Wasilij Zarubin – cichy patron polskiej wymiany elit  - zdjęcie
03.07.10, 20:13

Wasilij Zarubin – cichy patron polskiej wymiany elit

10

 

Marzeniem świętej pamięci Andrzeja Przewoźnika było napisanie książki o Katyniu. Całymi latami zbierał po świecie unikalne materiały historyczne, które zamierzał wydać w swoistym opus magnum. Znacznie wcześniej przymierzał się jednak do opublikowania nieco mniejszej książki, do której dokumentację kompletował przy okazji sprawy Katynia. Chodziło o biografię Wasilija Zarubina – asa sowieckiego wywiadu, legendy NKWD, człowieka, który odegrał złowrogą rolę w procesie ludobójstwa polskich oficerów w 1940 roku.

Eksterminacja polskich jeńców wojennych w Katyniu, Charkowie i Miednoje rozpoczęła się w kwietniu 1940 roku. Dlaczego Sowieci nie zlikwidowali ich jednak od razu po wzięciu do niewoli, lecz trzymali niemal pół roku w obozach w Kozielsku, Starobielsku i Ostaszkowie? Co się działo w tym czasie z polskimi oficerami? Jakie zamiary mieli wobec nich bolszewicy?

Dziś, w świetle gromadzonej latami dokumentacji, jest oczywiste, że pierwotnym celem władz sowieckich nie była eksterminacja polskich elit, lecz przewerbowanie ich na stronę komunistów. Jeńcy zostali umieszczeni w byłych prawosławnych klasztorach, swego czasu cieszących się wielką czcią wśród rosyjskiego ludu. Na przykład Kozielsk, położony 250 kilometrów na południowy wschód od Smoleńska, był dawną posiadłością polskich rodów: Puzynów i Ogińskich, z których wywodził się znany kompozytor Michał Kleofas Ogiński, autor słynnego poloneza Pożegnanie ojczyzny. Na terenie monastyru w Kozielsku znajdowała się Pustelnia Optyńska, słynąca w całej Rosji z tego, że mieszkali w niej świątobliwi starcy, do których przybywali pielgrzymi z najodleglejszych stron. Pustelnię tę – wraz z jej mieszkańcem: starcem Zosimą – uwiecznił w swych Braciach Karamazow Fiodor Dostojewski. Po rewolucji bolszewickiej Sowieci zbezcześcili klasztor i urządzili w nim sanatorium im. Maksyma Gorkiego.

Wasilij Zarubin

Warunki życia w obozach internowania były, jak na sowieckie warunki, wcale nie najgorsze. Więźniów nie starano się ani zagłodzić, ani wycieńczyć pracą fizyczną. Co więcej, organizowano dla nich wykłady i pogadanki politologiczne, wyświetlano propagandowe filmy, dawano do czytania komunistyczne broszury i gazety. Czy postępowano by z nimi tak, gdyby zamierzano ich zlikwidować?

zebranych materiałów wynika, że nad oficerami prowadzono intensywną pracę polityczną. Owa pieriekowka dusz miała na celu stworzenie polskiej odmiany homo sovieticus. Chodziło o sformowanie kadr dla przyszłej polskiej republiki sowieckiej, zwłaszcza zaś dla armii owego podporządkowanego Moskwie marionetkowego tworu.

W obozie w Kozielsku przetrzymywanych było ponad 4600 Polaków. Każdy z nich miał swoją teczkę operacyjnego rozpracowania ze zdjęciami i odciskami palców. Pracą operacyjną i polityczną zajmowało się około 130 funkcjonariuszy NKWD. Z ich raportów wynika, że polscy oficerowie w większości odrzucali światopogląd komunistyczny i trwali przy praktykach religijnych. Dlatego w grudniu 1939 roku, tuż przed Bożym Narodzeniem, wywieziono z Kozielska około 200 więzionych tam księży. Ich los do dziś pozostaje nieznany – wszystko wskazuje na to, że zostali zamordowani, ale nieznane jest ich miejsce pochówku.

