Jak fałszywy mesjasz Jakub Frank chciał zniszczyć Polskę - zdjęcie
20.07.17, 13:05

Jak fałszywy mesjasz Jakub Frank chciał zniszczyć Polskę

W młodości mojej tak było żywe przyrodzenie moje, że gdy raz jeden młodzieniec chciał wejść na drzewo, podstawiłem mu je stojące i wlazł po nim. A gdym szedł między panny, musiałem je przywiązywać, bo bez tego to by na wylot przebiło moje suknie. Także w najzimniejszej wodzie zawsze stało.
(Jakub Frank, Księga Słów Pańskich, fragment 579)

W Iwaniu mówił Pan: kiedy psy między sobą ujadają, chociaż kto przyjdzie między nich i kijem je tłucze, to one nic nie zważają na to i dalej się gryzą. Tak musi być krwi przelewanie na świecie nadzwyczajne i podczas tego samego zamieszania dopiero odbierzemy zgubę naszą, za którą się teraz uganiamy.
Podobnie gdy woda mętna, wtenczas dobre ryby łowić, tak też gdy się świat krwią zaleje, wtenczas będziemy mogli ułowić rzecz, która się nam należy.
(Jakub Frank, Księga Słów Pańskich, fragment 56)

W Iwaniu widziały u mnie kobiety trzy przyrodzenia i nie rozumiały do jakiej dobrej rzeczy ja je postawiłem i dotąd nie mogę tego odkryć. Gdybym wam to odkrył, to by się wasze dusze nie utrzymały w ciele waszym.
(Jakub Frank, Księga Stów Pańskich, fragment 116)

Gdybyśmy tak jechali po Warszawie, to wszystko by złoto i srebro upadało, a cała Warszawa by to zbierała sobie. Ty byś krzyczał wielkim głosem: Niech król żyje! a wszyscy panowie i ludzie też by krzyczeli: Oto król nasz! Króla zaś swego wrzuciliby do Wisły. My zaś usiedlibyśmy na krześle królewskim.
(Jakub Frank, Księga Słów Pańskich, fragment 1118)

Gdyby mi dawano wszystkie kraje, kosztownemi kamieniami napełnione, nie wyszedłbym z Polski, bo to jest sukcesja Boga i sukcesja ojców naszych.
(Jakub Frank, Księga Słów Pańskich, fragment 904)

Kontrtalmudyści

Najbardziej znanym spośród fałszywych mesjaszy żydowskich był bez wątpienia Sabataj Cwi, za którym w XVII stuleciu opowiedziała się większość światowego żydostwa. Misja Sabataja zakończyła się klęską, a on sam zmuszony został do przejścia na islam. Dla najbardziej zagorzałych sabataistów nie stanowiło to jednak problemu. Po pierwsze, kabała, która była podstawą sabataizmu, nauczała, że mesjasz musi pozbierać iskierki boskiego światła rozproszone w ciemnościach stworzenia, tak więc konwersja Sabataja była konieczna, aby zebrać owe iskry ze świata islamu. Po drugie: w tradycji żydowskiej żywa była idea dwóch mesjaszy: pierwszego - cierpiącego, ponoszącego klęskę, Mesjasza syna Józefa i drugiego - triumfującego, ścielącego wrogów u swych stóp, Mesjasza syna Dawida.

Ta ostatnia koncepcja spowodowała, że kwestią czasu stało się pojawienie nowego mesjasza, który ogłosiłby się następcą i kontynuatorem Sabataja Cwi.

Człowiekiem takim okazał się Jakub Frank (1720-1791), przejawiający najbardziej aktywną działalność na Podolu. Przekazanie przez Polskę na 27 lat województwa podolskiego Turcji w roku 1672 spowodowało, że gminy żydowskie na tych ziemiach znalazły się pod silnym oddziaływaniem duchowym sabataistów, których głównym ośrodkiem były Saloniki. To właśnie w tym mieście Frank próbował na początku ogłosić się mesjaszem, nie uzyskał jednak akceptacji najbardziej wpływowych sabataistów. Zmuszony do opuszczenia Salonik, z grupą swoich wyznawców, powrócił do Polski, gdzie w roku 1754 objawił się jako nowy mesjasz - drugie wcielenie Sabataja Cwi.

