Zagrożenia
Moja podróż do Arabii Saudyjskiej – kraju, który jest eksporterem meczetów na cały świat - rozpoczęła się wręcz symbolicznie. W samolocie „Turkish Airlines” z Konstantynopola (Stambułu) do Rijadu, stolicy Saudów tuż przed startem na monitorach telewizorów, na których zwykle wyświetlają się komunikaty dotyczące przebiegu lotu czy filmy, nagle pojawiła się modlitwa do Allaha. W trzech językach: angielskim, tureckim i arabskim można było przeczytać prośby o bezpieczną podróż. To zabrzmiało jak metafora. Muzułmanie nie wstydzą się swojej wiary. Ba, demonstrują ją w sposób wręcz narzucający. Lecący samolotem TK 144 chrześcijanie nie mieli wyboru: musieli patrzeć na islamską modlitwę. Czy możemy wyobrazić sobie odwrotną sytuację? Czy ktoś kiedyś widział „Ojcze Nasz” na monitorze w samolocie lecącym między dwoma chrześcijańskimi państwami w Europie? Pytanie retoryczne. Pierwsi oprotestowaliby to zlaicyzowani Europejczycy.