brata. Będziesz upominał bliźniego, aby nie zaciągnąć winy z jego powodu.&rdquo; Jednak pomiędzy nieobecnością nienawiści a miłością jest przepaść. Może się wam wydawać, że antypatia, brak kontakt&oacute;w i obojętność nie są grzechami, gdyż nie są nienawiścią. Nie [jest tak]. Przychodzę rzucić wam nowe światło na miłość i koniecznie na nienawiść. Co bowiem oświetla miłość pod każdym jej względem, może też oświetlić we wszystkich szczeg&oacute;łach i nienawiść. Samo wzniesienie miłości ku wyższym sferom powoduje większe oddalenie się od nienawiści. Im bardziej bowiem pierwsza się wznosi, tym bardziej druga spada niżej, coraz niżej. Moja nauka to doskonałość, subtelność uczucia i osądu. To Prawda bez metafor i peryfraz. M&oacute;wię wam więc, że antypatia, brak kontakt&oacute;w i obojętność to już nienawiść. Po prostu dlatego, że to nie jest miłość. Przeciwieństwem miłości jest nienawiść. Czy możecie nazwać inaczej antypatię? A oddalenie się od jakiejś istoty? A obojętność? Człowiek, kt&oacute;ry kocha, darzy sympatią tego, kogo kocha. Zatem, kto odczuwa antypatię, już nie kocha. Kto kocha, nawet jeśli go życie oddala fizycznie od osoby kochanej, nadal jest jej bliski duchem. Jeśli więc ktoś oddziela się od drugiego duchem, to już nie kocha. Kto kocha, ten nigdy nie jest obojętny wobec miłowanego, lecz przeciwnie, wszystko, co się do niego odnosi, interesuje go. Jeśli więc ktoś jest obojętny wobec drugiego, to znak, że go już nie kocha. Widzicie więc, że te trzy postawy są trzema odgałęzieniami jednej rośliny: nienawiści. A co się dzieje, kiedy ktoś, kogo kochamy, obraża nas? Dziewięćdziesiąt razy na sto, jeśli nie pojawia się nienawiść, to pojawia się antypatia, oddalenie lub obojętność. Nie. Nie działajcie w ten spos&oacute;b. Niech nie lodowacieje wasze serce przez te trzy formy nienawiści. Kochajcie. Zadajecie sobie pytanie: &ldquo;Jak możemy to uczynić?&rdquo; Odpowiadam wam: &ldquo;Tak samo jak [czyni] to B&oacute;g, kochający nawet tego, kt&oacute;ry Go znieważa. Miłość bolesna, lecz zawsze dobra.&rdquo; Pytacie: &ldquo;Ale jak to zrobimy?&rdquo; Daję nowe prawo dotyczące odnoszenia się do winnego brata. M&oacute;wi ono: &ldquo;Jeśli tw&oacute;j brat cię znieważa, nie upokarzaj go publicznie, napominając go publicznie, lecz niech miłość skłoni cię do ukrycia winy brata przed oczyma świata&rdquo;. Będziesz miał wielką zasługę w oczach Boga, bo miłością zamkniesz drogę wszelkiej formie zaspokojenia swojej pychy. O! Jakże człowiek lubi dawać poznać, że został znieważony i jak cierpiał z powodu zniewagi! Chodzi jak szalony żebrak, kt&oacute;ry nie szuka jałmużny złota u kr&oacute;la, lecz idzie do innych głupc&oacute;w i żebrak&oacute;w, podobnych do niego, prosić ich o garść popiołu i gnoju oraz o łyk palącej trucizny. To właśnie daje świat człowiekowi, kt&oacute;ry został obrażony i chodzi, skarżąc się i żebrząc o pociechę. B&oacute;g - Kr&oacute;l daje czyste złoto temu, kt&oacute;ry &ndash; znieważony &ndash; idzie bez urazy wypłakać sw&oacute;j b&oacute;l tylko u Jego st&oacute;p i prosić Jego, Miłość i Mądrość, o pociechę miłości oraz o pouczenie w tej strasznej sytuacji. Jeśli więc pragniecie pociechy, idźcie do Boga i postępujcie z miłością. Ja wam m&oacute;wię, poprawiając stare prawo: &ldquo;Jeśli tw&oacute;j brat zawinił przeciw tobie, idź, napomnij go, kiedy