Frank, który postulował całkowite odrzucenie Talmudu na korzyść Zoharu, bardzo szybko zdobył sobie rzesze wiernych nie tylko w Rzeczpospolitej, lecz również na Węgrzech, w Czechach czy w Niemczech. Zdołał też zgromadzić wokół siebie znanych rabinów oddanych kabalistyce. Należeli do nich m.in. rabin Nadworny - Jehuda Leb Krysa, rabin Buska - Nachman Ben-Samuel Lewi czy rabin Rohatyna - Eliza Szor. Wzburzyło to innych rabinów, zaniepokojonych triumfem podejrzanego ezoteryzmu, upadkiem autorytetu Talmudu i zerwaniem z tradycją halachiczną. Jak pisze żydowski historyk Heinrich Graetz, „Przerażenie ogarnęło pobożnych. Rabini i przełożeni zastosowali natychmiast zwykłe środki przeciw gwałcicielom: klątwy i prześladowania. Na skrytych heretyków urządzono obławę." Gminy żydowskie wydały oficjalny zakaz studiowania kabały oraz pism mistycznych przed ukończeniem trzydziestego roku życia.

Jeden z najwybitniejszych żydowskich umysłów tamtej epoki, Jakub Emden z Portugalii, do którego po radę zwrócili się talmudyści z Polski, stanowczo doradzał prześladować frankistów oraz dowodził, że Zohar jest fałszerstwem. Nie odebrało to jednak rosnących wpływów zwolennikom Jakuba Franka.

Spór o „rząd dusz", jaki rozgorzał między frankistami a talmudystami, spowodował, że obie strony zwróciły się o arbitraż do władzy kościelnej, zawieszając tym samym własną autonomię religijną.  Publiczna dysputa rabinów z frankistami odbyła się 20 czerwca 1757 roku przed sądem konsystorskim w Kamieńcu Podolskim. Jej podstawą były główne dogmaty wiary przedstawione przez Franka. Sąd uznał , że bliższa objawieniu chrześcijańskiemu jest zakorzeniona w Zoharze nauka frankistowska aniżeli Talmud, który nakazano publicznie spalić jako „pełny łgarstw i bluźnierstw". Jak to ujął Graetz, „stos dla Talmudu podpaliła Kabała".

Zwycięstwo w dyspucie publicznej nie zmieniło jednak wiele w położeniu frankistów, którzy nadal w łonie społeczności żydowskiej zacięcie atakowani byli przez zwolenników tradycji rabinicznej. Frankiści postanowili więc rozprawić się z żydowskimi ortodoksami w inny sposób. W roku 1759 oskar­żyli ich publicznie o rytualne mordy na chrześcijanach: „talmudyści przelewają więcej niewinnej krwi chrześcijańskiej niż poganie". Główną winę za to ponosi Talmud, który „uczy krwi chrześcijańskiej potrzebować". Poza tym - głosili owi frankistowscy rabini w chałatach, co musiało wywrzeć duż e wra­żenie na chrześcijanach - „talmudyści-karczmarze rozpijają chłopów, wysysają krew biednych chrześcijan i obdzierają ich do ostatniej koszuli".

Z tymi oskarżeniami znów zwrócili się do hierarchii kościelnej z prośbą o ponowny arbitraż. Arcybiskup lwowski Konstanty Łubieński zgodził się na kolejną dysputę rabinów z frankistami (odbyła się w czerwcu 1759 we Lwowie) - pod jednym wszakże warunkiem: że ci ostatni przyjmą wcześniej chrzest. Tak też się stało. Tysiące Żydów przeszło na katolicyzm, wśród nich sam Jakub Frank, którego ojcem chrzestnym został król August III Sas.

O ile Kościół był w stanie tolerować sektę wewnątrz judaizmu, o tyle - po przejściu Franka i jego zwolenników na katolicyzm - nie mógł sobie pozwolić na podobne pobłażanie wobec sekty wewnątrz chrześcijaństwa. Dlatego w roku 1760 sąd kościelny w Warszawie skazał Franka na bezterminowe odosobnienie w klasztorze jasnogórskim. Przebywał on tam przez 13 lat, do czasu uwolnienia przez wojska rosyjskie. Później przeniósł się do Brna na Morawach, a następnie do Offenbach w Niemczech, gdzie zmar ł w 1790 roku.

