Można lęk wykupić wyrażając zgodę na masowe wyłudzenia pieniędzy od zastraszonych Europejczyków. Zielony bezład to przynęta, która zaczyna panować nie tylko w głowie von der Leyen, Tuska, Hennig-Kloski.
Różni eurowysłańcy, socjaliści, chłopi na urzędzie i leżakujący w publicznej domenie spóznieni liberałowie, pracują nad tumanieniem ludzkości. Dręczy się obecnie Europejczyków lękiem przed naturą, tak jak kapłani faraona straszyli fellahów zaćmieniami słońca.
Parlament i Komisja Europejska zajmują się hurtową dystrybucją tych ekologicznych uniesień. Przekuwają je w nowy system zależności i poddaństwa obywateli, ich opodatkowania nowymi daninami, których reżim, zródło i architektura pozostają poza demokratycznie wyrażoną wolą obywateli. Krępują ich wolność, swoją władzę poszerzając. Delegitymizują też państwa członkowskie, które wytworzyły ich urzędową substancję.
Zielony ład staje się toksyną nowej opresji 28 państwa UE -państwa wyzysku i wyłudzeń w Brukseli. Przy czym jego władza nie ma charakteru wyboru publicznego, a zmowy administracyjnej o zagmatwanej legitymizacji i konstrukcji. Jej fundamentem jest eksploatacja tego samego lęku przed naturą, którym faraon poskramiał poddanych, gruntując swoja władzę.
Z 4,5 miliarda lat ziemi jedną czwartą jej czasu zajęło 5 globalnych zlodowaceń podzielonych na krótsze, o dużo mniejszej skali, okresy ociepleń - interglacjałów i oziębień - glacjałów. Zmiany klimatu zarejestrowano w cyklach. Z każdych 100 tysięcy lat, 90 to ochłodzenia, a 10-12 to ocieplenia. Ostatni interglacjał, holocen, trwa już ok. 11,7 tys. lat i jest nieco dłuższy od poprzednich, ale nieuchronnie za kilkaset lat, może za ponad tysiąc , rozpocznie się ochładzanie klimatu niezależnie od tego, co Tusk napisze na X, a Hening-Kloska przeczyta u Grocholi czy Tokarczuk.
Cykl zmian klimatu ma charakter strukturalnego zjawiska geofizycznego. Jego najpierwsza, pierwotna przyczyna tkwi, najogólniej to ujmując, w ilości światła docierającego na ziemię ze słońca. Wpływ na to ma wirowanie ziemi, jej kąt nachylenia oraz kształt orbity. Cykl tych zmian, wynoszący właśnie ok. 90 tys. lat, odpowiada odnotowywanym wahaniom klimatu. Znaczenie dla klimatu ma peryhelium - moment gdy słońce grzeje najmocniej i aphelium - gdy z powodu odległości grzeje najsłabiej. Gdy słońce jest w peryhelium, czyli najbliżej ziemi, podczas przesilenia zimowego, a w aphelium w okresie przesileń letnich, klimat na ziemi jest łagodniejszy. Lodowce albo się więc powiększają, albo kurczą. Znaczenie dla zmian pogody mają też prądy morskie, na które wpływ mają ruchy kontynentów wywoływane przez migrację gorącego jądra ziemi.
Ostanie zlodowacenie w Polsce, zlodowacenie Wisła, zakończyło się nie tak dawno temu. Lód sięgał połowy Polski. Lata nam bliższe 1300-1850 ub. tysiąclecia opisuje się zaś jako małą epokę lodową. Dla odmiany bywało, że wody gdańskiej zatoki sięgały po Grudziądz.
Myślącym leniwie, żeby sięgnąć do Sartre`a, warto dla rewitalizacji ich umysłów przywołać historię Bałtyku, którego brzegiem Tusk biegł raz maraton. Kilkanaście tysięcy lat temu, gdy lądolód wycofywał się na północ, przed jego czołem powstało Bałtyckie Jezioro Lodowe. Ponieważ wód spływających z topniejącego lodowca było coraz więcej, jezioro zamieniło się w morze yoldiowe, połączone z Morzem Północnym. Malejące obciążenie spowodowało z kolei wyniesienie sie Tarczy Bałtyckiej i powstanie zamkniętego Bałtyku - Jeziora Ancylusowego. Stałe podnoszenie się poziomu wody w akwenie doprowadziło do przywrócenia połączenia Bałtyku z Morzem Północnym i powstania Morza Litorynowego o kształcie zbliżonym do współczesnego, nieco modyfikowanym przez intensywna abrazje, czyli rabunek lądu przez wodę. Temperatury na południu Bałtyku, na przykład w Sopocie, były wtedy wyższe o 2 stopnie niż obecnie. Współczesny Bałtyk, Morze Mya, to kolejny etap jego przeobrażeń, konsekwencja zawężenia cieśnin duńskich na skutek odciążenia skorupy ziemskiej.
Jesli Hennig-Kloska tego nie chwyciła po rekolekcjach w Brukseli, można zrozumieć, ale czemu wiedzy tej wystrzega się pierwszy minister?
Kiedy Bałtyk się zmieniał, nie było jeszcze samochodów, fabryk, ferm, samolotów prywatnych na spotkanie w Gdańsku , nie było Merkel, Timmermansa, von der Leyen, Cimoszewicza, Lewandowskiego ,a nawet Tuska. A pogoda była, pogoda czyli klimat jednego dnia. Pogoda stuleci to suma klimatów wielu dni, klimat czasu powodowany zjawiskami geofizycznymi.
Żądza nadmiernej władzy różnych szarlatanów to niebezpieczeństwo dla demokracji groźniejsze niż naturalne zmiany klimatu ziemi.
Lud europejski nowych faraonów nie potrzebuje. O tym była warszawska manifestacja "Solidarności".