Enkawudziści ze zdumieniem odkryli, że polscy jeńcy nie przestali się jednak modlić, choć praktyki religijne były surowo zakazane. Próbowali rozpracować pozostałych nielicznych kapłanów, którzy podawali się za cywilów, nie odnieśli jednak większych sukcesów. Oficerowie odporni byli też na agitację, jaka płynęła podczas obowiązkowych wykładów z materializmu dialektycznego, naukowego ateizmu oraz marksizmu-leninizmu.

Sowieci dążyli do złamania solidarności zbiorowej Polaków oraz skruszenia ich wspólnoty. Wszelkie ich działania, mające na celu rozbicie więzi i hierarchii, przynosiły jednak skutek odwrotny od zamierzonego. Doszło nawet do tego, że uwięzieni oficerowie sami zaczęli prowadzić działalność konspiracyjną, choćby wydając w kozielskim obozie dwa podziemne czasopisma: „Monitor” (ukazało się piętnaście jego numerów) i „Merkuriusz” (cztery numery). Bezradny komendant obozu major Wasilij Korolow pisał w raporcie do zwierzchników: „Kadra oficerska byłej armii polskiej jawnie wyraża w rozmowach uczucia patriotyczne do byłej Polski”.

Nic więc dziwnego, że Zarząd ds. Jeńców Wojennych i Internowanych wysłał do Kozielska specjalną grupę operacyjną z elitarnego V Wydziału NKWD, na czele której stał jeden z asów sowieckiej razwiedki – Wasilij Zarubin. Rozpoczął się nowy etap werbunku. Kuszeniem przestali zajmować się prymitywni politrucy od agitpropu w rodzaju komisarza Michaiła Aleksiejewa, a ich miejsce zajął prawdziwy Mefistofeles.

Zarubin od początku oczarował polskich więźniów. Jak wspominał Stanisław Swianiewicz: „posiadał maniery i dystynkcję człowieka wyższej kultury”, czym „przypominał wykształconych oficerów żandarmerii w carskiej Rosji”. Ujmował szarmanckością i ogładą towarzyską, znajomością kilku języków obcych i światowej literatury. Amerykański historyk Allen Paul tak opisuje sposób postępowania Zarubina: „zdobył u polskich oficerów szacunek i pewien stopień zaufania. Nie pełnił funkcji komendanta obozu, ale widoczne było, że podlegają mu wszyscy. Nie uczestniczył w trwających przesłuchaniach i wyróżniał się wytwornymi manierami. Często składał prywatne wizyty oficerom i dyskutował z nimi o przeróżnych problemach społecznych, politycznych i filozoficznych. Był wszechstronnie wykształcony, mówił biegle po francusku i niemiecku, słabo po angielsku. Przywiózł do obozu około pięciuset książek i chętnie wypożyczał je jeńcom. Częstował swoich gości dobrymi papierosami, herbatą, ciastami, a nawet pomarańczami, które były prawdziwym rarytasem i sprawiał wrażenie osoby szanującej poglądy rozmówcy. W końcu Polacy uznali, że Zarubin, jako jedyny spośród oficerów NKWD, zasługuje na to, by mu salutować”.

Oczywiście żaden z polskich jeńców nie wiedział, że 44-letni Zarubin jest majorem NKWD z 20-letnim stażem. Jako agent sowieckiego wywiadu prowadził działalność szpiegowską m.in. w Chinach, Mandżurii, Finlandii, Danii, Francji, Szwajcarii czy Niemczech, gdzie jako szef rezydentury werbował funkcjonariuszy SA i Gestapo.

W Kozielsku Zarubin prowadził wyrafinowaną grę operacyjną, której celem było zwerbowanie spośród polskich oficerów najbardziej perspektywicznej agentury. Jego rozmowy z jeńcami stanowiły przykład niezwykle wysublimowanego kuszenia polskiej inteligencji – można je odczytywać jako swoisty zapis walki o polską duszę. Tak przynajmniej potraktował to reżyser Robert Gliński, który od lat stara się (na razie bezskutecznie, bo nie może zdobyć środków) zrealizować film o Katyniu pt. Sanatorium Gorkiego. Główną oś fabularną stanowi opis relacji, jaka wywiązała się między Zarubinem a jego ulubieńcem, porucznikiem Karolem Grabowskim, znanym pianistą ze Lwowa.

