Chrześcijanie na Bliskim Wschodzie proszą o modlitwę. 'Powstrzymajcie Turcję!' - zdjęcie
25.02.18, 12:30zdj. screen Youtube

Chrześcijanie na Bliskim Wschodzie proszą o modlitwę. 'Powstrzymajcie Turcję!'

Na północy Syrii w kantonie Afrin bronionym przez Kurdów z Powszechnych Jednostek Ochrony (YPG) nadal trwają ciężkie walki. To już 37 dzień tureckiej operacji militarnej „Oliwna Gałąź” przeciwko Kurdom a obecnie do Afrin wjechały także konwoje syryjskich sił rządowych. Oznacza to, że wojna na północy kraju wchodzi w kolejną fazę i może się skończyć otwartym turecko-syryjskim konfliktem. W tle walk wciąż w Afrin są uwięzieni chrześcijanie, którzy boją się o swój los.

Jestem asyryjskim chrześcijaninem i apeluję do Was w bardzo ważnej sprawie - wzywamy Was by pomóc Afrin w północnej Syrii”– mówi Kino Gabriel, chrześcijański żołnierz i rzecznik koalicji sił dowodzonej przez Kurdów.

„Nasi bracia i siostry w Afrin proszą Was byście zatrzymali atak Turcji. Wzywam tysiące chrześcijan na całym świecie i tych, którzy umiłowali pokój abyście nie milczeli. Prosimy o modlitwę ale nie tylko. Działajcie”


– dodaje w dramatycznym apelu. Kino Gabriel jest rzecznikiem Syryjskich Sił Demokratycznych (SDF), wcześniej był jedną z twarzy asyryjskich oddziałów w szeregach SDF – Syriackiej Rady Wojskowej (MFS) złożonej z lokalnych chrześcijan i zagranicznych ochotników. To oni uczestniczyli w wyzwalaniu nieformalnej stolicy tzw. Państwa Islamskiego Ar-Rakka i walczyli z dżihadystami ISIS. Obecnie idą na odsiecz Afrin.

Od początku ofensywy Tureckich Sił Zbrojnych (TSK) położenie Kurdów w Afrin było dramatyczne. Aby zrozumieć ich sytuację należy spojrzeć na rozłożenie sił w regionie. Od północy i zachodu kurdyjska enklawa graniczy z Turcją, od południa część „granicy” Kurdów przebiega z rebeliantami kontrolującymi prowincję Idlib – gdzie znajdują się powiązane z Al-Kaidą zwalczające Kurdów oddziały dżihadystów a od wschodu Kurdów osaczają pro-tureccy rebelianci i TSK, które odcinają ich od syryjskiego Kurdystanu (Rożawy). Otoczeni z każdej strony przez wrogów wspierających operację „Oliwna Gałąź” tak naprawdę jedyny fragment „umownej” granicy, gdzie Kurdowie mogli liczyć na neutralność to fragment z siłami rządowymi Syrii na północ od Aleppo. Wynika to ze względnie neutralnych relacji między dwiema najważniejszymi formacjami walczącymi z dżihadystami w Syrii – Kurdami, którzy przewodzą koalicji Syryjskich Sił Demokratycznych (SDF) i YPG, która jest ich ważnym komponentem a Syryjską Arabską Armią (SAA) – siłami rządowymi. Kurdowie kontrolujący Rożawę oraz odcięty Afrin nie postulowali secesji z państwa syryjskiego, ich agendą polityczną jest kurdyjska autonomia na bazie Demokratycznej Federacji Północnej Syrii, którą powołali. Pojawiały się także kilkukrotnie postulaty, że oddziały Kurdów mogą wejść w skład SAA o ile Damaszek uszanuje ich autonomię. Tureckie ataki na północy Syrii mimo, że skierowane w Kurdów to jednak odbywają się na integralnej części Syryjskiej Republiki Arabskiej a zatem od początku były potępiane przez rząd Baszara Asada. Problem w tym, że w Afrinie administrację de facto stanowią Kurdowie i do niedawna tylko ich siły były lokalnym wojskiem broniącym tego kantonu. Pozwalało to także Turcji przedstawić „Oliwną Gałąź” jako wymierzoną przeciwko YPG. Przez Ankarę YPG są określane mianem terrorystów powiązanych z Partią Pracujących Kurdystanu. Od czwartku jednak Kurdowie (z Afrin) i rząd syryjski doszli do porozumienia a na tereny Afrinu wjechały kolejne konwoje oddziałów sił rządowych. Najpierw „rozpoznanie” sytuacji przeprowadziły szyickie siły z rządowych milicji NDF i one jako pierwsze wkroczyły do Afrin. Zostały ciepło przyjęte przez Kurdów a także pojawiły się informacje, że konwój NDF ostrzelała turecka artyleria, co samo w sobie może oznaczać, że mamy już do czynienia z de facto otwartą wojną turecko-syryjską. Napływają sprzeczne informacje ale od piątku z kolei mówi się o tym, że do Afrin wjechały już regularne oddziały SAA. Kontynuowanie operacji przez Turcję musi prędzej czy później skończyć się starciami zbrojnymi między TSK a SAA ale pamiętajmy o nieprzewidywalności syryjskiego konfliktu w którym „geopolityczny zwrot akcji” nie jest niczym nadzwyczajnym. Bez względu na ostateczne efekty tej interwencji to po wkroczeniu syryjskich wojsk w miastach Afrinu pojawiły się wspólne wiece kurdyjsko-rządowe a zatem Turcji udało się zjednoczyć dwie główne siły w Syrii przeciwko sobie. Warto podkreślić, że siły SDF są wspierane przez Amerykanów a Turcja jest członkiem NATO, co tylko zwiększa poziom komplikacji w regionie. Wcześniej Afrin i Damaszek pertraktowały o połączeniu sił w obronie ale z rozmów nic nie wynikało, Syria po cichu sympatyzowała z obrońcami i przez wąski pas kurdyjsko-syryjskiej „granicy” SAA prawdopodobnie przepuszczała ochotników do Afrinu – m.in. chrześcijańskie oddziały z Syriackiej Rady Wojskowej (MFS) poszły na odsiecz kantonowi ale otwarta interwencja w Afrin i przejazd kolumn wojsk rządowych oznacza, że bitwa o Afrin wchodzi w nową fazę i nabiera nowego geopolitycznego wymiaru.