[koniec_strony]

Polska - Ziemia Obiecana

W swoich naukach Frank precyzuje dwa cele swej mesjańskiej misji - opanowanie świata i zbawienie świata. Ostateczne wyzwolenie duchowe ma bowiem zostać poprzedzone przez wyzwolenie doczesne. Zależność między tymi procesami była jednak odwrotna niż w koncepcjach poprzednich pretendentów do roli mesjasza. Ci ostatni utrzymywali, że ziemskie wyzwolenie będzie wynikiem duchowej przemiany świata. Frank uważał zaś, że dopiero ziemskie panowanie mesjańskie stworzy warunki dla zbawienia świata: „my najpierw naprawimy sferę dolną, a później i górną potrafimy".

Na tle innych fałszywych mesjaszy nauka Franka była o tyle nietypowa, że nie zakładała ona powrotu do Ziemi Świętej, lecz budowę państwa żydowskiego na terenie Rzeczpospolitej, gdyż „grunt podniesienia jest w Polsce". Sam Jakub Frank tak opisywał swoje powołanie: „Gdym leżał chory, pokazał mi się piękny człowiek z brodą, a kiedym oczy otworzył, to mi się w nich rozświeciło. Rzekł do mnie ów człowiek: Pójdziesz ty do Polski! Jam nic nie odpowiedział, tylkom się odwrócił twarzą na drugą stronę, ku ścianie, ale i tam znowu, przy ścianie, widziałem tegoż samego człowieka i bardzom się zaląkł. On zaś wziąwszy mnie za rękę, tam gdzie puls macają, rzekł mi dwa razy te słowa: wstań! Jam się porwał i na drugą stronę, ku izbie, przewróciłem się i obaczyłem tegoż samego człowieka stojącego nagiego, z rękoma na krzyżu rozcią­ gniętymi w wielkim świetle, z ranami w boku, rękach i nogach. Obaczywszy go porwa­łem się z łóżka i padłem na kolana przed nim, a on mi tak mówił: posłałem dwa razy po ciebie Eliasza, a tyś nie chciał go słuchać. Otóż teraz sam do ciebie przyszedłem. Nie bój się. Pójdziesz do Polski. A jam odpowiedział: a jak pójdę do Polski, kiedy języka nie rozumiem, ma m fortunę w tym kraju, ma m żonę młodą, która ze mn ą nie będzie chciała iść? Odpowiedział na to: idź ty wprzódy, a ona potem pójdzie, a choć będziesz różnie prześladowany, nie bój się nic, miej ufność we mnie. Kiedy ci będzie ciężko, będziesz widział przed sobą Eliasza. To powiedziawszy Pan Jezus zniknął."

Frank stanowczo odrzucał ideę powrotu Narodu Wybranego do Palestyny: „Jerozolima i Tempel więcej zbudowanymi nie będą". W swej Księdze Słów Pań­skich podkreślał: „gdyby mi dawano wszystkie kraje, kosztownemi kamieniami napełnione, nie wyszedłbym z Polski, bo to jest sukcesja Boga i sukcesja ojców naszych". Już na wygnaniu w Brnie mówił swoim wyznawcom: „Musiałem też wyjść z Warszawy do innej bramy, do innego kraju i musiałem odstąpić od sukcesji Boga. Wszakżeście ode mnie słyszeli szczególnie: Pójdziemy na Polskę. W tym kraju jest wielka rzecz do deptania i ja depczę dotąd."

Jak się wydaje, swoje nadzieje na budowę państwa izraelskiego na terytorium Rzeczpospolitej wiązał Frank z liczebnością społeczności wyznania mojżeszowego oraz z samorządowymi instytucjami żydowskimi, które w porównaniu z innymi krajami Europy były tu bardziej rozbudowane i cieszyły się największą autonomią. Liczył, że dzięki wsparciu hierarchii katolickiej władza państwowa odda mu zwierzchnictwo nad autonomiczną społeczno­ścią Żydów polskich. Kiedy się to nie udało, zażądał od króla, by wydzielono mu na kresach, przy granicy z Turcją, niewielkie terytorium, na którym zbudowałby swoje państwo. Obiecał ściągnąć tam Żydów z całej Europy i nawrócić ich na chrześcijaństwo. Kiedy przeciw tej propozycji zaprotestowali kresowi magnaci, oferta Franka stała się skromniejsza - chciał już tylko czterech miasteczek na Podolu. Nie uzyskał nawet tego.

