„To największe zagrożenie dla naszego kraju od jego założenia 250 lat temu!” — napisał Trump, odnosząc się do zwycięstw kandydatów wspieranych przez środowiska demokratycznych socjalistów. Prezydent USA nazwał ich „zagorzałymi, bezbożnymi komunistami” i ocenił, że nie chodzi tylko o spór wyborczy, lecz o walkę o przyszły kształt państwa.
Trump podkreśla, że komunizm potrafi zdobywać poparcie prostymi obietnicami równości, darmowych usług i bezpieczeństwa socjalnego. Według niego taki program wygląda atrakcyjnie tylko na początku, ale w praktyce prowadzi do gospodarczego upadku i przemocy politycznej. „Po dwóch lub trzech latach kraj jest katastrofą” — mówił prezydent USA. W podobnym tonie dodał, że gdyby sam przyjął taką logikę, mógłby obiecywać wszystko za darmo i zostać „największym komunistą w historii”, ale skutkiem byłoby zniszczenie państwa.
Najostrzej Trump mówił o relacji komunizmu do religii. „Ci bezwzględni komuniści zaatakują wszystkie religie, a w szczególności chrześcijaństwo — zawsze to robią” — stwierdził. W innym fragmencie ostrzegał: „Oni zamkną wasze kościoły i zabiją waszych ludzi”. Prezydent USA wskazał też, że historia państw komunistycznych pokazuje stałą wrogość wobec niezależnych wspólnot religijnych, rodziny, własności prywatnej i wolności słowa.
Słowa Trumpa padły po sukcesach kandydatów związanych z lewicowym nurtem Partii Demokratycznej w Nowym Jorku. Reuters informował, że prezydent powiązał te zwycięstwa z szerszą strategią Republikanów przed wyborami do Kongresu, w której Demokraci mają być przedstawiani jako partia przesuwająca się zbyt daleko w lewo. Agencja zaznaczyła jednak, że kandydaci określani przez Trumpa jako komuniści sami identyfikują się jako demokratyczni socjaliści, a nie komuniści.
Spór dotyczy więc nie tylko języka kampanii, ale także granicy – czytamy - między socjalizmem demokratycznym a komunizmem rewolucyjnym. Zwolennicy lewicy mówią o prawach pracowniczych, tanich mieszkaniach, ochronie lokatorów, powszechnej opiece zdrowotnej i redystrybucji. Krytycy przypominają i podkreślają, że idee równości i sprawiedliwości społecznej w XX wieku wielokrotnie służyły państwom totalitarnym jako moralne uzasadnienie centralizacji władzy, likwidacji wolnego rynku, kontroli społeczeństwa i walki z religią.
Historia globalnego komunizmu pokazuje, że hasła równości nie zawsze prowadziły do wolności. W Związku Sowieckim partia komunistyczna rządziła w imię marksizmu-leninizmu, tworząc system jednopartyjny, represyjny i podporządkowany ideologii. W Chinach Komunistyczna Partia Chin nadal sprawuje ścisłą kontrolę nad mediami, edukacją, religią, internetem, biznesem i aparatem państwa. W Korei Północnej, formalnie odwołującej się do idei socjalistycznych, organizacje praw człowieka opisują system totalnej kontroli, pracy przymusowej, arbitralnych kar, tortur i obozów.
Dlatego wypowiedź Trumpa, choć ostra i politycznie konfrontacyjna, wpisuje się w szerszy spór o to, czy współczesny zachodni socjalizm jest jedynie programem socjalnym, czy też może stać się bramą do głębszej przebudowy państwa. Prezydent USA jasno stawia sprawę: według niego komunizm nie zaczyna się od łagrów, cenzury i przemocy, ale od obietnicy, że państwo da obywatelom wszystko w zamian za coraz większą władzę nad ich życiem.
Przeciwnicy Trumpa zarzucają mu przesadę i używanie strachu jako narzędzia kampanii. Sam Trump odpowiada jednak, że ostrzega nie przed teorią z akademickich debat, lecz przed ideologią, która w wielu krajach kończyła się prześladowaniem religii, niszczeniem własności i podporządkowaniem człowieka państwu. „To nie są socjaldemokraci. To zagorzali, bezbożni komuniści” — napisał.
