Według ustaleń Zero.pl sprawa zaczęła się w kwietniu 2025 roku w zespole magazynowym Zarządu Dróg Miejskich. Troje pracowników miało zakwestionować ustne polecenie dotyczące ubezpieczania samochodów przejętych w ramach przepadku mienia. Problem polegał na tym, że chodziło również o pojazdy, wobec których zapadły dopiero nieprawomocne wyroki. Pracownicy uznali, że wydawanie publicznych pieniędzy na ubezpieczanie aut, które mogą jeszcze wrócić do właścicieli, może być niegospodarnością. Poprosili więc o polecenie na piśmie. Jak opisuje portal, nie otrzymali go.

„Szef chce, by ubezpieczać już te, co do których jest dopiero nieprawomocny wyrok. Cała trójka pracowników uznaje, że nie ma ku temu podstawy prawnej. I że ubezpieczanie aut, które być może po ostatecznym wyroku wrócą do właściciela, to niegospodarność” – relacjonuje Zero.pl.

Jeden z pracowników, nazwany w publikacji panem Piotrem, 30 kwietnia 2025 roku dokonał formalnego zgłoszenia jako sygnalista. Wskazywał, że po odmowie wykonania polecenia zaczęły się wobec niego i jego współpracowników działania odwetowe. Miało chodzić m.in. o obniżenie dodatków motywacyjnych, pogorszenie oceny pracowniczej oraz ograniczenie dostępu do części narzędzi wykorzystywanych w pracy.

Jesienią pracownicy zaczęli pisać bezpośrednio do prezydenta Warszawy. W jednej z wiadomości cytowanych przez Zero.pl pojawiły się słowa: „Mając na uwadze dynamikę działań wobec nas, obawiamy się dalszych negatywnych działań ze strony osób, które mają wpływ na moją sytuację zawodową”. Pan Piotr pisał z kolei do władz miasta: „Z ogromnym rozczarowaniem i poczuciem bezradności przyjąłem fakt braku zainteresowania Państwa naszymi problemami i naruszeniami pracowniczymi, jakich doświadczamy każdego dnia jako pracownicy ZDM”. Wiadomość kończyła się krótkim apelem: „Proszę nam pomóc”.

17 listopada 2025 roku Rafał Trzaskowski formalnie przyznał panu Piotrowi status sygnalisty. W praktyce powinno to oznaczać objęcie go ochroną przewidzianą ustawą. Tymczasem 16 stycznia 2026 roku dyrektor ZDM wręczył mu wypowiedzenie. W uzasadnieniu, jak podaje Zero.pl, znalazł się zapis, że pracownik „podejmował działania mające na celu szkodzenie wizerunkowi pracodawcy poprzez niezasadne zgłaszanie rzekomych działań opresyjnych”, a wprost wskazano mail do Sekretariatu Prezydenta Miasta z 20 października 2025 roku.

To właśnie ten element sprawy wygląda najpoważniej. Jeżeli pracownik objęty ochroną sygnalisty pisze do władz miasta, że doświadcza presji, a następnie jego korespondencja trafia do osób, których dotyczyły zarzuty, to trudno mówić o realnej ochronie. Wygląda to raczej jak systemowe wystawienie człowieka na odwet.

Zero.pl przytacza odpowiedź naczelnika wydziału komunikacji społecznej ZDM Jakuba Dybalskiego, który na pytanie, skąd dyrekcja wiedziała o pismach pana Piotra do Rafała Trzaskowskiego, odpowiedział: „Z Urzędu Miasta Warszawy”.

Portal podsumował to wprost: „Zwolniono sygnalistę z przyznaną mu ochroną prawną m.in. na podstawie jego korespondencji do władz miasta, w której skarżył się na bezpośrednich przełożonych. Korespondencja ta przez współpracowników Rafała Trzaskowskiego została przekazana osobom, których dotyczyła skarga”.

Sprawę skomentował prof. Grzegorz Makowski ze Szkoły Głównej Handlowej, specjalizujący się w ochronie sygnalistów. W rozmowie z Zero.pl ocenił, że sprawa „wygląda fatalnie”. Ekspert wskazał również, że już pierwsza wiadomość wysłana do sekretariatu prezydenta mogła zostać potraktowana jako zgłoszenie sygnalisty. „Wszystkie zgłoszenia zewnętrzne są poufne. Urząd miasta nie miał prawa przekazywać korespondencji miejskiej jednostce” – podkreślił prof. Makowski.

Sprawa ZDM pokazuje szerszą patologię obozu rządzącego w Warszawie: partyjniactwo, instytucjonalne samozadowolenie i mechanizm ochrony własnych struktur za wszelką cenę. Gdy rządzący mówią o transparentności, praworządności i standardach, brzmi to dobrze na konferencjach prasowych. Ale jeśli człowiek zgłaszający możliwe nieprawidłowości zostaje najpierw formalnie objęty ochroną, a później traci pracę, to obietnice o standardach stają się pustą dekoracją.

To także problem nepotyzmu i partyjnego zarządzania instytucjami publicznymi. W takim systemie lojalność wobec układu bywa ważniejsza niż lojalność wobec obywateli i publicznych pieniędzy. Zamiast wyjaśniać nieprawidłowości, łatwiej jest pozbyć się osoby, która je zgłasza. Zamiast chronić sygnalistów, można ich zniechęcić na tyle skutecznie, by następnym razem nikt już nie odważył się „wychylać”.

Najbardziej gorzkie są słowa samego pana Piotra, cytowane przez Zero.pl: „Dochowałem wszystkich formalnych wymogów. Uzyskałem status sygnalisty, o co przecież nie jest łatwo. A i tak zostałem zwolniony”. Na końcu dodał: „Nie warto się wychylać, nie warto się zgłaszać. Z tą ochroną sygnalisty to ściema”.

To zdanie powinno wybrzmieć szczególnie mocno. Bo jeśli w stolicy Polski, w instytucji podległej władzom miasta, człowiek objęty ochroną sygnalisty czuje się pozostawiony sam sobie, to problem nie dotyczy wyłącznie jednego wypowiedzenia. Dotyczy zaufania obywateli do państwa i samorządu. A bez tego zaufania wszystkie hasła o przejrzystości, uczciwości i ochronie interesu publicznego brzmią jak zwykła propaganda.

Zenon Witkowski