będziecie sami. Jeśli cię posłucha, zdobędziesz na nowo swego brata i r&oacute;wnocześnie osiągniesz bardzo wiele błogosławieństw Bożych. A jeśli tw&oacute;j brat [nie tylko] cię nie posłucha, lecz odepchnie cię, trwając uparcie w swym błędzie, wtedy ty &ndash; żeby nie powiedziano, iż jesteś wsp&oacute;lnikiem winy lub obojętnym na dobro duchowe brata &ndash; weź dw&oacute;ch lub trzech świadk&oacute;w, poważnych, dobrych, pewnych, i powr&oacute;ć z nimi do twego brata. W ich obecności powt&oacute;rz życzliwie swe uwagi. Świadkowie będą mogli swymi ustami potwierdzić, że uczyniłeś wszystko, co możliwe, żeby w spos&oacute;b święty napomnieć brata. To bowiem jest obowiązkiem dobrego brata, gdyż grzech popełniony przez niego wobec ciebie jest raną zadaną jego duszy i musisz się zająć jego duszą. Jeśli to także na nic się nie zda, daj znać synagodze, żeby go w imię Boga doprowadziła do porządku. Jeśli się nie poprawi, nawet w tym wypadku, i jeśli odrzuci synagogę lub Świątynię, jak odrzucił ciebie, uznaj go za celnika i poganina.&rdquo; Tak czyńcie wobec tych, kt&oacute;rzy są waszymi braćmi przez krew lub z kt&oacute;rymi łączą was więzy braterskiej miłości. Nawet wobec bliźniego najbardziej oddalonego powinniście postępować w spos&oacute;b święty, bez chciwości, bez nieprzejednania, bez nienawiści. A kiedy są takie przypadki, że trzeba udać się do sędzi&oacute;w i idziesz tam razem z twym przeciwnikiem, to m&oacute;wię ci, o człowiecze, kt&oacute;ry często z własnej winy popełniasz gorsze czyny i jesteś sam winien większego zła, usiłuj w czasie, gdy jesteś jeszcze w drodze &ndash; czy jesteś w błędzie, czy masz rację &ndash; pojednać się z nim. Ludzka sprawiedliwość jest bowiem zawsze niedoskonała i na og&oacute;ł podstępna. Winny może więc zostać uznany za niewinnego, a ty, niewinny &ndash; za winnego. Wtedy mogłoby więc dojść nie tylko do tego, że nie zostanie uznane twe prawo, lecz &ndash; że przegrasz rozprawę. Wtedy ty, niewinny, zostałbyś uznany za winnego oszczerstwa i sędzia wysłałby cię do wykonawcy wyroku, kt&oacute;ry nie pozwoliłby ci odejść, zanim byś nie zapłacił ostatniego drobnego pieniążka. Bądź ustępliwy. Twoja pycha cierpi z tego powodu? Bardzo dobrze. Twoja sakiewka opr&oacute;żnia się? Jeszcze lepiej. Wystarczy, że rośnie twoja świętość. Nie miejcie tęsknej miłości za złotem. Nie bądźcie chciwi na pochwały. Czyńcie tak, żeby to B&oacute;g was chwalił. Czyńcie tak, żeby gromadzić sobie wielki skarb w Niebie. I m&oacute;dlcie się za znieważających was, żeby się nawr&oacute;cili. Jeśli to się stanie, sami oddadzą wam cześć i dobra. Jeśli tego nie zrobią, B&oacute;g o tym pomyśli.&rdquo; ad 2. Podkreślenie tej moralnej suwerenności, jaką Stw&oacute;rca nadał każdej ludzkiej istocie, służy przede wszystkim jako kontrargument przeciwko twierdzeniu, że gdyby B&oacute;g istniał, nie zezwoliłby na mordowanie niewinnych ludzi w obozach koncentracyjnych. Ludzie w ciągu ziemskiego życia są wolni i odpowiedzialni za to, co robią. Nie B&oacute;g dał władzę Hitlerowi, nie B&oacute;g zbudował obozy koncentracyjne i nie B&oacute;g zagazował w nich miliony niewinnych ofiar. Zrobili to wolni ludzie, kt&oacute;rzy po śmierci musieli zmierzyć się z ogromem swoich win. Natomiast co do zasług, to jest przecież napisane w Ewangelii: &bdquo;Kto przyjmuje proroka, jako proroka, nagrodę proroka otrzyma. Kto przyjmuje sprawiedliwego, jako sprawiedliwego, nagrodę sprawiedliwego otrzyma. Kto poda kubek świeżej wody do picia jednemu z tych najmniejszych, dlatego że jest uczniem, zaprawdę powiadam wam, nie utraci swojej nagrody.