Jak twierdzi Jan Doktór w swej pracy o Jakubie Franku, fałszywy mesjasz planował przejąć władzę od polskich panów: „królestwem mesjańskim byłaby wówczas cała Polska pod władzą Franka i jego wyznawców". Świadczyć o tym mogą niektóre fragmenty z Księgi Stów Pańskich (częściowo cytowane na wstę­pie niniejszego tekstu): „Gdybyście wy w całości byli, to bym ja był królem polskim, a wy byście byli 12-stoma panami, na których bogactwa wszyscy królowie by się zadziwili"; „Gdy pójdę do Polski, wtenczas będę rękę moją rozpo­ścierał nad wszem. Wtenczas powiem: Ja to jestem Ezaw, starszy od ciebie."

Frank odwołuje się tu do starej kabalistycznej koncepcji, w myśl której trwa konflikt o dziedzictwo duchowe i prawdziwe Boże błogosławieństwo między dwoma siłami, symbolizowanymi przez biblijne postaci Jakuba i Ezawa. Według Zoharu, potomstwem Jakuba byli Izraelici, zaś Ezawa - chrześcijanie. W Księdze Rodzaju Jakub przebiera się za Ezawa, narzuca na siebie koźle skó­ry, i w ten sposób oszukuje swojego ojca Izaaka, który nieświadom niczego zamiast Ezawowi przekazuje błogosławieństwo Jakubowi. Frankiści utrzymywali, że wydarzenia te nie dotyczą zamierzchłej przeszłości, lecz czasów przyszłych. W ten sposób tłumaczył swoje przyjęcie chrztu sam Frank: „Wszakżem wam mówił, że mesjasz musi wejść w Ezawa, prawie w niego wejść, tak jak stoi: poszedł do Cheronny. Wyszedł, aby poszedł do Cheronny, ale nie poszedł."

Jak pisze Jan Doktór, „«wejście w Ezawa», czyli apostazja, nie oznacza prawdziwego wejścia do panującego chrześcijaństwa, gdyż równałoby się to uznaniu status quo (...) Dla Franka jest ona tylko narzędziem podstępnego wydziedziczenia Ezawa, «założeniem skór koźlęcych», przy pomocy których Jakub odbierze błogosławieństwo czyli władzę." Tak mówi ł Frank do swych wyznawców o Ezawie (czyli chrześcijanach): „Kiedy zaś zdybiesz go, potrą­cisz z miejsca, w którym stoi, na to miejsce, gdzie ty staniesz, i ty odziedziczysz jego miejsce, a on stanie na twoim".
W Księdze Słów Pańskich Frank twierdził, że to, czego nie zdołał dokonać biblijny Jakub, uda się jemu - „prawdziwemu Jakubowi": „Jakub nie okołował i nie szedł z mądrością, bo uciekł od Labana, nie odebrał przeto Ezawowi władzy. Ale my okołujemy i mądrze pójdziemy, bo wszyscy się zbiorą na wojnę, wówczas wyjdzie moc straszna od Boga, iż cały świat zatrzęsie się, a królowie mocą mądrości i słodkiemi słowy w nasze ręce wpadną i złożą korony swoje."

Trójca i krzyż

Jeśli takie były rzeczywiście plany Franka, to jak to się stało, że sąd kościelny przyznał rację jego wyznawcom, uznając nauki kabalistów za bliższe chrześcijaństwu niż Talmud? Frankiści przedstawili 2 sierpnia 1756 roku w urzędzie konsystorskim w Kamieńcu Podolskim dziewięć tez swojej wiary. Niemal wszystkie z nich mogły zostać z powodzeniem zaakceptowane przez Kościół katolicki. Rzecz jednak w tym, że Frank podstawiał pod ich treść zupełnie inne znaczenie. Podobnie było z siedmioma tezami przedstawionymi przez frankistów dwa lata później w konsystorzu lwowskim. Weź­my np. punk t piąty: „Krzyż święty jest wyobrażeniem Trójcy Przenajświętszej i znak Mesjasza". Jak rozumieli Krzyż i Trójcę frankiści?