W pamięci tych, którzy ocaleli, major NKWD zapisał się jako człowiek kulturalny i współczujący, pozwalający sobie niekiedy na przypływy szczerości. Gdy jeden z najstarszych rangą jeńców, generał Henryk Minkiewicz, zapytał, jaki będzie los uwięzionych oficerów, Zarubin odpowiedział mu: „Oszalelibyście, gdybym wam powiedział. Zapewniam was, to byłoby nieludzkie. Lepiej, abyście nie wiedzieli, co chcemy z wami zrobić”.

W rzeczywistości to major Zarubin przyczynił się w dużej mierze do zagłady polskich jeńców. Efektem końcowym jego pracy w Kozielsku był bowiem raport przesłany na ręce szefa NKWD Ławrientija Berii, w którym tak pisał o uwięzionych oficerach: „Sama ich konstrukcja psychologiczna sprawia, że są zupełnie nieprzydatni władzy radzieckiej”.

Konkluzja raportu Zarubina wynikała z faktu, że na 4600 przetrzymywanych w Kozielsku jeńców wojennych Sowietom udało się zwerbować zaledwie 20 osób, czyli około pół procenta. Pozostali nie tylko nie przejawiali żadnych sympatii wobec komunizmu, ale – mimo wielomiesięcznej obrobotki – nie kryli swej niechęci wobec dyktatury proletariatu.

5 marca 1940 roku Ławrientij Beria, wkrótce po zapoznaniu się z raportem Zarubina, wysłał do Stalina pismo na temat polskich oficerów: „Wszyscy oni są zawziętymi wrogami władzy radzieckiej, pełnymi nienawiści do ustroju radzieckiego. Próbują kontynuować działalność kontrrewolucyjną, prowadzą agitację antyradziecką. Każdy z nich oczekuje oswobodzenia, by uzyskać możliwość aktywnego włączenia się w walkę przeciwko władzy radzieckiej”. Beria wnioskował, by 27 000 polskich jeńców, przebywających w sowieckich obozach internowania, zostało rozstrzelanych bez sądu.

Jeszcze tego samego dnia zapadł wyrok śmierci. Na dokumencie widnieją podpisy: sekretarza generalnego Wszechzwiązkowej Komunistycznej Partii (bolszewików) – Józefa Stalina, marszałka Związku Sowieckiego i komisarza obrony – Klimenta Woroszyłowa, przewodniczącego Rady Komisarzy Ludowych i komisarza spraw zagranicznych – Wiaczesława Mołotowa oraz wiceprzewodniczącego Rady Komisarzy Ludowych i komisarza handlu zagranicznego – Anastasa Mikojana (na dokumencie widnieje także odręczna notatka: „Kalinin – za, Kaganowicz – za”).

Zarubin, który wyjechał z Kozielska do Moskwy na początku marca 1940 roku, by spotkać się z Berią, wrócił do obozu miesiąc później, tuż przed jego likwidacją. Dla polskich oficerów był niezwykle uprzejmy i wylewny. Opowiadał im, że zostaną wkrótce przeniesieni w inne miejsce. Żeby uśpić ich czujność, wydał rozkaz zaszczepienia wszystkich jeńców przeciw tyfusowi plamistemu. 3 kwietnia 1940 roku zaczęła się likwidacja obozu w Kozielsku. Jej finałem stało się katyńskie ludobójstwo.

