Zapiski erotomana, który został autorytetem Polaków - zdjęcie
04.06.13, 10:15Witold Gombrowicz (Fot. Bohdan Paczowski/Wikimedia Commons)

Zapiski erotomana, który został autorytetem Polaków

16

Mamy jak sądzę trzy odpowiedzi na to pytanie. Pierwsza, że dziś wydaje się wszystko, nawet wbrew woli twórców. Palenie przez artystów dzieł nieudanych, czy haniebnych wydaje się swego rodzaju obrazoburstwem, odmową krytycznego wglądu w siebie, ucieczką przed krytykiem – współczesnym bogiem literatury. Losy samego twórcy traktuje się bowiem jako konieczny element dzieła. Ma to swoje dobre strony, demaskuje kreacje mające ambicje szersze niż tylko literatura i albo je kompromituje, albo docenia. Ale ta postawa w dzisiejszej wersji jest także wytworem kultury voyeryzmu, kultury podglądactwa ukrytej za szlachetnymi intencjami obcowania z literaturą i sztuką wysoką. To drugi powód, jak sądzę, dla którego opublikowano zapiski osobiste Gombrowicza. Bardziej interesujące w gruncie rzeczy wydają się czytelnikowi sypialnie, toalety i mroczne zakamarki niż to co ma faktycznie wartość literacką. Rita Gombrowicz trafnie jak się zdaje zauważa, że „Dziennik” Gombrowicza może istnieć bez „Kronosa”, ale „Kronos” nie może istnieć bez „Dziennika”. Wniosek z tego jest prościutki. Dziennik intymny, nawet w oczach najbliższych pisarzowi ludzi i żadnych tekstów krytyków, nie ma żadnej wartości jako samodzielne dzieło literackie, nie ma wartości bez Gombrowicza. Jeśli tak jest to trzeba zapytać czy faktycznie nawet z Gombrowiczem zyskuje jakieś uzasadnienie. Trzecia odpowiedź na pytanie o sens wydawania „Kronosa” wynika z drugiej – „Kronos” po prostu się sprzeda, będzie czytany z wypiekami na twarzy, będą wyszukiwane fragmenty, gdzie wyliczane są partnerki i partnerzy erotomańskich przygód autora.

Ciekawe uzasadnienia dla „Kronosa” znaleźli wydawcy i redaktorzy tomu, czyli przede wszystkim Rita Gombrowicz i Jerzy Jarzębski. Gombrowiczowa buduje je właściwie tylko na krótkiej i enigmatycznej notatce pisarza, prawdopodobnie dotyczącej „Kronosu”: „Pozostało mi jeszcze coś w zapisie, ale tej reszty – bardziej prywatnej – wolę nie zamieszczać. Nie chcę narażać się na kłopoty. Może kiedyś… Później”.  „Kronos” jest bardzo przydatny do odszyfrowania licznych wątków biograficznych pisarza, szczególnie, że przez lata jego żona i przyjaciele z detektywistyczną skrupulatnością rozwijali świat zapisanych skrawków wspomnień. Nie bez przyczyny wczesne lata życia, rekonstruowane ze słabnącej pamięci, można niemal pomijać w lekturze i skupiać się na ciekawszych przypisach biograficznych przygotowanych przez redaktorów. Jednak również Rita Gombrowicz musiała, jak pisze, przełamać samą siebie by „Kronosa” opublikować. Trudno się dziwić, kolejne strony czyta się z niesmakiem. Zrobiła to w sposób paradoksalny, powołując się na perwersyjną perspektywę liberalnej moralistyki: „Czy pominąć fragmenty zbyt prywatne, sygnalizując ich opuszczenie? Wahałam się, ale takie wyjście przypominało mi ponure lata cenzury komunistycznej”. Niewątpliwie to zupełne pomieszanie z poplątaniem w pojęciach i ocenach, ale taka jest logika współczesnej kultury, by hańbę nazywać orężem przeciw zniewoleniu.