Otóż pierwsza litera hebrajskiego alfabetu, alef, ma kształt lekko pochylonego krzyża. Tora zaczyna się jednak nie od pierwszej, lecz od drugiej litery alfabetu - beth. Tak więc alef - czyli krzyż - oznacza pierwszeństwo Ezawa, które powinno być zdetronizowane przez beth, czyli pierwszeństwo potwierdzone Pismem Świętym. Jak głosił w Księdze Słów Pańskich Jakub Frank, „Wszak alef dano Ezawowi, tak jak się między prawowiernikami z dawna błą­kało to słowo, że krzyż ukradziony i znajduje się u Ezawa (...) Ezaw zaś, że wprzódy wyszedł, to mu wprzódy dano ten alef, a Biblia zaczyna się od beth. Jakub trzymał się pięty Ezawa, to oznacza, że na końcu on odbierze."

Celem przejścia Franka na chrześcijaństwo jest więc - jak pisze Jan Doktór - „odebranie od Ezawa «ukradzionego krzyża, czyli symbolu panowania, alef, a narzucenie mu podległości, którą symbolizuje litera beth. W świetle obrazu odwróconego świata oczywistym wydawało się, że chrześcijanie zajmą miejsce żydów, i przejmą od nich wraz z literą beth Mojżeszowe Prawo, uznane przez Franka za niezwykle skuteczne narzędzie zniewolenia, zaś żydzi (ci oczywiście, co pójdą za Frankiem) przejmą bogactwa i przywileje polskich panów."

Także frankistowska koncepcja Trójcy Świętej, przejęta od sabataistów, różniła się od chrześcijańskiej. Składały się na nią „trzy węzły wiary": Stwórca, Bóg Izraela i Szechina. Według kabalistów, na skutek katastrofy kosmicznej jedność Trójcy została rozbita. Może przywrócić ją tylko Mesjasz, który dokona zaślubin z Szechiną. Wówczas zlikwidowane zostanie pęknięcie między Bogiem i Jego ludem. Sabataj Cwi wierzył, że Szechina - czyli żeński element Boga - zamieszkała w Piśmie Świętym, dlatego jednym z ważniejszych momentów jego misji były mistyczne zaślubiny z Torą. Frankiści w swoich pismach na przemian używali określeń Szechina i „Panna". Kiedy Frank uwięziony został na Jasnej Górze, oświadczył: „Panna jest w Częstochowie i to schowana w portrecie". Tak więc, utożsamiając Szechinc z jasnogórskim obrazem Matki Boskiej, nawet swoje przymusowe zamknięcie w paulińskim klasztorze potrafił Frank przedstawić jako logiczny warunek własnej misji. „O Częstochowie mówi Pan: miejsce to ugruntowane jest od początku świata, by stamtąd zdjąć ten kamień od tej studni - nauczał Frank - Ja was stawiłem za braci, abyście byli pomocnikami zdjąć ten kamień (...) i przez to moglibyście przystąpić do żywota wiecznego."

Powoływał się przy tym na fragment Talmudu, w którym rabbi Jehoszua ben Levi pyta proroka Eliasza, kiedy zjawi się Mesjasz. W odpowiedzi słyszy, że może o to sam zapytać Mesjasza, który „znajduje się u bram Rzymu. Jest tam pośród sprawiedliwych, którzy cierpią, jest tam pośród żebraków okrytych ranami". Frank interpretował ów fragment następująco: „Mówili przodkowie wasi: Ki moschach ben Josef beture de Rome - mesjasz siedzi we wrotach rzymskich, zawiązuje i rozwiązuje (...) Ja to jestem ten, co wiąże i rozwiązuje, jak własnemi widzicie oczyma". „Bo z dawna wiecie, że Częstochowa nazywa się Bramą Rzymską, a ja tam zostawałem w wielkiej ciemności."