&rdquo; ad 3. To ciekawe, ale mistyka bazująca na symbolice oblubieńczej, także erotycznej, obecna jest w wielu religiach teistycznych. Np. w islamie znajdziemy ją w poezji sufickiej. Z kolei w Indiach znany jest motyw pasterek tańczących nago z Kriszną, kt&oacute;ry ukradł im ubrania, gdy kąpały się w rzece. Owe pasterki to dusze nagie przed Bogiem i spragnione jego bliskości. &bdquo;Pieśń nad pieśniami&rdquo; rozbrzmiewa więc w wielu kręgach kulturowych.&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;</p>
anonim2012.01.12 17:10
<p>Ja uważam, że na zbawienie wystarczy się otworzyć. Czasem jednak wymaga to utopienia g&oacute;ry pychy w morzu łez.</p>
anonim2012.01.13 0:28
<p>Dziękuję za obszerną odpowiedź, to b. ciekawe o tej nienawiści, czuję podobnie. Ad 3. Jasne. Ale na gruncie starotestamentalnym B&oacute;g był bardzo odległy, przewyższający nieskończenie człowieka (to widać także w mistyce żydowskiej, &nbsp;te wizje tronu itd.) Nagle przychodzi Chrystus i m&oacute;wimy do niego nieraz po prostu Jezu tak jak do jakiegoś przyjaciela np. Tadziu. I do Maryji też nie m&oacute;wimy zazwyczaj np. Kr&oacute;lowo Polski&nbsp;albo Wasza Wysokość.</p>
anonim2012.01.13 12:06
<p>Antek, czy aby na pewno masz rację? Poniżej słowa Jezusa podyktowane św. Faustynie:<strong> </strong></p> <p><strong> </strong></p> <p><strong> </strong></p> <p><strong>Jezus:<em><span>&nbsp;Nie lękaj się, duszo grzeszna, swego Zbawiciela, pierwszy zbliżam się do ciebie, bo wiem, że sama z siebie nie jesteś zdolna wznieść się do Mnie. Nie uciekaj dziecię od Ojca swego, chciej wejść w rozmowę sam na sam ze swym Bogiem Miłosierdzia, kt&oacute;ry sam chce ci powiedzieć słowa przebaczenia i obsypać cię swymi łaskami. O, jak droga mi jest dusza twoja. Zapisałem cię na rękach swoich. I wyryłaś się głęboką raną w sercu moim.</span></em></strong></p> <p>&nbsp;</p> <p><span>Dusza:&nbsp;<em><span>Panie, słyszę głos Tw&oacute;j, kt&oacute;ry mnie wzywa, abym wr&oacute;ciła ze złej drogi, ale nie mam ani odwagi, ani siły.</span></em></span></p> <p>&nbsp;</p> <p><strong><span>Jezus:&nbsp;<em><span>Jam jest siła twoją, Ja ci dam moc do walki.</span></em></span></strong></p> <p>&nbsp;</p> <p><span>Dusza:&nbsp;<em><span>Panie, poznaję Świętość Twoją i lękam się Ciebie.</span></em></span></p> <p>&nbsp;</p> <p><strong><span>Jezus:&nbsp;<em><span>Czemuż się lękasz, dziecię moje, Boga Miłosierdzia? Świętość Moja nie przeszkadza Mi, abym ci był miłosierny. Patrz, duszo, dla ciebie założyłem tron miłosierdzia na ziemi, a tym tronem jest tabernakulum, i z tego tronu miłosierdzia pragnę zstępować do serca twego. Patrz, nie otoczyłem się ani świtą, ani strażą, masz przystęp do mnie w każdej chwili, o każdej dnia porze chcę z tobą m&oacute;wić i pragnę ci udzielać łask.</span></em></span></strong></p> <p>&nbsp;</p> <p><span>Dusza:&nbsp;<em><span>Panie, lękam się, czy mi przebaczysz tak wielką liczbę grzech&oacute;w, trwogą mnie napełnia moja nędza.