Znamy Gombrowicza jako tytana własnej formy, tymczasem w Kronosie mamy przed sobą niewolnika chuci, narcyzmu, pożądania bogactwa, a także emocji; człowieka wiecznie skłóconego z najbliższymi mu ludźmi. Forma okazuje się papierowa. Gombrowicz w pewnym momencie odkrywa twórczość Sartre’a, a razem z nim Jean Geneta – literata marginesu: homoseksualistę, kryminalistę, które to doświadczenia wypełniają jego twórczość. Także w przypisach „Kronosa” można przeczytać, że pomiędzy Genetem, a Gombrowiczem istniała duchowa więź wsparta na „inwersji wartości”. Jednak jest to jak się zdaje nadinterpretacja. Gombrowicz bowiem w porównaniu z Genetem wydaje się hipokrytą, który wstydził się swoich homoseksualnych praktyk, do tego stopnia, że nie godził się by je tak wprost określać. Genet przeciwnie starał się zachowywać integralność swojej postawy artysty wyrzutka, człowieka na opak. Poza Gombrowicza jaką znamy z „Dzienników” zwodzi i uwodzi znacznie bardziej. Nie czyni z występku cnoty, ale ukrywa występek i udaje cnotę i mądrość. Udaje słabość, ale szuka piedestału, szuka autorytetu moralnego wobec czytelnika. Ten zabieg zresztą Gombrowiczowi się udał i nie zmieni tego już nawet wydanie „Kronosa”. Pozostaje tylko pytanie czy lektura i krytyka dzieł Gombrowicza potrzebuje treści w nim zawartych.

Inne niż Rita Gombrowicz uzasadnienie wydania „Kronosa” dał w swoim posłowiu Jerzy Jarzębski. Jarzębski wprost zastanawia nad sensem wydania dziennika intymnego Gombrowicza. Pisze: „No bo i po cóż nam „niewydarzony” „Kronos” skoro od lat czytać możemy te niemal tysiąc mistrzowskich stronic, rozpoczętych sławnym: „Poniedziałek Ja. Wtorek Ja. Środa Ja. Czwartek Ja”? Czy zatem jest coś, co „Kronos” uczyniłoby tekstem nie tylko wartościowym, ale w swej formule niepowtarzalnym. Otóż, jak sądzę, tą cechą najbardziej specyficzną „Kronosu” jest – w zgodzie z tytułem – stosunek do czasu”. Nie wynika z tego jednak żadna głębsza konstatacja poza tym, że dziennik jest zapisany chronologicznie i miesiąc po miesiącu. Nie wydaje się to czymś niepowtarzalnym w przypadku tego typu literatury. Samo odróżnienie od głośnego „Dziennika” nie czyni  jeszcze wartości. Drugie uzasadnienie ma być egzystencjalne, ale wydaje się szalenie enigmatycznie i niespecyficzne jeśli chodzi o to konkretne dzieło i przynależy raczej całej literaturze: „Lekturze własnego losu poświęcony jest głównie „Kronos”. Dlatego pisarz jest w nim w tej samej mierze autorem, co czytelnikiem, a może nawet bardziej tym drugim. Z tego samego powodu czytelnik „zewnętrzny” tych zapisków jest w równej mierze sobą samym, jak – na chwilę, na czas lektury – szukającym sensu swej egzystencji „Gombrowiczem”. Może tylko po to, by dać czytelnikom szansę takiego utożsamienia, warto było wydać „Kronos” drukiem.”

Trzeci powód jest bardziej konkretny i dotyczy homoseksualizmu pisarza. Czytamy w posłowiu: „Za sprawą „Kronosu” upada więc definitywnie teza pewnych przedstawicieli krytyki gejowskiej, którzy dowodzili (nie opierając się na faktach), że Gombrowicz był homoseksualistą stuprocentowym, dla niepoznaki tylko udającym biseksualistę.” Warto zapytać jakie ma znacznie w recepcji dzieł Gombrowicza to czy był erotomanem bi- czy homoseksualnym. Jakie to ma znacznie dla problemów jakie go zajmowały w publikowanych za życia utworach. Co nam to mówi o formie polskości? Rozstrzygnięcie kwestii homoseksualizmu jest właśnie ciekawostką dla intelektualnego voyeryzmu. Ale jeśli Gombrowicz jest „prawdziwy” w „Kronosie” to jaki jest w „Dzienniku” czy innych dziełach i jaką to ma dla nas wartość? Niestety wokół „Kronosu” tylko się psychologizuje. Mam na myśli teksty stanowiące oprawę wspomnień. Posłuchajm Wojciecha Karpińskiego: „Dzięki jakim tajemnym zaklęciom autor suchych wyliczeń owrzodzeń, chorób, ambicjonalnych konfliktów – przemienił się w twórcę „Dziennika”. Gdyby jednak zamiast pobłażliwych uśmiechów wokół perwersji Gombrowicza ktoś zechciał się chwilę zastanowić nad tym, że mówimy o jednym z nauczycieli współczesnej Polski, wyniknęła by z tego debata nad znaczeniem i autorytetem Gombrowicza. Nikt tego jednak raczej nie zrobi. Za Gombrowiczem idą pieniądze i sława, że oto jest „ktoś”, ale że też jest młot na tę Polskę nie-tak-bardzo-nowoczesną. Nie mogą go utracić. Po „Kronosie” mam go dosyć, ale mam też ochotę sprawdzić treść innych książek jest wciąż taka sama jak zdawał mi się wcześniej. Podejrzewam, że nie.