W oficjalnych biogramach sowieckich i rosyjskich kozielski epizod w życiu Zarubina najczęściej pomijany jest milczeniem. Znacznie więcej pisze się o jego późniejszej działalności. W 1941 roku był on współorganizatorem zamachu stanu w Jugosławii. Jesienią tego samego roku został wysłany do Stanów Zjednoczonych, gdzie przez trzy lata pełnił funkcję szefa rezydentury sowieckiego wywiadu. Przed wylotem do USA był osobiście instruowany przez Stalina, który żądał, by raporty Zarubina trafiały bezpośrednio na jego biurko.

W Ameryce towarzyszyła mu jego druga żona, Elza Rosenzweig, zwana „sowiecką Mata Hari” i specjalizująca się w szpiegostwie atomowym. Warto wspomnieć, że funkcjonariuszką NKWD była także pierwsza żona Zarubina – Olga oraz jego córka – Zoja, która „obsługiwała” otoczenie prezydenta USA Franklina Delano Roosevelta podczas konferencji w Teheranie w 1943 roku. Sam Zarubin został zdemaskowany przez Amerykanów w 1944 roku i zmuszony do opuszczenia USA. Zaczął pracować w centrali NKWD w Moskwie, został nawet zastępcą szefa wywiadu zagranicznego. W roku 1948 przeszedł na emeryturę, ale przez lata szkolił sowieckich szpiegów w moskiewskiej szkole KGB. Zmarł w roku 1972.

Najlepszym okresem w szpiegowskiej działalności Zarubina były jednak jego amerykańskie lata. Stworzył on wówczas szpiegowską siatkę, w której niezwykle ważnymi agentami byli członkowie Biura Polskiego przy Komitecie Centralnym Komunistycznej Partii Stanów Zjednoczonych. To właśnie w USA Zarubinowi udało się to, co nie powiodło mu się w Kozielsku – zwerbował polskich działaczy, którzy stali się fanatycznie oddani sprawie zwycięstwa komunizmu na świecie. W odróżnieniu od internowanych w Związku Sowieckim jeńców żyli spokojnie w wolnym społeczeństwie, w ustroju demokratycznym, który pragnęli zniszczyć i zastąpić go systemem bolszewickim.

Najważniejszym agentem Zarubina został niekwestionowany lider Biura Polskiego – Bolesław Gebert (ps. „Ataman”). Zdaniem Louisa Budenza, innego sowieckiego szpiega, który przeszedł później na stronę Amerykanów, Gebert był nie tylko jednym z najbardziej wartościowych agentów NKWD w USA, lecz także zaufanym człowiekiem Moskwy, któremu powierzano pracę z siecią agentury sowieckiej w całych Stanach Zjednoczonych. Oprócz niego szczególnie cenni dla moskiewskiej razwiedki byli także Oskar Lange (ps. „Friend”), Roman Moczulski (ps. „Canuck”), Artur Salman – Stefan Arski, Aleksander Hertz, Leon Krzycki czy ks. Stanisław Orlemański.

Niezwykle symptomatyczne jest, że kiedy w kwietniu 1943 roku Niemcy ujawnili przed światem zbrodnię katyńską, Zarubin uruchomił w Stanach Zjednoczonych swych polskich agentów, by wybielali Sowietów i przypisywali ten mord hitlerowcom. Po wojnie jego najcenniejsi ludzie wrócili z USA do Polski, by włączyć się w dzieło budowy komunizmu. Bolesław Gebert został m.in. działaczem Centralnej Rady Związków Zawodowych i ambasadorem PRL w Turcji, Oskar Lange – członkiem Komitetu Centralnego PZPR, a Stefan Arski – zastępcą redaktora naczelnego „Trybuny Ludu”.

Podczas II wojny światowej na żywym organizmie narodu dokonano zabiegu lobotomii, bo tak można nazwać zagładę polskiej inteligencji. Spis powszechny z roku 1946 wykazał, że w naszym kraju pozostało tylko 1,8 proc. ludzi z wyższym wykształceniem. Bez przesady można więc powiedzieć, że Wasilij Zarubin jest cichym i niedocenionym bohaterem Polski Ludowej – jako patron wymiany elit, która dokonała się w czasie ostatniej wojny.