</span></em></span></p> <p>&nbsp;</p> <p><span><strong>Jezus:<em><span>&nbsp;Większe jest Miłosierdzie Moje aniżeli nędze twoje i świata całego. Kto zmierzył dobroć moją? Dla ciebie zstąpiłem z nieba na ziemię, dla ciebie pozwoliłem przybić się do krzyża, dla ciebie pozwoliłem otworzyć wł&oacute;cznią Najświętsze Serce Swoje i otworzyłem ci Źr&oacute;dło Miłosierdzia; przychodź i czerp łaski z tego Źr&oacute;dła naczyniem ufności. Uniżonego serca nigdy nie odrzucę, nędza twoja utonęła w przepaści Miłosierdzia Mojego. Czemuż byś miała przeprowadzać ze Mną [sp&oacute;r] o nędzę twoją. Zr&oacute;b mi przyjemność, że mi oddasz wszystkie swe biedy i całą nędzę, a Ja cię napełnię skarbami łask.</span></em></strong></span></p> <p>&nbsp;</p> <p><span>Dusza:&nbsp;<em><span>Zwyciężyłeś, o Panie kamienne serce moje dobrocią swoją; oto z ufnością i pokorą zbliżam się do trybunału miłosierdzia Twego, rozgrzesz mnie sam ręką zastępcy swego. O Panie, czuję, jak spłynęła łaska i pok&oacute;j w moją biedną duszę. Czuję, że mnie na wskroś ogarnęło Miłosierdzie Twoje, Panie. Więcej mi przebaczyłeś, aniżeli ośmielałam się spodziewać albo pomyśleć byłam zdolna. Dobroć Twoja przewyższyła wszystkie moje pragnienia. A teraz zapraszam Cię do serca swego, przejęta wdzięcznością za tyle łask. Błądziłam jak dziecię marnotrawne po manowcach, a Tyś mi nie przestawał być Ojcem. Pomnażaj we mnie Miłosierdzie Twoje, bo widzisz, jak słabą jestem.</span></em></span></p> <p>&nbsp;</p> <p><span><strong>Jezus:&nbsp;<em><span>Dziecię, nie m&oacute;w już o nędzy swojej, bo Ja już o niej nie pamiętam. Posłuchaj, dziecię moje, co ci pragnę powiedzieć: przytul się do Ran Moich i czerp ze Źr&oacute;dła Żywota wszystko, czegokolwiek serce twoje zapragnąć może. Pij pełnymi ustami ze Źr&oacute;dła Żywota, a nie ustaniesz w podr&oacute;ży. Patrz w blaski Miłosierdzia Mojego, a nie lękaj się nieprzyjaci&oacute;ł swego zbawienia. Wysławiaj Moje Miłosierdzie.</span></em></strong></span></p> <p>&nbsp;</p> <p><span>Z Dzienniczka św. Faustyny</span></p>
anonim2012.01.13 15:31
<p>Odniosłem wrażenie jakbym czytał kazanie. Wszystkie te prawdy są znane dzieciom kt&oacute;re chodziły choć trochę na religię. Nie wiem czemu miał służyć ten tekst? żeby zacytować cytaty?</p>
anonim2012.01.13 19:45
<p>z jednej strony przekleństwo i najgorsze z przekleństw -wieczne potępienie &nbsp;-z drugiej błogosławieństwo i wieczna szczęśliwość /// i szatan- oskarżycel - należący już do przeszłości </p>
anonim2012.01.13 20:25
<p>Świetny artykuł co do wywod&oacute;w moim zdaniem o wiele lepsze i głębsze sa wywody Jarosława Mosera niż Antek2003 ( drogi Antku pisałeś w jednym poscie cos o Kosciele Posoborowym ja to odebrałem&nbsp; w&nbsp; ujeciue pejoratywnym, przypominam ze kto nie akceptuje wizji Kościoła Posoborowego nie może w pełni nazywać sie katolikiem , i nie zapominaj ze najwiekszym atrybutem Boga jest Miłosierdzie a to nam objawiła św Faustyna Kowalska)Jeszcze raz gratuluje swietnego artykułu</p>
anonim2012.01.14 0:11
