Zabierając głos w sprawie obecnych polsko-ukraińskich napięć, Robert Czyżewski zwraca uwagę, że „pojawiają się dwie polskie koncepcje, o które trwa spór polityczny w naszym kraju: uznać altruizm i sojuszniczą wiarygodność Zachodniej Europy (głównie Niemiec) i podporządkować się europejskiemu centrum (obecna władza) lub szukać wsparcia za oceanem (obecna opozycja)”.
- „Pierwszy z powyższych wariantów grzeszy naiwnością. Duże kraje Zachodu, grając o niezależność od Waszyngtonu i mając silnie antyamerykańskie społeczeństwa, widzą Rosję jako zasób do wykorzystania, a nie strategicznego przeciwnika, i dowodziły tego wielokrotnie. Najdalej za kilka lat, dla dobrych relacji z Rosją (już nie putinowską), będą gotowe poświęcać różne peryferyjne interesy, w tym nasze. Dodajmy, że to wszystko można rozważać tylko wtedy, jeśli Zachód Europy w ogóle nie zostanie obezwładniony napięciami wewnętrznymi. A jeśli zostanie obezwładniony, to żadne z niego oparcie dla nas”
- zauważa.
Jednak również w wariancie amerykańskim autor widzi zagrożenia – jego potencjalną niestabilność.
- „Amerykanie są daleko i mają wiele innych interesów. Może być z nimi jak z Napoleonem na początku XIX wieku — był i bił naszych wrogów, a potem... go nie było. Jeśli rachujemy amerykańską obecność jako najważniejszy czynnik naszego bezpieczeństwa, to musimy też myśleć o tym, co będzie, jeśli Amerykanów tu zabraknie”
- podkreśla.
Dlatego ważne jest również budowanie lokalnych sojuszy. Tutaj właśnie Czyżewski widzi przestrzeń, w której niezależnie od obecnych napięć i konfliktów, Polska potrzebuje Ukrainy, a Ukraina potrzebuje Polski.