We wspomnianej wyżej kabalistycznej koncepcji Trójcy istnieje wyraźne rozróżnienie między Stwórcą a Bogiem Izraela. Jak twierdzili frankiści, „Świat, tewel, nie jest stworzony przez samego Boga Dobrego. Takoż Adam nie był stworzony od Boga, bo gdyby Adam i świat byli stworzeni od Boga Żywego, to by świat istniał na wieki i Adam żyłby wiecznie. Tylko dlatego, że oni nie są od Dobrego Boga, to każdy człowiek musi umierać a świat się nie utrzymuje." Według ich nauk, Bóg jako pierwsza zasada, En-Sof, Cyrkuł wszech Cyrkułów, nie ma bezpośredniego wpływu na świat materialny. Ta koncepcja, charakterystyczna dla różnego rodzaju ruchów gnostyckich, dokonujących rozróżnienia między złym Demiurgiem a dobrym Zbawicielem, uznawała więc skażenie wszelkiego stworzenia jako wynik niedoskonałości samego aktu kreacji. Efektem takiego rozumowani a było przyjęcie, że Mesjasz, zanim proklamuje swoje królestwo, musi zniszczyć zastany porządek.

Tak więc Frank głosił: „Pierwszy człowiek Adam wszędzie, w każdym miejscu co deptał, to się budowało miasto, lecz ja gdzie tylko deptać będę, wszystko zniszczone zostanie. Bo ja tylko dlatego przyszedłem, aby wszystko zepsute zostało." „Muszę ja to wszystko zniszczyć, co jest czarno na bia­łym i wygluzować ze szczętem. Wówczas odkryje się Bóg dobry."

[koniec_strony]

Prostytucja sakralna

Jedną z oznak nadejścia czasów mesjańskich było, zdaniem kabalistów, wygaśnięcie Prawa nadanego przodkom na Synaju. Ponieważ mesjasz ma przynieść nowe przymierze, przestaje obowiązywać stare. Dlatego też wszyscy samozwańczy mesjasze ostentacyjnie naruszali przykazania Tory, aby w ten sposób legitymizować swą misję. Popełniali maasim zarim: wymawiali głośno niewymawialne imię Jahwe, jedli niekoszerne mięso, łamali tabu seksualne.
To ostatnie nabrało szczególnego znaczenia w działalności Franka, który utrzymywał nawet, że ma pięć fallusów. 
Prostytucja sakralna frankistów sprawiła, że historycy żydowscy uważali ich za „ruch o wstrętnym charakterze" (Heinrich Graetz), „nihilistów moralnych" (Gerszom Szolem).

Zachowało się wiele świadectw, przede wszystkim frankistowskich, opisujących praktyki seksualne z udziałem samego mistrza. Aby podkreślić mistyczny, a nie intymny charakter tych czynności, Frank bardzo często współżył z wybraną przez siebie kobietą publicznie („w izdebce wśród białego dnia, w obecności wszech przytomnych"). Ponieważ zawsze otaczał go fraucymer wyznawczyń, gotowych do wszelkich poświęceń, często zmieniały się owe „panny", z którymi połączenia seksualne antycypowały i przyspieszały mistyczne połączenie z jedyną „Panną" czyli Szechina. Frank organizował też zbiorowe seanse kopulacyjne, gdzie sam dobierał pary. Jak podaje jedno ze źródeł frankistowskich: „Kazał Pan podówczas, aby Matuszewski, Pawłowski i Matuszewski Nadwornieński mieli połączenie z Henryką Wołowską. Drugiej nocy nakazał Henrykowi, Michałowi Wołoskiemu, Dęboskiemu i Jasserowi z Wittel mieć obcowanie. Dni a 7-ego Paw­łowski, Matuszewski i Matuszewski Nadwornieński z Jakubowską. Dnia 8-ego był Matuszewski Nadwornieński ochrzczony i Pan z Jejmością naszą trzymali go do chrztu." Wiele ceremonii seksualnych poprzedzało obrzędy chrztu frankistów (i jedno, i drugie było zresztą radykalnym pogwałceniem zasad judaizmu rabinicznego).
Na przykład w lipcu 1759 roku we Lwowie, w przeddzień rozpoczęcia dysputy z talmudystami i po postanowieniu przyjęcia chrztu, miała miejsce mistyczna orgia, która zaczęła się od tego, że Frank pobłogosławił swoich wyznawców krzyżem i słowami: „daj nam moc wodzenia Go i wielkie szczęście służenia Mu". Następnie - jak opisuje jeden z frankistów - „Pan postawił wartę z naszych na dworze, aby nikt nie odważył się patrzeć na okna nawet, a sam wszedłszy z Braćmi i Siostrami rozebrał się nago, toż i Jej śp. i wszem zgromadzonym rozkazał, a wziąwszy ławkę przybił w środku gwóźdź i postawił na niej dwie świece zapalonych, a do tego gwoździa przywiesił Krzyż swój, i tak klęknąwszy najprzód sam wziął krzyż i skłoniwszy się na wszystkie 4-ry Strony go pocałował, toż Jejmość, a potem wszem rozkazał uczynić, dopiero potem obcowanie nastąpiło podług jego wyznaczenia." Współżyło wówczas ze sobą czternaście par jego wyznawców, a jedna z kobiet, nienawykła do takich widoków, dostała ataku śmiechu, że się uspokoić nie mogła, więc Frank kazał zgasić świece i dalej orgia przebiegała po ciemku.