<p>@Surething. Słuszna uwaga. Świadomość tej sytuacji i złożoności kontekstu spowodowała, że nie brnąłem dalej w polemikę. Uważam bowiem, że problem jest jeszcze szerszy i wymaga cofnięcia się do roku 1870, kiedy to w procesie politycznego jednoczenia Włoch dawne Państwo Kościelne (utworzone tysiąc lat wcześniej na ziemiach podarowanych papieżowi przez kr&oacute;la Francji) zostało drastycznie zredukowane do 44 hektarowego azylu, kt&oacute;rym jest dzisiejsze państwo Watykan. Trwały wtedy obrady pierwszego Vaticanum. Pius IX ogłosił dekret o nieomylności papieża, gdy za oknami wojska włoskie czekały na rozkazy, co mają zrobić z biskupem Rzymu i całym kolegium kardynalskim. Ich los, podobnie jak los całego papiestwa, wisiał wtedy na włosku. To był dramatyczny koniec pewnej epoki. Nie chcę tu wnikać w meandry historii wieku XIX, ale był to okres zmasowanej propagandy antykościelnej i antyreligijnej &ndash; zwłaszcza marksistowskiej. Papiestwo ocalało, ale musiało na nowo określić swoją rolę w zmieniającym się gwałtownie świecie (rewolucja przemysłowa, rozw&oacute;j kapitalizmu, ruch robotniczy). Obrady pierwszego Vaticanum zostały zawieszone w roku 1870 i nigdy ich nie wznowiono. Świat katolicki stanął na wielkim zakręcie, stanął przed koniecznością zweryfikowania swoich dotychczasowych cel&oacute;w i metod działania, swojej roli społecznej, politycznej i religijnej, swojej historii naznaczonej coraz cięższymi kryzysami (od wielkiej schizmy wschodniej, przez niewolę awiniońską, schizmę papieży, reformację, rewolucje liberalne, aż po likwidację Patrimonium Sancti Petri). Znamienne jest to, że pierwsze encykliki po tamtym dramatycznym kryzysie dotyczyły kwestii robotniczej, a następnie praw człowieka (podniesionych przez antykatolickie rewolucje liberalne). I dopiero Sob&oacute;r Watykański II pozwolił katolikom ogarnąć tę nową sytuację i wyznaczyć nową perspektywę obecności Kościoła katolickiego w świecie wsp&oacute;łczesnym. Znamienne było też to, że podczas obrad Vaticanum II sięgnięto do konfliktu, kt&oacute;ry zapoczątkował ten wielowiekowy kryzys papiestwa, czyli do schizmy wschodniej, i uroczyście odwołano ekskomuniki, kt&oacute;rymi w 1054 obłożyli się nawzajem dostojnicy Rzymu i Konstantynopola. Ale jest to kolejny temat na osobne om&oacute;wienie. Pozdrawiam.</p>
anonim2012.01.14 0:58
<p>@JM Artykuł rzeczywiście ciekawy, aczkolwiek niekt&oacute;re niuanse wydają się dość dyskusyjne. Szczeg&oacute;lnie, że punkt widzenia buddyzmu nie ma wbrew pozorom zbyt wiele wsp&oacute;lnego z chrześcijańskim. W chrześcijaństwie gł&oacute;wnym punktem odniesienia w oczyszczeniu z grzech&oacute;w nie jest podświadomość i jakieś \"związki karmiczne\", ale B&oacute;g. Proszę zajrzeć do Pisma:&nbsp;\"Wtedy uczeni i faryzeusze zaczęli szemrać między sobą, m&oacute;wiąc: Kimże On jest, że pozwala sobie na takie bluźnierstwa? Kto może odpuszczać grzechy, jeśli nie sam B&oacute;g tylko?&nbsp;A Jezus, rozpoznawszy ich myśli, rzekł do nich: A c&oacute;ż to za myśli wypełniają wasze serca?&nbsp;Co jest łatwiej powiedzieć: Odpuszczają ci się grzechy twoje czy: Wstań i chodź?&nbsp;Nie zapominajcie jednak, że Syn Człowieczy ma na ziemi władzę odpuszczania grzech&oacute;w; do paralityka zaś powiedział: Rozkazuję ci: wstań, weź twe nosze i idź do domu.\"</p> <p>Łk 5,21-24 Chrześcijaństwo od samego początku odrzuca możliwość samozbawienia. Żadne nasze wysiłki i oczyszczanie nie jest wstanie zadouczynić Bogu w spos&oacute;b wystarczający. Wiara bez Boga nie ma sensu.</p> <p>&nbsp;</p>
anonim2012.01.14 12:45
