Przed rozpoczęciem ataku Stanów Zjednoczonych i Izraela na Iran miała miejsce szokująca wypowiedź ambasadora USA w Izraelu Mike’a Huckabee, który de facto uzasadniał izraelską ekspansję nauczaniem Pisma Świętego. Po wybuchu wojny na Bliskim Wschodzie pojawiły się natomiast doniesienia ze strony amerykańskich żołnierzy twierdzących, że ich dowódcy – „chrześcijańscy zeloci” – przekonują, że atak ten jest „usankcjonowany biblijnie”. Pojawia się narracja na temat „świętej wojny”, która ma się dokonać, aby Chrystus mógł powrócić na ziemię. Sam szef Pentagonu Pete Hegseth posługiwał się na jednej z konferencji prasowych słowami Psalmu 144: „Błogosławiony Pan — Opoka moja, On moje ręce zaprawia do walki, moje palce do wojny”.

Do sprawy w wywiadzie dla „Faktu” odniósł się kierownik Katedry Etyki UKSW w Warszawie ks. prof. Andrzej Kobyliński.

- „O nadchodzącym końcu świata, czyli o biblijnym Armagedonie, mówi garstka zwolenników Trumpa. Natomiast kluczową sprawą jest syjonizm chrześcijański. On tłumaczy najgłębiej obecną wojnę. Ten pogląd religijny wyznaje w USA od 40 do 60 mln chrześcijan ewangelikalnych i zielonoświątkowych”

- zauważył.

W ocenie filozofa, jest to najważniejszy elektorat Donalda Trumpa.

- „Istotą tego stanowiska jest przekonanie, że obecny Izrael jest narodem wybranym, o którym mówi Stary Testament. Ich zdaniem wszystko, co w przeszłości Bóg powiedział i obiecał Izraelowi, dzisiaj odnosi się w 100 proc. do państwa Izrael. Na tej podstawie syjoniści chrześcijańscy udzielają bezkrytycznego poparcia dla wojen prowadzonych przez armię izraelską. Wielu z nich twierdzi, że obecnie Izrael ma prawo zdobywać przemocą nowe ziemie, zgodnie z obietnicą Boga zapisaną na kartach Pisma świętego, czyli od Nilu aż do Eufratu”

- wyjaśnił.

Duchowny zaznaczył, że jest to oczywiście „herezja w czystej postaci”.

- „To skrajnie niebezpieczny błąd religijny i niewłaściwe rozumienie Pisma Świętego. To okrutne zabijanie w imię Boga. Nie wolno mordować ludzi i twierdzić, że tak chce Bóg. Niestety, ta wojna jest świętą wojną nie tylko dla USA, ale także dla Izraela i Iranu. Bez religii kompletnie nie rozumiemy tego, dlaczego obecnie Bliski Wschód stanął w ogniu”

- powiedział.

Przyznał przy tym, że „brakuje ze strony papieża Leona XIV wyraźnego potępienia herezji syjonizmu chrześcijańskiego”.