W Starym Testamencie bałwochwalstwo wielokrotnie nazywane jest cudzołóstwem, którego Oblubienica, czyli Naród Wybrany, dopuszcza się z obcymi bogami. W oczach frankistów połączenie cudzołóstwa fizycznego z cudzołóstwem duchowym (a za takie uważali czczenie Krzyża) miało być więc demonstracyjnym znakiem utraty ważności przez Torę, a zarazem początkiem ery mesjańskiej.

Ketman

Samuel Primo, osobisty sekretarz Sabataja Cwi, twierdził, że „przez swoje przejście na islam Sabataj uwiarygodnił się jako mesjasz. To, co uczynił, jest kabalistycznym misterium, które już wcześniej zapowiadały niektóre pisma. Tak jak pierwszy zbawiciel, Mojżesz, musiał przez jakiś czas przebywać na dworze faraona i to nie jako Izraelita, lecz udając Egipcjanina, tak ostateczny zbawiciel musi przez jakiś czas żyć w pogańskim przebraniu na pogańskim dworze - na zewnątrz grzesznie, lecz wewnętrznie czysto."

Jeden z głównych teoretyków sabataizmu, Abraham Cardoso, był zdania, że „każdy Żyd musi stać się takim marranem przed powrotem z wygnania". Obowiązkiem sabataistów było więc oficjalne przyjęcie obcej religii, lecz potajemne praktykowanie własnej. Uważali oni - jak pisze Jan Doktór - „że dopóki światem władają moc e przeciwne zbawieniu, prawdziwa wiara musi być kultywowana w ukryciu, by nie ulec pokusie instytucjonalizacji, która byłaby równoznaczna z poddaniem się władzy sił demonicznych. Dlatego im większa jest sprzeczność między instytucjonalnymi formami, które się respektuje na zewnątrz, a wiarą, tym lepiej dla wiary."
Owa idea czczenia swojego Pana przez służenie cudzemu Bogu stworzy­ła zjawisko zwane ketmanem, które w innym zupełnie kontekście opisał póź­ niej Czesław Miłosz w Zniewolonym umyśle. Powoływał się on przy tym na obserwacje Gobineau: „Ketman napełnia dum ą tego, kto go praktykuje. Wierzą­cy dzięki temu osiąga stan trwałej wyższości nad tym, którego oszukał, chociażby ten ostatni był ministrem czy potężnym królem; dla człowieka, który stosuje wobec niego ketman, jest on przede wszystkim biednym ślepcem; został pozbawiony dostępu do jedynie prawdziwej drogi i nawe t tego nie podejrzewa; natomiast ty, obdarty i przymierający głodem, z pozoru drżący u stóp zręcznie mylonej potęgi, mas z oczy pełne światła; kroczysz w blasku przed twymi nieprzyjaciółmi. Szydzisz z nieinteligentnej istoty; rozbrajasz niebezpieczną bestię. Ileż uciech jednocześnie!"

Jak to osiągnąć? Miłosz cytuje Gobineau: „Nie tylko trzeba wtedy wyrzec się publicznie swoich poglądów, ale zaleca się użyć wszelkich podstępów, byleby tylko zmylić przeciwnika. Będzie się wtedy wypowiadać wszelkie wyznania wiary, które mogą mu się podobać, będzie się odprawiać wszelkie obrządki, które uważa się za najbardziej niedorzeczne, sfałszuje się własne książki, wykorzysta się wszelkie środki wprowadzenia w błąd. W ten sposób zdobędzie się wielkie zadowolenie i zasługę, że uchroniło się i siebie i swoich, że nie naraziło się cennej wiary na ohydny kontakt z niewiernymi, i wreszcie, że oszukując tego ostatniego i utwierdzając go w jego błędzie, ściągnęło się na niego hańbę i nędzę duchową, na którą zasłużył."