<p>@Sodalitium Pianum. Wszystko racja, tylko przecież nie twierdzę w tamtym przypisie, iż chrześcijańskie i buddyjskie rozumienie grzechu jest identyczne, a jedynie \"bliskie\". Oczywiście kontekst chrześcijański (B&oacute;g) i buddyjski (automatyczne prawo karmy) są zupełnie inne.</p> <p>@Antek2003. Jeśli redakcja portalu zdecyduje się zamieścić m&oacute;j kolejny artykuł pt. \"Kontrrewolucja chrześcijańska\", będziemy mieli okazję kontynuować wymianę pogląd&oacute;w i wątpliwości, jeśli oczywiście zechcesz.</p> <p>Pozdrawiam wszystkich komentujących.</p> <p>&nbsp;</p>
anonim2012.01.14 18:03
<p>@Antek2003 Wybacz nie chcialem Cie zołowac czy nie pomoc Ci w dociekaniach prawdy,ale czytajac posty i Twoja dyskusje z J.Moserem nie potrafilem ocenic obu wypowiedzi a propo zbawienia moze to Ci pomoze w dociekaniach o zbawieniu&nbsp;<a href=\"http://teologia.pl/m_k/zag05-03.htm\">http://teologia.pl/m_k/zag05-03.htm</a>&nbsp;( wietny tekst całosciowo traktujacy zbawienie) a to co najważniejsze <p \" : \'Times New Roman\'; background-color: #c0c0c0; font-size: medium;\"><strong><a name=\"3\">3</a>. Kto, według Soboru Watykańskiego II, jest przyporządkowany do ludu Bożego?</strong>&nbsp;KK 16</p> <p \" : \'Times New Roman\'; background-color: #c0c0c0; font-size: medium;\">Trzecia grupa związana w jakiś spos&oacute;b z Kościołem ustanowionym przez Chrystusa - to tzw. przyporządkowani do ludu Bożego. Grupę tę stanowią ci, kt&oacute;rzy nie są ochrzczeni. Oto, co Sob&oacute;r Watykański II m&oacute;wi na ich temat:</p> <p \" : \'Times New Roman\'; background-color: #c0c0c0; font-size: medium;\">&bdquo;Ci wreszcie, kt&oacute;rzy jeszcze nie przyjęli Ewangelii, w rozmaity spos&oacute;b przyporządkowani są do Ludu Bożego. Przede wszystkim więc nar&oacute;d, kt&oacute;ry pierwszy otrzymał przymierze i obietnice i z kt&oacute;rego narodził się Chrystus wedle ciała (por. Rz 9,4-5), lud dzięki wybraniu szczeg&oacute;lnie umiłowany ze względu na przodk&oacute;w, albowiem B&oacute;g nie żałuje dar&oacute;w i wezwania (por. Rz 11,28-29).</p> <p \" : \'Times New Roman\'; background-color: #c0c0c0; font-size: medium;\">Ale plan zbawienia obejmuje także i tych, kt&oacute;rzy uznają Stworzyciela, wśr&oacute;d nich zaś w pierwszym rzędzie muzułman&oacute;w; oni bowiem wyznając, iż zachowują wiarę Abrahama, czczą wraz z nami Boga jedynego i miłosiernego, kt&oacute;ry sądzić będzie ludzi w dzień ostateczny.</p> <p \" : \'Times New Roman\'; background-color: #c0c0c0; font-size: medium;\">Także od innych, kt&oacute;rzy szukają nieznanego Boga po omacku i wśr&oacute;d cielesnych wyobrażeń. B&oacute;g sam r&oacute;wnież nie jest daleko, skoro wszystkim daje życie, tchnienie i wszystko (por. Dz 17,25-28), a Zbawiciel chciał, aby wszyscy ludzie byli zbawieni (por. 1 Tm 2,4). Ci bowiem, kt&oacute;rzy bez własnej winy, nie znając Ewangelii Chrystusowej i Kościoła Chrystusowego, szczerym sercem jednak szukają Boga i wolę Jego przez nakaz sumienia poznaną starają się pod wpływem łaski pełnić czynem, mogą osiągnąć wieczne zbawienie.</p> <span \"background-color: #c0c0c0; : \'Times New Roman\'; font-size: medium;\">Nie odmawia też Opatrzność Boża koniecznej do zbawienia pomocy takim, kt&oacute;rzy bez własnej winy w og&oacute;le nie doszli jeszcze do wyraźnego poznania Boga, a usiłują, nie bez łaski Bożej, wieść uczciwe życie. Cokolwiek bowiem znajduje się w nich z dobra i prawdy. Kości&oacute;ł traktuje jako przygotowanie do Ewangelii i jako dane im przez Tego, kt&oacute;ry każdego człowieka oświeca, aby ostatecznie posiadł życie&rdquo;</span>&nbsp;K.dr M.Kaszowki</p>