Tomasz Rowiński

Komentarze (16):

anonim2013.06.4 11:06
Zapiski erotomana? Co za idiotyzm. Gombrowicz był NORMALNYM facetem zainteresowanym seksem. I tyle. Być może lubił obie płcie, być może kontaktami z kobietami chciał tylko przykryć homoseksualizm, ale nic ponadto., Owszem, za "różnorodność" kontaktów płacił wysoką cenę w postaci uciążliwych chorób wenerycznych, ale fakt, że odczuwał pożądanie seksualne i nie unikał jego ekspresji, nie świadczy o erotomanii. To NORMALNE, że facet ma ochotę na seks i ją realizuje. Normalne i zgodne z naturą. .
anonim2013.06.4 11:15
Walpurg2 - to tak jakby tłumaczyć że ktoś kto waży 120 kilo wcale nie jest jakimś przesadnym żarłokiem, tylko po prostu lubi sobie zjeść jak każdy człowiek. Normalny mężczyzna owszem lubi seks, ale z radością ogranicza się do jednego partnera w postaci swojej żony. Co ponadto, to już nie natura a wynaturzenie.
anonim2013.06.4 12:52
@tesserakt jak ci się te wynurzenia??? na frondzie nie podobają to zmień portal, prześmiewca następny się znalazł hahaa
anonim2013.06.4 13:05
Tesserakt - nie przeczę że to zjawisko staje się coraz bardziej powszechne. Widać to chociażby po fakcie że ktoś się ośmiela bronić tego jako normalność, co jeszcze kilkadziesiąt lat temu nikomu nie przyszłoby do głowy. Ale ostatecznie, choroby są czymś co podlega obiektywnej ocenie. Gdybyśmy wszyscy jednogłośnie uznali że grypa jest stanem normalnym, nie zmieniłoby to faktu że i tak każdy nosiciel grypy odczuwałby obiektywne efekty choroby. Różnica byłaby tylko taka że wszyscy na około wmawialiby mu że nie jest chory, i odmawialiby mu leczenia - co mogłoby nawet doprowadzić do śmierci.
anonim2013.06.4 13:44
Brawa za tytuł!
anonim2013.06.4 14:07
dla mnie Gombrowicz autorytetem nigdy nie był i nie będzie, więc czy był sodomitą, czy nim nie był, to dla mnie ten problem nie istnieje otwarta jest dla mnie kwestia, czy poruszanie kwestii zboczeń osób, które bywają uznawane za autorytety, nie jest promocją tychże zboczeń
anonim2013.06.4 17:58
Ja się w ogóle dziwię, że ktoś mógł uważać Gombrowicza za artystę, wziąwszy jakikolwiek fragment jego ''twórczości''. Mam jego wszystkie ''dzieła '' które przywiozłam dawno temu z Paryża, ale po połowie pierwszego, zrezygnowałam, bo szkoda czasu.
anonim2013.06.4 19:56
Dla mnie osoby mówiące że to normalność, gdy facet lub kobieta ma kilku partnerów w swoim życiu. Ukazują mi przez to jak im brak szacunku dla samych siebie i osób z którymi są. Zasadzie to odczłowieczanie i zaspakajanie własnego egoizmu, gdzie nie patrzy się na drugiego człowieka aby mu coś dać, ale przede wszystkim aby coś od niego otrzymać. Nie zwraca się na uczucia tej drugiej osoby, tylko na siebie i na popęd który nami do niej kieruje. Po prostu ja jako Pan i władca, któremu wszystko się należy, abym tylko moja namiętność i miłość własna została zaspokojona. Zasadzie takiemu tak wynaturzonemu, człowiekowi wydaje się że się nie krzywdzi, ale zasadzie zabija swoją wrażliwość i wewnętrznie umiera. Nie jest zdolny do kochania, bo jego rany pchają go coraz większą ciemność, aż do zniewolenia , Pragnie coraz bardziej miłości którą definiuje jako seks, a nie jako dar samego siebie dla innego człowieka, którego trzeba sobą obdarować. Takie osoby nie rozumieją czym jest miłość i jakim darem jest czystość. Poza tym mało rozumieją że jedną drogą popęd, a z drugiej strony wala duchowa w której szatan najbardziej posługuje się naszą seksualnością aby usidlić naszą duszę i pchnąć ją w ciemność z której bardzo trudno wyjść. Mówiąc nam że rozkosz nic nie kosztuje