Kilka dni temu ukraiński bloger Andrij Gawryliw, który nagrywa materiały o drogich, luksusowych samochodach, postanowił wjechać swoim samochodem marki Corvette prosto nad jezioro Morskie Oko w środku Tatr. Jak wiadomo, jest to teren chroniony, wjazd na który jest ściśle zabroniony. Ciężko wymyślić jakiś inny czyn, który wzbudziłby takie oburzenie w Polsce. Morskie Oko jest znaną polską perłą turystyczną. Cała armia pracowników Tatrzańskiego Parku Narodowego codziennie dba o to, by zachować to miejsce w jego pierwotnym blasku i pięknie. Ze strony ukraińskiego influencera jest to nie tylko czyn głupi i prowokujący niechęć do wszystkich Ukraińców w Polsce, ale również akcja, która buduje fundament pod szerzenie rosyjskiej propagandy w Polsce, skierowanej na skłócanie Polaków i Ukraińców.

Z tego powodu kara za podobne czyny musi być pokazowa i ostra. Jest to jedyny sposób, by zapobiec innym podobnym sytuacjom, które będą służyć jedynie rosyjskim interesom. Co do podobnych sytuacji nie może być kompromisów, dlatego że jeden taki człowiek jednym swoim głupim uczynkiem może przynieść o wiele więcej szkody, niż 1000 uczciwych Ukraińców może swoją postawą przynieść korzyści w ciągu wielu lat. Z informacji dostępnych publicznie wynika, iż Gawryliw jest w wieku poniżej progu mobilizacyjnego, więc ma możliwość swobodnego podróżowania. Dla takiej osoby najlepszą karą jest właśnie zakaz wjazdu na terytorium Polski i strefy Schengen na wiele lat. Da to do myślenia innym osobom co do tego, jak trzeba się zachowywać w obcym kraju i czy warto szanować prawo państwa, w którym się znajduje.

Warto dodać, że nie tylko w Polsce postawa podobnych młodych chłopców w drogich samochodach wzbudza oburzenie. Informacja o sytuacji w Tatrach szybko trafiła do portali informacyjnych na Ukrainie. Czyn Gawryliwa spotkał się przede wszystkim z bardzo ostrą, krytyczną reakcją na samej Ukrainie. Emocje co do tego blogera są w tej chwili po obu stronach granicy w zasadzie identyczne. Na Ukrainie podczas wojny społeczeństwo podzieliło się w zasadzie na dwie części. Jedna część jest mocno zaangażowana w sprawę obrony państwa przed agresją – służy w wojsku albo aktywnie je wspiera, projektuje i wdraża do produkcji nowe typy uzbrojenia itd. Druga zaś część próbuje wojnę ignorować. Próbuje żyć dalej tak, jak gdyby żadnej wojny nie było. W obu wypadkach jest to swoista odpowiedź na przedłużającą się, ciężką dla Ukrainy wojnę na wyczerpanie. Podczas gdy jedni reagują zwiększeniem swojego zaangażowania, drudzy próbują „nie patrzeć w górę” i nawet się złoszczą, gdy pierwsza grupa próbuje wskazać im na fakt niedorzeczności takiej postawy. Gawryliw jest dobrym przykładem tej drugiej postawy. I dlatego jego zachowanie przede wszystkim spotkało się z oburzeniem w szeregach samych Ukraińców, dla których jest to nie tylko czyn psujący Ukrainie reputację poza granicami kraju, ale i postawa absolutnie niedorzeczna podczas wojny.

Najbardziej popularnym typem komentarza z ukraińskiej strony były życzenia, by ten człowiek miał możliwość użyć swojej pomysłowości na froncie z korzyścią dla ojczyzny, co prawdopodobnie się nie wydarzy nawet w wypadku jego deportacji z Polski (a warto zauważyć, że nie jest on uchodźcą i na stałe mieszka na Ukrainie) ze względu na jego wiek. Natomiast karierę blogera Gawryliw swoim czynem w całości sobie zniszczył z powodu ogromnej fali hejtu, która wylała się na niego i jego kanał po ukraińskiej stronie, sprowokowana jego zachowaniem w Polsce.