Świadectwo: Moje życie było życiem trupa. I wtedy Bóg...
"W wieku trzydziestu lat moje życie było życiem trupa moralnego, trupa duchowego, który poszukuje, ale za bardzo nie wie, czego w życiu chce" - opowiada Andrzej.
Kategoria
Sekcja: Duchowość i wiara
"W wieku trzydziestu lat moje życie było życiem trupa moralnego, trupa duchowego, który poszukuje, ale za bardzo nie wie, czego w życiu chce" - opowiada Andrzej.
Z polecenia papieża Franciszka, kard. Konrad Krajewski kolejny raz udał się na Ukrainę, aby wesprzeć napadnięty przez Rosjan naród. W czasie podróży doszło do groźnego incydentu. Papieski jałmużnik znalazł się pod rosyjskim ostrzałem. Na szczęście wyszedł z niego cało.
20 września 1870 roku po trzygodzinnych walkach, w których po obu stronach zginęło 68 osób oddziały włoskie zdobyły Rzym. Papież Pius IX ogłosił się więźniem Watykanu, a trwające od 11 wieków Państwo Kościelne przestało istnieć.
Proces schodzenia po stopniach pychy opisał szczegółowo w XII w. św. Bernard z Clairvaux w traktacie "O stopniach pokory i pychy". Mówi tam o tym jak pewni ludzie "schodzą" po stopniach pychy osiągając wreszcie stan "śmierci duszy". Człowiek "umarły na duszy" - "żywy trup" zaczyna się "rozkładać" tracąc powoli, ale nieubłagalnie to, co można nazwać resztką jego człowieczeństwa, stając się coraz bardziej "trupem" i to tak dalece, stwierdza wielki Doktor Kościoła, że aż, w pewnym momencie "już cuchnie". Ten stan jest czymś najgorszym, co może nas spotkać, szczytem nieprawości i niegodziwości, a zarazem nieodwracalną, całkowitą degeneracją duchową i moralną człowieka. W jaki sposób dochodzi do tej degeneracji? Św. Bernard wyróżnia dwanaście etapów tego procesu.
«Wierzysz, że jest jeden Bóg? Słusznie czynisz - lecz także i złe duchy wierzą i drżą»(Jk 2,19).
Salezjanin ks. Dominik Chmielewski podczas homilii wygłoszonej w warszawskim kościele Świętego Krzyża po zakończeniu tegorocznego Marszu Świętości Życia i Rodziny przekonywał, że to Eucharystia jest siłą budującą i scalającą małżeństwa oraz najlepszą dla nich terapią.
Andrzej Kim Tae-gŏn był pierwszym kapłanem koreańskim. Urodził się w 1821 r. w koreańskiej prowincji Tcziong-Czu w rodzinie katolickiej. Jego pradziadek, Pius Kim Chin-hu, z powodu wiary spędził ponad 10 lat w więzieniu, gdzie zmarł, a jego ojciec, bł. Ignacy Kim, zginął w czasie prześladowań w roku 1839 (został beatyfikowany w 1925 r.). Po chrzcie, który Andrzej przyjął mając 15 lat, przebył kilkaset kilometrów do seminarium w Makao (Chiny). Po sześciu latach zdołał wrócić do swojego kraju poprzez Mandżurię. W tym samym roku przebył Morze Żółte i w Szanghaju w 1845 r. przyjął święcenia kapłańskie. Został skierowany do przygotowania bezpiecznej przeprawy wodnej dla misjonarzy chrześcijańskich, tak aby udało im się ujść straży granicznej. Andrzej został aresztowany i po torturach ścięty niedaleko stolicy swojego kraju, Seulu, 16 września 1846 r.
"Moją matką i moimi braćmi są ci, którzy słuchają słowa Bożego i wypełniają je"
Formuła „wierzę w (...) ciała zmartwychwstanie, żywot wieczny” jest końcowym fragmentem wyznania wiary, jednego z najstarszych w Kościele, które zwiemy Symbolem bądź Składem Apostolskim. Wielu z nas odmawia je podczas modlitwy porannej i wieczornej, na „różańcowym krzyżyku”. I bardzo dobrze, bo już w IV wieku pisał o takiej praktyce św. Ambroży, biskup Mediolanu: „Symbol ten jest pieczęcią duchową, jest rozważaniem naszego serca i zawsze obecną obroną; z całą pewnością jest skarbem naszej duszy”.
Popularny współczesny mit głosi, że to dopiero my, którzy mamy postoświeceniową naukę, odkryliśmy, iż nieżywi nie powstają z martwych. Ludzie starożytności, biedacy, byli nieoświeceni, wskutek czego wierzyli we wszystkie te szalone cuda. Jednak takie myślenie jest po prostu fałszywe - mówi anglikański biskup Nicholas T. Wright w rozmowie Antonym Flew w książce "Bóg istnieje".
"Znak krwi po raz kolejny" - powiedział abp Domenico Battaglia, metropolita Neapolu ogłaszając tym samym, że przechowywana w specjalnej ampułce krew św. Januarego znów się upłynniła. Cud ten powtarza się w Neapolu od kilkuset lat, w dniu wspomnienia męczennika, 19 września.
- Przyczyną zagubienia wielu ludzi układających sobie życie afektywne i rodzinne jest ignorancja wielkiego daru, jakim jest chrześcijański sakrament małżeństwa. Jak niedawno doniosła „Rzeczpospolita”, „coraz mniej ślubów wyznaniowych zawieranych jest w całej Polsce. Ich odsetek spada zarówno na laickim zachodzie kraju, jak i na wciąż mocno wierzącym Podkarpaciu – wynika z najnowszego raportu opracowanego przez demografów z Uniwersytetu Łódzkiego”. Wśród przyczyn, podano następującą: „jest to wyraz kształtującego się w Polsce nowego sposobu wyznawania wiary. Dziś coraz mniej osób jest zainteresowanych obrządkiem religijnym, a więcej tym, by wiarę przeżywać w sposób indywidualny […]. Młodzi, którzy nie chcą ślubować w kościele, pokazują, że nie zależy im na dozgonnym związku, pełnym więzi z Chrystusem i Kościołem, a to znak ich płytkiej wiary - pisze na łamach książki „Miłość warta obrączek. Jak zbudować małżeństwo na całe życie" ks. prof. Robert Skrzypczak.
Oto relacja o niezwykłych wydarzeniach, jakie miały miejsce 19 września 1846 roku we francuskim La Salette - Melanii Calvat, która miała wówczas 14 lat i wraz z 10-letnim Maksyminem Giraud była świadkiem objawienia Matki Bożej.
"Nie ma bowiem nic skrytego, co by nie miało być ujawnione, ani nic tajemnego, co by nie było poznane i na jaw nie wyszło"
Św.Józef z Kupertynu nie lubił tych ostentacyjnych przejawów łaski,które narażały go na ciekawość ludzi. Nieraz modlił się do Pana,aby ten odebrał mu te dziwaczne przejawy zewnętrzne.Wola Boga była jednak inna.