jak bardzo jest nam dobrze, przed wszystkim jak przyjemnie. Takie osoby doświadczają pustki a demon będzie podsuwał myśli jak ją zapełnić. Człowiek pragnie miłości ale mało kto rozumie że kiedy ją sieje to ją zbiera im więcej jej da drogiemu człowiekowi tym więcej jej otrzyma. Bóg obdarzy go miłością i trwałym szczęściem, przychodzi mi na myśl słowa modlitwy świętego Franciszka bardziej kochać niż pragnąć miłości. Tak jest z miłością małżeńską w której w akcie seksualnym prócz małżonków jest sam Bóg scalający ich małżeństwo. Sprawiający że jedna osoba oddaje się darmo drugiej przez miłość rozpaloną w sakramencie małżeństwa przez Ducha Świętego. Bardzo dobrą książką jest Raj odzyskany Ojca Jamesa. W której dokładnie i bardzo mocno ukazuje jaką wartość dla Boga ma strefa seksualna i małżeństwo.
anonim2013.06.5 10:29
Zboczenia są uleczalne!!!
anonim2013.06.5 10:30
zbok i tyle
anonim2013.06.5 15:58
@Jakub Majewski Kłopot w tym że grypa to jest stan chorobowy, nienormalny, a libido, stan pobudzenia seksualnego jest stanem normalnym, o ile nie występuje non-stop, o ile nie jest zaburzony. (przy czym mówiąc o zaburzeniach częściej się mówi o BRAKU libido niż jego nadwyżce) "Ale ostatecznie, choroby są czymś co podlega obiektywnej ocenie." Obiektywnie część ludzi uważa pieprzyki, piegi, czy inne anomalie skóry za chorobę a część za cechę naturalną. Mam gdzieś taką obiektywność. "każdy nosiciel grypy odczuwałby obiektywne efekty choroby." A co to są "obiektywne efekty choroby"? Symptomy przeziębienia to reakcja naturalna organizmu na przeziębienie, nic takiego nie uświadczymy przy homoseksualizmie. W psychologii też istnieją reakcje obronne, do walki ze stresem, etc. Tymczasem w społeczeństwie większość "symptomów" homoseksualizmu wynika z ostracyzmu społecznego niż faktycznie z samego homoseksualizmu, jako choroby psychicznej. Ostracyzm społeczny mamy również w alkoholizmie, ale to nie zmienia faktu że sam alkoholizm ma obiektywnie mówiąc pewne negatywne objawy, a ostracyzm tylko pogłębia depresję pacjenta, która może rzutować na powtarzanie cyklu "picie ze stresu, stres z picia". W homoseksualizmie nakierowanie libido na własną płeć nie wiąże się z żadnymi konsekwencjami dla zdrowia psychicznego per se.
anonim2013.06.5 23:58
Polać Szarbelowi!
anonim2013.06.6 13:47
Ach jak salon (i, niestety, nie tylko łon), płakał rzewnemi łazami, że niejaki Giertych usunął swego czasu Gombrowicza z listy lektur obowiązkowych. Z Bogiem.
anonim2013.06.9 1:03
Tytuł artykułu bardzo tabloidowy. Zawartość już mniej. Ale do rzeczy. Sam jestem wielkim fanem Gombrowicza i Kronosa kupiłem. Jako gadżet. Bo literackiej wartości to faktycznie nie ma. To raczej przyczynek dla biografów na co zresztą uwagę zwracała Klementyna Suchanow (jedna z redaktorek).
anonim2013.06.12 13:23
nieoczytany, niedouczony motłochu, Gombrowicz już dawno temu opisał taki polaczkowaty plebs w Transatlantyku;)
anonim2013.07.2 18:57
Makowiec-światowiec się odezwał. Myśl sobie człeku, co chcesz, ale ludzi nie obrażaj tylko dlatego, że nie kochają twojego idola równie mocno. Zresztą takich wątpliwej wartości idoli ci u nas dostatek. Niestety, postawa życiowa, poglądy autora mają wpływ na odbiór społeczny jego twórczości. Nie chodzi o to, by artysta był kryształowy, bo nikt taki nie jest, ale jakiegoś poziomu można od twórców oczekiwać, a nawet wymagać. Poza tym pani Rita wstydu chyba nie ma (albo kasy), żeby publikować te bezeceństwa. To trochę tak, jakby mówić źle o zmarłym mężu. Obciach jednym słowem. Albo straciła rozum na starość. Z Bogiem.