Tadeusz Grzesik

Tekst pochodzi z najnowszego 55 numeru Frondy

Komentarze (10):

anonim2010.07.4 1:01
WSTRZĄSAJĄCE!!! Liczba 1,8% jest znamienna. Ale i tego było za dużo "fundatorom" z Kremla: w miejsce profesora Tatarkiewicza reprezentującego tę "symboliczną resztkę" i wyrzuconego na emeryturę ( najłagodniejsza forma eliminacji zawodowej tamtch czasów) natychmiast weszły orły intelektu: politruki Armii Czerwonej: Berman, Jaroszewicz, Ford(odcinek filmowy), Brystygierowa, Światło, Romkowski, Holland ( na odcinku filozofii uniwersyteckiej) a w uzupełnieniu Geremki,Schechtery i Geberty. I cichutko, nie taki "nienajważniejszy" - por. Jaruzelski Wojciech. Dzisiaj właśnie wręczana została nagroda im. II sekretarza PZPR UW w latach 1950-1970 Geremka Bronisława. CO ONA MA SYMBOLIZOWAĆ??? CHyba to, że kontentujemy się "wyrobami czekoladopodobnymi".</p><p> Czy ta hekatomba pogorszyła naszą sytuację po wojnie w stosunku do np. Czechów czy Słowaków, którzy nie utracili swojej elity przedwojennej: ani humnistycznej, ani administracyjnej, ani technicznej. Chyba jednak nie - komuniści i tak się rozprawili z najodważniejszymi i pryncypialnymi a przystąpienie inteligentów do komunizmu zlikwidowało barierę obcości, jaką przez 50 lat odczuwali w stosunku do komuchów - Polacy. JEDNAKŻE ZBRODNIA NIE ZOSTAŁA UKARANA A MY CHYBA DOJRZELIŚMY DO TEGO ABY PO 10 KWIETNIA PRZYSTĄPIĆ DO MONTOWANIA NORYMBERGI II - na początek trzeba wybrać i skompletować TRYBUNAŁ MIĘDZYNARODOWY, w skład którego winni wejść porządni antykomuniści i prawdziwi badacze komunizmu. Trochę ich jest w EUROPIE CENTRALNEJ.Narody Polski, Węgier, CZech, Ukrainy, Litwy, Estonii, Łotwy, Finlandii, Bułgarii, Rumunii - są dostatecznie przygotowane do zorganizowania PROCESU ZBRODNIARZY KOMUNISTYCZNYCH NA WZÓR NORYMBERGI. INACZEJ IIWW NIE ZOSTANIE ZAKOŃCZONA.
anonim2010.07.4 9:15
Zagednienie - Zarubin, a wybory prezydenckie w Polsce - omawiałem już w ubiegłym roku :)</p><p> http://blogmedia24.pl/node/21939
anonim2010.07.4 11:27
Tadeusz Grzesik w swoim artykule miną się z prawdą pisząc :</p><p> ,,To właśnie w USA Zarubinowi udało się to, co nie powiodło mu się w Kozielsku – zwerbował polskich działaczy,…” </p><p> Nazywanie polskimi działaczami ludzi którzy w większości nie byli Polakami jest nadużyciem.
anonim2010.07.4 17:30
I znów powtórzę:</p><p> moskwa ma nas przeprosić nie za Katyń i mord 22000 oficerów, lecz za zbrodnicze plany wobec Narodu i Państwa Polskiego.</p><p> Od 1732 roku Rosja stara się podbić Polskę, udało się jej to w 1794 i 1939 roku, Rosja wywołała II wojnę światową, została wyrzucona z Ligii Narodów za napaść na Finlandię nigdy zaś nie została osądzona przez jakikolwiek trybunał. Czyżby Hitler się nie mylił, że zwycięzców nikt nie sądzi?</p><p> Nie ma nawet najmniejszej mowy o jakimkolwiek pojednaniu bez przyznania się Rosji do współsprawstwa w rozpętaniu wojny światowej oraz zbrodniczych i imperialnych planów wobec Rzeczypospolitej.</p><p> A na marginesie dziś rocznica zwycięstwa pod Kłuszynem. Moskale nakręcili film "1612"z udziałem polskiego renegata. Czemu nikt nie zrobi filmu "1610" o polskim zwycięstwie?! Czy uznanemu reżyserowi "spoko szkoły przyjdą" zabrakło weny czy odwagi?
