We „wstępniaku” do najnowszego wydania „Gościa Niedzielnego” redaktor naczelny tygodnika, ks. Marek Gancarczyk zwrócił uwagę na często pomijany w dyskusji o gloryfikacji UPA na Ukrainie problem stosunku ukraińskiego społeczeństwa do chrześcijaństwa.
- „Miliony Ukraińców, szczególnie ze wschodniej części kraju, przez kilka pokoleń skutecznie odciętych było od chrześcijańskich soków. Wychowanie bez Boga, bez Kościoła, bez chrześcijaństwa musi przynieść jakiś rodzaj oporu przed prawdą i zatwardziałość serca”
- zauważył duchowny.
Dlatego, jak podkreśla autor, Ukraina potrzebuje nawrócenia. Pokazanie natomiast zła, jakim było dokonane przez ukraińskich nacjonalistów ludobójstwo i odwrócenie Ukraińców od kultu sprawców tego ludobójstwa pozostają szczególnymi zadaniami dla wszystkich Kościołów chrześcijańskich na Ukrainie, zwłaszcza dla Kościoła greckokatolickiego i Autokefalicznego Kościoła Prawosławnego Ukrainy.
- „Kto, jak nie chrześcijanie, szczególnie biskupi i księża, powinni wziąć na siebie obowiązek zmierzenia się z prawdą i doprowadzenia wiernych, a tym samym obywateli Ukrainy, do uznania winy swoich przodków? Dla obu Kościołów jest to zadanie niezwykle trudne (bo można zakładać, że spotka się z oporem wiernych), ale możliwe”
- podkreślił ks. Gancarczyk.
O. Piórkowski – wzywanie do nawrócenia… niechrześcijańskie?
Okazało się, że wzywanie do nawrócenia niezwykle oburza reprezentantów „Kościoła otwartego” w Polsce. Za pośrednictwem mediów społecznościowych w naczelnego „GN” uderzyć postanowił popularny jezuita, o. Dariusz Piórkowski.
- „Gość Niedzielny zaczyna już przechodzić samego siebie, umieszczając na okładce najnowszego numeru deklarację, że Ukraina potrzebuje nawrócenia”
- grzmi duchowny na Facebooku.
- „Powiem tak. Jak to pięknie i wspaniale wzywa się innych do nawrócenia siedząc w fotelu. Ukraińcy walczą o swoją i naszą wolność. Giną ludzie, cierpią kolejne tysiące, miasta obracane są w ruinę, a niektórzy Polacy, w tym Gość Niedzielny akurat teraz znaleźli sposobną chwilę, by spełniać swoją dziejową rolę i nawracać Ukraińców. Poziom odklejenia od rzeczywistości już sięga zenitu. To brak wyobraźni”
- dodaje.
Najwyraźniej o. Piórkowski uważa, że jest czas na nawrócenie właściwy i czas niewłaściwy. Trzeba przyznać, że to dość oryginalne spojrzenie jak na katolickiego kapłana. Na tym jednak nie koniec. Dalej jezuita w skandaliczny sposób atakuje polskiego prezydenta insynuując, że… ten zachowuje się jak poganin, nie chrześcijanin.
- „Odbieranie orderów w takiej chwili ( i nie bronię tutaj prezydenta Zełenskiego, któremu też zabrakło wyczucia w obecnej chwili) i to przez Prezydenta, który uważa się za katolika, zdradza tylko, że niewiele przyswojone zostało z Ewangelii. To miłość warunkowa, poddana ludzkiej sprawiedliwości. To nie chrześcijaństwo tylko religijność naturalna, wprzęgnięta w tryby władzy, kierująca się mentalnością zasługi”
- twierdzi.
Przypomnijmy, że gest prezydenta był sprzeciwem wobec gloryfikacji zbrodniarzy odpowiedzialnych za niezwykle bestialskie wymordowanie 100 tys. polskich dzieci, kobiet i sierot. Gloryfikację organizacji kierującej się skrajnie nacjonalistyczną, rasistowską ideologią. Tymczasem o. Piórkowski sugeruje, że taki sprzeciw jest… niechrześcijański.
Terlikowski o rosyjskiej propagandzie
Głos postanowił zabrać również Tomasz Terlikowski. W jego narracji z kolei wzywanie do nawrócenia wpisuje się w rosyjską propagandę. Najważniejszym zarzutem natomiast jest to, że wzywając do nawrócenia Ukrainy, nie padło wezwanie do nawrócenia Polaków. Ks. Gancarczyk nie napisał, że Polacy nie potrzebują nawrócenia. Z wpisu Terlikowskiego można by jednak wnioskować, że tak uważa.
- „Gdy biskupi polscy pisali do biskupów niemieckich, to nie mówili: Niemcy muszą się nawrócić, ale przebaczamy i prosimy o przebaczenie. I na tym właśnie polega zasadnicza różnica między tym, co przed latem zrobili wielcy duchowo liderzy polskiego Kościoła, a tym, co robi - posługując się głębokimi kategoriami duchowymi dla tanich celów politycznych - ksiądz Marek Gancarczyk”
- pisze Terlikowski.
Być może Terlikowski nie zauważył, że wówczas w Niemczech nie nazywano ulic imionami największych hitlerowskich zbrodniarzy, a jednostkom wojskowym nie nadawano imion „Bohaterów SS”. Przed publikacją listu polskich biskupów Niemcy uznały zbrodnie nazizmu. Tymczasem współczesna Ukraina wciąż nie dokonała jednoznacznego rozliczenia z dziedzictwem OUN-UPA. Przeciwnie – kult jej przywódców wyrasta na główny motyw polityki historycznej realizowanej przez władze w Kijowie.