„Nasze jednostki wojskowe zaprosiły syryjski rząd i armię do wypełnienia swoich obowiązków związanych z obroną Afrin i ochroną syryjskiej granicy przed brutalną inwazją”– podkreślił dowódca YPG Nuri Mahmoud. Do Afrin przyjechali także Kurdowie z Aleppo - oddziały YPG i YPJ (kobiece oddziały kurdyjskie) z dzielnicy Sheikh Maqsood.

Od początku operacji o pomoc apelowali lokalni chrześcijanie w kantonie Afrin. Najbardziej obawiają się grup islamistów, które wsparły turecką ofensywę – niebezpieczne są także bombardowania lotnicze i ostrzał artyleryjski uczestników ofensywy. Ciężko o dokładne dane ale szacuje się, że w kantonie Afrin uwięzionych jest około 250 chrześcijańskich rodzin z czego 190 zamieszkuje najważniejsze miasto kantonu a tej samej nazwie. Kolejną z zagrożonych mniejszości są Jazydzi – także mocno przez ostatnie lata dotknięci zbrodniami wojennymi. Chrześcijanie i Jazydzi w Iraku oraz Syrii byli głównym celem eksterminacji i czystek ze strony tzw. Państwa Islamskiego. W Afrin żyje ok. 15 tysięcy Jazydów. Obawiają się o swój los.

Bilans ponad miesięcznej kampanii tureckiej w Afrin jest ciężki do oszacowania bo każda ze stron podaje różne dane. Jak wynika z oświadczenia SDF w obronie Afrin zginęło 177 kurdyjskich bojowników, a 1219 żołnierzy tureckich lub turkmeńskich rebeliantów poniosło śmierć. Turcja przyznała się tylko do 32 zabitych żołnierzy wśród własnych strat i twierdzi, że „zneutralizowała” 1873 bojowników. Z danych Syryjskiego Obserwatorium Praw Człowieka wynika, że śmierć poniosło 112 cywilów. W Afrin rozgrywa się dramat humanitarny - aż 192 tys. ludzi potrzebuje pomocy. Turcji udało się jak dotąd zająć 15% powierzchni kantonu. Na zachodzie ich siły podeszły pod miasto Raju, na płd. zachodzie pod Jandaris a na płn. oprócz miasta Bulbul udało się im zająć cały pas północnych terenów Afrinu. Przez pierwsze tygodnie kampanii siły tureckie ugrzęzły w kantonie a Kurdowie bronili swoich pozycji. Ostatnie dni, jednak zaowocowały kolejnymi zdobyczami terenowymi i wydawało się, że turecka ofensywa zaczyna nabierać rozpędu. Wtedy do Afrin wkroczyły wojska syryjskie.

Mike Bruszewski/Tysol.pl