Joe Biden a porozumienie paryskie. Czy USA skorzystają czy stracą? - zdjęcie
13.07.21, 21:34fot. yt/c span

Joe Biden a porozumienie paryskie. Czy USA skorzystają czy stracą?

4

Pierwszą decyzją Joe Bidena po wprowadzeniu się do Białego Domu było uchylenie decyzji prezydenta Trumpa o wycofaniu się z porozumienia paryskiego. Miało to zapowiadać nowy rozdział w polityce klimatycznej, ale czy rzeczywiście tak się stało? Aby świat zaufał jego nowemu spojrzeniu na politykę klimatyczną, w najbliższym czasie prezydent Biden będzie musiał działać zgodnie ze swoimi obietnicami, podejmując odważne decyzje.

W swoim przemówieniu do Kongresu USA w dniu 28 kwietnia 2021 r., Joe Biden podkreślił integralną rolę, jaką polityka klimatyczna ma odegrać podczas jego kadencji. Jak powiedział – „zbyt długo nie używaliśmy najważniejszego stwierdzenia, jeśli chodzi o walkę z kryzysem klimatycznym. Miejsca pracy. Miejsca pracy. Kiedy myślę o zmianach klimatycznych, to myślę właśnie o miejscach pracy”. Ten ambitny krok w kierunku transformacji sektora energetycznego i transportowego idzie w parze z osiągnięciami Bidena w ciągu pierwszych 100 dni urzędowania – jego pierwszą decyzją w roli prezydenta było ponowne włączenie USA do porozumienia paryskiego (Paris Agreement), inicjatywy ustanowionej w 2016 r. celem zahamowania wzrostu emisji dwutlenku węgla oraz ograniczenia globalnego ocieplenia do wartości poniżej 2°C.

Administracja Donalda Trumpa, znana ze sceptycyzmu klimatycznego i braku reform w kierunku bardziej zrównoważonych praktyk, doprowadziła do wycofania się USA z ww. porozumienia w 2017 r., twierdząc, że ma ono szkodliwy wpływ na rozwój amerykańskiej gospodarki. Przemówienie Bidena sugeruje, że choć podziela on wolę Trumpa, aby tworzyć nowe miejsca pracy i rozwijać gospodarkę, to chce on czynić to poprzez rozwój w kierunku bardziej zrównoważonych źródeł energii, a także tworzenie bardziej przyjaznych dla środowiska środków transportu. Jest to również widoczne w przedstawionej przez niego w marcu propozycji dot. infrastruktury, opiewającej na 2 biliony dolarów.

Ten bezprecedensowy nacisk na walkę ze zmianami klimatycznymi może zapowiadać powrót Stanów Zjednoczonych do roli lidera współpracy międzynarodowej na rzecz osiągnięcia celów zawartych w porozumieniu paryskim. W związku ze zbliżającą się konferencją COP26 w Glasgow, zaplanowaną na 1-12 listopada 2021 br., do międzynarodowej debaty powraca temat wkładów ustalonych na poziomie krajowym („Nationally Declared Commitments” lub „NDCs”), a wielu zwolenników reformy postrzega Bidena jako lidera rozmów.
Nadzieja ta jest tym większa, że obecnie sukces porozumienia nie jest jednoznaczny. Podczas gdy wszystkie strony w dalszym ciągu tworzą i przedkładają krajowe plany działania (KPD) w dziedzinie klimatu dla każdego z etapów reformy, zaplanowanych w porozumieniu, niektóre państwa nie przestrzegają tych celów w pełni – dotyczy to m.in. Chin, Stanów Zjednoczonych czy Australii. Jest to szczególnie niepokojące, biorąc pod uwagę fakt, że pierwsze dwa z ww. państw odpowiadały za ponad 45% całkowitej światowej emisji CO2 w 2018 roku. Prezydent Xi Jinping nigdy nie był skłonny do składania zobowiązań dotyczących KPD Chin. Jednak, w związku ze zreformowanym stanowiskiem Bidena, przyjął on zaproszenie prezydenta na szczyt przywódców w sprawie klimatu (22 kwietnia br.), gdzie podkreślił znaczenie harmonijnej współpracy i międzynarodowej walki o zielony rozwój. Słowa te, skierowane do 38 przywódców państw będących stronami porozumienia paryskiego, mogą być sygnałem odwilży w międzynarodowym zaangażowaniu w realizację celów zawartych w porozumieniu.
Ta pozornie optymistyczna perspektywa, wywołana reformatorską postawą Bidena, nie pozostaje jednak bez krytyki. Podczas wystąpienia w Kongresie USA w kwietniu br., Greta Thunberg, aktywistka klimatyczna i założycielka ruchu „Youth Climate Strike”, była bardzo sceptycznie nastawiona wobec ambicji klimatycznych Bidena. „Ani przez sekundę nie uwierzyłam, że faktycznie można to zrobić” – skomentowała. „Myślisz, że jak długo jeszcze ludziom u władzy, takim jak ty, ujdzie to na sucho? Jak długo jeszcze będziesz ignorować kryzys klimatyczny, globalny wymiar słuszności i historyczne emisje, nie ponosząc odpowiedzialności?”
Podobne, równie sceptyczne opinie pojawiły się także w Kongresie USA. Chociaż wielu jego reprezentantów ocenia plan jako krok w dobrą stronę i pochwala jego ukierunkowanie na wprowadzenie bardziej zrównoważonych środków, niektóre grupy ubolewają nad skalą wydatków przewidzianych w planie Są to przede wszystkim przedstawiciele postępowej frakcji Partii Demokratycznej. „Jego wielkość jest rozczarowująca. To za mało.” – skomentowała Alexandria Ocasio-Cortez, reprezentantka 14. okręgu kongresowego Nowego Jorku. Varshini Prakash, dyrektor wykonawczy ruchu „Sunrise Movement”, również uznała, że przewidziane środki finansowe są zdecydowanie zbyt małe, aby mogły przynieść znaczące zmiany.

