Przyczyny tego stanu rzeczy mogą być różne. Z jednej strony, północne Włochy – bo to zwykle tam dochodzi do tęczowego zgorszenia – są jednym z najbogatszych regionów Europy, a dobrobyt ekonomiczny w jakiejś mierze sprzyja przyjmowaniu liberalnego absurdu. Z drugiej strony, Włosi są od wielu lat zafascynowani niemiecką filozofią. Trudno o statystyki, ale wydaje się, że tacy autorzy jak Kant, Hegel, Nietzsche czy Heidegger są dziś chętniej czytani właśnie w Italii niż w samych Niemczech. To ma swoje oczywiste implikacje intelektualne. Z trzeciej wreszcie strony to we Włoszech znajduje się Rzym – a w Rzymie koncentruje się batalia o przyszłość Kościoła, stąd wszystkie herezje próbują w taki albo inny sposób dostać się na Watykan, a to oddziałuje na cały kraj. Niezależnie od przyczyn, możemy stwierdzić fakt: włoski Kościół coraz silniej otwiera się na ideologię LGBT.
Najnowszego przykładu dostarczył metropolita Mediolanu, abp Mario Delpini. 12 czerwca odprawił Mszę świętą dla homoseksualnej grupy „Il Guado”, które powstało w latach 80. celem propagowania ideologii rewolucyjnej wśród katolików. Arcybiskup wygłosił dyplomatyczne, miłe kazanie, a sami homoseksualiści nie kryli się bynajmniej z własną tożsamością. Na oficjalnym profilu grupa epatowała w zapowiedziach Mszy świętej tęczowymi barwami; jeden z uczestników miał też koszulkę z Panem Jezusem wpisanym w symbole ideologii LGBT. Ponadto – jak deklarował – bluźnierczo przyjął Komunię świętą, zamiast „amen” odpowiadając trawestacją tego słowa, które ma konotacje homoerotyczne.
Casus mediolański nie jest, niestety, niczym wyjątkowym. We Włoszech zdarzały się błogosławieństwa dla par LGBT jeszcze zanim to było „modne” na skutek „Fiducia supplicans” papieża Franciszka. W czerwcu 2022 roku na terenie archidiecezji Bolonii doszło do niezwykle gorszącej sceny. Dwóch homoseksualistów zawarło związek cywilny w urzędzie; następnie wraz z gośćmi przeszli do położonego naprzeciwko urzędu kościoła, a tam w uroczystej atmosferze zostali pobłogosławieni. Jak zapewniał proboszcz, zgłaszał tę inicjatywę arcybiskupowi, kardynałowi Matteo Zuppiemu…
W lutym 2024 roku włoski kapucyn Roberto Pasolini, który miał za chwilę zostać oficjalnym kaznodzieją Domu Papieskiego, wygłosił prelekcję, w której omawiał biblijny stosunek do homoseksualizmu. Negował tradycyjne nauczanie i interpretacje, brnąc w jakieś dziwaczne historie o zniszczeniu Sodomy i Gomory za „brak gościnności”; wspominał nawet, niby mimochodem, o homoseksualnych interpretacjach relacji pomiędzy uczniami Pana Jezusa…
We wrześniu 2025 roku do samego Rzymu przybyła zresztą wielka pielgrzymka homoseksualistów, skupionych wokół organizacji „Tenda di Gionata”. Celebrowano dla nich Mszę świętą w jezuicki kościele „Il Gesu”; odprawiał i wygłosił kazanie wiceprzewodniczący Konferencji Episkopatu Włoch, bp Francesco Savino.
Można byłoby jeszcze długo wymieniać różnego rodzaju skandale: progejowskie publikacje, demonstracje, wystąpienia, homilie, inicjatywy modlitewne, spotkania, błogosławieństwa… We Włoszech pod tym względem dzieje się naprawdę dużo. Zresztą pod koniec 2025 roku Konferencja Episkopatu Włoch wydała oficjalne wytyczne, w których opowiada się za zwiększeniem wysiłków na rzecz „zintegrowania” homoseksualistów w Kościele. Można powiedzieć, że Włosi realizują ten plan z iście niemiecką precyzją, zupełnie nie po włosku. Widać, komuś bardzo na tym zależy.
Nie muszę chyba mówić, co to oznacza dla Polski. Otóż jeżeli homoseksualna herezja byłaby fenomenem głównie niemieckim, nad Wisłą nie wywoływałoby to pewnie większego zainteresowania. Niemcami się, owszem, interesujemy, często naśladujemy – ale na ogół potrafimy postawić granicę, widząc, gdzie zaczyna się kolejne ideologiczne niemieckie szaleństwo. Jeżeli jednak homoherezja staje się mainstreamem również we Włoszech – o, tu będzie już trudno. W końcu to właśnie we Włoszech studiuje wielu polskich księży; tam jeżdżą na wakacje, tam upatrują swoistego wzorca katolicyzmu.
Powiedziałbym, że jeżeli homoseksualizm zostanie we włoskim Kościele faktycznym znormalizowany, to wystarczy najwyżej kilka lat, a i u nas rzecz zacznie być intensywnie promowana.
Trzeba się na taką ewentualność przygotować – i zawczasu wyrobić sobie dobry zestaw argumentów, które pokazują fundamentalne błędy homoseksualnej ideologii w Kościele.
Paweł Chmielewski
Autor jest publicystą portalu PCh24.pl
