Cud różańcowy. Wspomnienie z Powstania Warszawskiego
Dnia 1944 r. Szłam ul. Senatorską do swojej cioci, mieszkającej w Śródmieściu. W momencie, gdy żegnałam się przy istniejącej do dziś, kapliczce, już prawie przy pl. Bankowym – rozległ się przeciągły terkot karabinu maszynowego. Obok mnie upadł zabity mężczyzna, ktoś został ranny. Od tej chwili, z różnych części miasta, zaczęły dochodzić odgłosy strzelaniny i pojedynczych wybuchów.