Wyznawcy Sabataja Cwi utrzymywali, że chociaż oficjalnie przyjął on wiarę mahometańską, to w rzeczywistości jego konwersja miała inny, ezoteryczny, sens - chodziło o pozbieranie iskier boskości z upadłego świata pogańskiego. Sto lat później frankiści twierdzili, że misja ta okazała się połowiczna, ponieważ drugą część świata pogańskiego, oprócz muzułmanów, stanowią chrześcijanie - dlatego stało się konieczne, aby Jakub Frank, jako nowe wcielenie Sabataja Cwi, przyjął chrzest i w ukryciu dopełnił mesjańskie dzieło, zbierając iskry zagubione wśród chrześcijan. Frankistom udało się przetrwać śmierć mistrza. Dalej w ukryciu kontynuowali swe ceremonie. Zachowały się np. zeznania trzech wyznawców
Franka złożone przed rabinatem w Furth w roku 1800. Opowiadali o orgiach organizowanych przez Rocha Franka, syna Jakuba. W tym samym roku, zgodnie z proroctwem Ewy Frank, córki zmarłego mesjasza, miała nastąpić paruzja, czyli powtórne przyjście na świat jej ojca, Jakuba. Kiedy to nie nastąpiło, część frankistów powróciła do judaizmu, część pozostała przy chrze­ścijaństwie, ale najbardziej zagorzali nadal wytrwali przy hetmanie, oficjalnie udając katolików, a potajemnie praktykując maasim zarim.

Zarówno historycy katoliccy (ks. Walerian Kalinka), jak i żydowscy (Abraham Duker, Heinrich Graetz) przytaczali wiele dokumentów oraz świadectw o tym, iż frankiści jako zorganizowana grupa działali jeszcze w drugiej polowie XIX wieku. Gerszom Szolem pisa! nawet, że do spotkań frankistów z sabataistami dochodziło w roku 1921. Sabataistyczna gmina w Salonikach przetrwała bowiem w ukryciu aż 250 lat, na zewnątrz praktykując wskazania islamu, zaś w ukryciu praktyki kabalistyczne.

Nic więc dziwnego, że część katolików odnosiła się podejrzliwie do żydowskich konwertytów, upatrując w nich potencjalnych frankistów. Na przykład do czasów II Soboru Watykańskiego do Towarzystwa Jezusowego nie wolno było przyjmować katolików pochodzenia żydowskiego nawet w pią­tym pokoleniu po chrzcie.

Co ciekawe, wielu czołowych przedstawicieli haskali czyli żydowskiego Oświecenia było w młodości frankistami lub pochodziło z frankistowskich rodzin. Zdaniem Gerszoma Szolema, frankiści byli forpocztą gwałtownej sekularyzacji życia żydowskiego, do której doszło w XIX stuleciu: „nihilizm ruchu sabataistycznego i frankistowskiego ze swą nauką, że łamanie Tory jest jej spełnieniem (...) utorował drogę XIX-wiecznej haskali i ruchowi reformacyjnemu, gdy wyczerpał się jego pierwotny impuls religijny". Nawet ojciec żydowskiego Oświecenia, Mojżesz Mendelssohn, człowiek wydawać by się mogło skrajnie racjonalistyczny, dowodził - jak pisał w 1767 roku Lessing - „że rojenia pewnego polskiego Żyda, który przed kilku laty podał się za mesjasza, są również uzasadnione". Tym „uzasadnionym" elementem, który przejęli od frankistów świeccy reformatorzy żydowscy, było odrzucenie dotychczasowej tradycji religijnej judaizmu oraz niecierpliwy mesjanizm, upatrujący zbawienia nie w Bogu Abrahama, Izaaka i Jakuba, lecz w kolejnych utopiach.

ZENON CHOCIMSKI

Tekst pochodzi z kwartalnika FRONDA nr.19-20