anonim2010.07.5 0:35
Tadeusz Grzesik albo liczy na inteligencję czytelnika, albo woli święty spokój. Tekst jest ciekawy, jednak skrajnie nieuczciwy, bo pisanie o Zarubinie, jego żonach, Atamanie-Gebercie, Langem, Arskim etc. bez użycia kryterium etnicznego, praktycznie uniemożliwia zrozumienie tej opowieści na głębszym, istotnościowym poziomie. Dopiero uświadomienie sobie etniczności głównych macherów od komunizmu, pozwala zrozumieć, dlaczego nigdy nie będzie Norymbergi II. Dość wspomnieć wizytę izraelskiego polityka u Putina w sierpniu 2009 i jego zapewnienie, że komunizmu nie wolno zrównać z nazizmem. Wystarczy też popatrzeć na zdjęcie tego Miecugowa... Coś nasza proca traci swą dawną zadziorność i odwagę.
anonim2010.07.5 1:08
"Coś nasza proca traci swą dawną zadziorność i odwagę."</p><p> To się nazywa "political correctness". Prawda, ale nie do końca. Prawda wygodna. Brak prawdy? Nieprawda?</p><p> Ale spoglądając na zdjęcie Zarubina nie miałem wątpliwości, kim ów był. Dlatego myślę, że Fronda zrobiła to dość sprytnie :) Chociaż o ich odwadze to nie świadczy ;)
anonim2010.07.5 9:42
O czym tu gadać? Całą historię Rosji/ZSRR można streścić w 7 punktach:</p><p> 1) Szpiegować</p><p> 2) Przekupywać</p><p> 3) Podbijać</p><p> 4) Mordować</p><p> 5) Grabić</p><p> 6) Kłamać</p><p> 7) Wrócić do punktu 1.
anonim2010.07.5 11:30
przeraża mnie psychologiczna strona tego wszystkiego-"byłoby nieludzkie gdybyśmy wam powiedzieli co chcemy z wami zrobić(...)",tak samo było w Auschwitz i w innych obozach nazistowskich:do końca złudzenie,że nie zabijają tylko prowadzą pod prysznic i do odwszenia</p><p> to samo obserwujemy współcześnie gdy rodziny okłamują umierających,że "wszystko będzie dobrze",rodziny albo lekarze,nienawidzę tej perfidii,chcę wiedzieć,kiedy będę umierał chcę wiedzieć,że umieram,umierać świadomie z i jasnym umysłem a nie jak tchórz,który nawet w godzinie śmierci stawia złudzenie między sobą a prawdą.A tak poza tym to lepiej martwy niż czerwony..</p><p>
anonim2010.07.6 23:26
Cheswaw2: Ty to rozumiesz, ale dlaczego nie rozumie tego ta rzesza bolszewickiej stonki na tym portalu? Młodzież zainfekowana bolszewickimi ideami, które powodują, że niewrażliwi stają się na własną historię, na los własnego kraju i pracujących w nim w pocie czoła ludzi? Jakiego rodzaju jest to ogłupienie, które sprawia, że średnio inteligentni ludzie nie potrafią zliczyć faktów i dokonać ich analizy oraz wyciągnąć z tej analizy wniosków? Tego nie potrafię pojąć... to nie mieści mi się w głowie.
anonim2010.07.6 23:32
Dzięki za artykuł. Jezus nazywał takich jak Zarubin i jego podwładni, "wilkami, które przyjdą w owczej skórze". Bolesne, że byli wśród nich potomkowie narodu wybranego. Historycy szacują, że tylko (aż?) 10% tej grupy etnicznej w XX wieku, to zdeklarowani komuniści.