Krytyka porozumienia paryskiego, zarówno w momencie jego powstawania w 2016 roku, jak i w trakcie jego rozwoju, przypomina komentarze dotyczące planu Bidena. Choć zrewolucjonizowało ono obszar współpracy międzynarodowej przeciwko zmianom klimatu dzięki prawnie wiążącym celom, KPD największych trucicieli zostały ustalone na poziomach, które nie spełniają ogólnego celu porozumienia. Nieambitne KPD poważnie ograniczają jego wpływ i sprawiają, że aktywiści klimatyczni, tacy jak wspomniana już Greta Thunberg, są wobec niego sceptyczni. Równie kontrowersyjne podejście, widoczne w innych działaniach w zakresie ramowej konwencji Narodów Zjednoczonych w sprawie zmian klimatu (UNFCCC), takich jak podpisany w 1997 r. Protokół z Kioto, można uzasadnić brakiem zdecydowanego przywództwa wśród sygnatariuszy.

Rola USA jako lidera współpracy międzynarodowej w zakresie zmian klimatu zawsze była związana z polityką wewnętrzną; Protokół z Kioto podpisał Bill Clinton (partia Demokratyczna), jednak jego następca, George W. Bush, nie ratyfikował tej decyzji, ograniczając jej wpływ. Równie ambitne plany związane z podpisaniem porozumienia paryskiego przez administracje Obamy zostały szybko zniweczone przez wycofanie się Donalda Trumpa z porozumienia w kolejnym roku. Jednak nigdy wcześniej reforma klimatyczna nie znajdowała się tak wysoko na prezydenckiej agendzie, a żaden inny prezydent tak wyraźnie nie podkreślał znaczenia ruchu w kierunku bardziej zrównoważonej przyszłości.

Czy zatem Joe Biden przejmie rolę lidera pośród narodów będących stronami porozumienia paryskiego i UNFCCC? Jego zaproszenie na szczyt przywódców w sprawie klimatu wystosowane do przedstawicieli 40 państw oraz starania o ponowne włączenie Stanów Zjednoczonych do porozumienia mogą sugerować, że międzynarodowe wpływy Joe Bidena mogą wywrzeć presję na największych światowych trucicielach, aby podjęli ambitniejsze KPD i przystąpili do innych międzynarodowych programów, które mają na celu redukcję śladu węglowego na świecie. Wiedząc, że transformacja gospodarki Stanów Zjednoczonych jest niezbędna do wywarcia tej presji, plan Bidena stanowi największy w historii tego kraju wydatek na zrównoważoną infrastrukturę.

Wystąpienie Bidena w Kongresie symbolizuje wysiłek, jaki podjął w walce ze zmianami klimatu w ciągu pierwszych 100 dni swojej prezydentury. Przedstawił on ambitne plany i śmiałe wnioski dotyczące połączenia zrównoważonego rozwoju oraz większej liczby Amerykanów wchodzących w skład siły roboczej. Jednak głosy krytyki bardziej reformatorskich frakcji oznaczają, że aby przekonać Kongres i cały świat o konieczności walki ze zmianami klimatu, Biden będzie musiał w najbliższym czasie postępować zgodnie z tymi planami.

Autor: Kacper Nowak
Były uczeń Dulwich College, w październiku 2021 roku rozpocznie naukę na kierunku Human, Social and Political Studies na Uniwersytecie Cambridge. Pasjonat polityki i stosunków międzynarodowych, w szczególności tych związanych z ekonomią i zmianami klimatycznymi. Obecnie odbywa staż na stanowisku Policy Analyst w Warsaw Institute.

 

Artykuł pierwotnie ukazał się na stronie think tanku Warsaw Institute.
[CZYTAJ TEN ARTYKUŁ]

Komentarze (4):

Anonim2021.07.14 6:09
joe Biden przejmie rolę lidera skleroznikow w usa...#2lupiezalica pelosi...
Anonim2021.07.14 6:30
Trump to mlodzieniaszek polaczek wypowiedzil sie i poznalismy jego lub jej zakres myslowy.
int2021.07.13 23:18
Dziadzio Bida nie ma nic do powiedzenia. On jest po prostu lewackim cynglem. Poza tym śmich mnie ogarnia, jak media bardzo poważnie piszą o polityce klimatycznej. Tego się nie da komentować. W Niemczech do tej pory stoją przy drogach zielone krzyże na znak protestu przeciwko ograniczeniu pogłowia bydła rogatego. Stworzenia tak napierdziały, że się średnia temperatura globalna o 5 stopni podwyższyła(?!) Nieważne, że jeden wyziew Etny jest równoważny rocznemu, globalnemu pierdnięciu bydła.
Anonim2021.07.14 6:28
typowy polak - nie umie myslec perspektywicznie. Etnysie nie da kontrolowac, a ona nie wybucha co roku, ale to, co ludzie tworza, wytwarzaja, czynia lub nie da sie kontrolowac. Oczywiscie, nie z pomoca takich polakow, jak ty.