W obronie lekarza Anny Przybylskiej, który pokazał jak Ania niosła swój krzyż - zdjęcie
10.10.14, 19:06fot. facebook

W obronie lekarza Anny Przybylskiej, który pokazał jak Ania niosła swój krzyż

18

Zacząć należy od tego, co konkretnie powiedział lekarz śp. Anny Przybylskiej. W programie „Dziś Wieczorem” dr Dariusz Zadrożny z Centrum Onkologii w Gdańsku powiedział: „Gdy poznałem Anię Przybylską, była dość zdrową osobą. Miała rozpoznanie łagodnego guza w trzustce i nikt się nie spodziewał, że u tak młodej dziewczyny może dojść do sytuacji, że ten nowotwór będzie złośliwy. Myśmy wszyscy myśleli, że to jest niemożliwe. Nowotwory trzustki są nowotworami ludzi starych, a nie takich jak Ania. Ona do końca była pełna życia. Mimo, że widziałem ją w stadiach, kiedy dopadał ją ból i niemalże wyła”. Ostatnie zdanie wywołało największy sprzeciw opinii publicznej (tej lewicowej przeważnie). Czy owa wypowiedź pretenduje do wszczęcia postępowania wyjaśniającego przez Izbę Lekarską? Czy doszło tu do złamania tajemnicy lekarskiej? Przecież dr Zadrożny opisał, plastycznie bez upiększeń jak wygląda cierpienie osoby dotkniętej nowotworem trzustki. Ukazał cierpienie, coś z czym człowiek żyje, jest związany, co stanowi poniekąd o człowieczej duszy. Bo przecież nic tak nie uszlachetnia człowieka jak cierpienie. I to był opis właśnie takiego momentu z życia Anny Przybylskiej.

Dalej dr Zadrożny wspominał aktorkę mówiąc: „Ania walczyła o każdy dzień, ale nie jakoś natarczywie, nie nachalnie, nie szarpiąc się, nie mówiąc: należy mi się. Walczyła tak jak każdy chory i to w niej ceniłem. Miałaby możliwości, podobnie jak Steve Jobs, aby poruszyć niebo i ziemię, żeby można było jej pomóc. Wykorzystała to, co mogła, niestety choroba była zbyt poważna”.

Później lekarz aktorki zdradził, co również nie powinno bulwersować czytelników, że wiadomość o rozpoznaniu nowotworu złośliwego nastąpił w momencie badań histopatologiczne: „Nowotwór trzustki to jest nowotwór biologicznie bardzo złośliwy i bardzo trudny do wykrycia. O ile większość narządów jest do szybkiego zdiagnozowania, czy to w ramach USG czy przez gastroskopię lub kolonoskopię, o tyle trzustka leży praktycznie na kręgosłupie i nie jest dostępna w ramach standardowych badań. Dlatego jest rozpoznawana stosunkowo późno. Jak powiedział dr Zadrożny, Anna Przybylska miała nowotwór w „takim miejscu, który nie dawał szybkich objawów”. – Nie da się tak łatwo rozpoznać czegoś, co jest ukryte przed naszymi oczami. Słyszałem dużo głosów, że trzeba robić tomografię komputerową. Ale nie dajmy się zwariować. To była 35-letnia dziewczyna, której dawka promieniowania mogła zaszkodzić. Ona chciała jeszcze mieć dzieci”.

Cała ta wypowiedź wzbudziła oburzenie. Ale największa krytyka spadła na dr Zadrożnego za to, że powiedział „mimo, że widziałem ją w stadiach, kiedy dopadał ją ból i niemalże wyła”. Tak drodzy państwo, choroba nowotworowa powoduje piekielny (że się tak wyrażę) ból. Czasami wręcz nie do zniesienia. Ale dlaczego o tym nie można publicznie powiedzieć? Dlaczego istnieje zmowa milczenia nad cierpieniem, które jak wspominałem, jest jedną z części naszej egzystencji.

Dr. Zadrożny nie zdradzał takich informacji w momencie życia swojej pacjentki. Po jej śmierci, został zaproszony do telewizji, po to, by podzielić się z telewidzami swoimi wspomnieniami o Annie Przybylskiej. I to zrobił. Jako lekarz, siłą rzeczy oczekiwano od niego, że podzieli się z nami wiedzą na temat nowotworów, jak zachowuje się człowiek dotknięty taką chorobą etc. I też to zrobił. Co w żaden sposób nie powinno skazać go na jakąkolwiek krytykę. Więcej, dzięki takim wypowiedziom uprzytamniamy sobie czym jest cierpienie, jak wygląda walka z rakiem, który powoduje przeraźliwe bóle. To też, jeszcze raz powtórzę część naszego doświadczenia i bytowania tu na ziemi. Wielu oburzonych słowami dr Zadrożnego wytyka mu, że opisał przebieg choroby aktorki, co oczywiście nie miało miejsca. Pan Jacek Żakowski przeżył szok, jak dowiedział się, że Anna Przybylska „wyła z bólu” i dodał, że lekarz ma „milczeć jak kamień”. Pan redaktor woli wspomnienia typu: „Ktoś mi powiedział, abym tego nie mówił, ale powiem: ona pięknie się całowała” - tak wspominał Annę Przybylską, Andrzej „Piasek” Piaseczny”. I dobrze, że tak pozytywne i piękne wspomnienia ma wielu tych, którzy spotkali aktorkę na swojej drodze. Ale Anna Przybylska to też osoba, która zmagała się z fizycznym cierpieniem i która właśnie w tym momencie życia, również dawała świadectwo swojego życia. Bo, raz jeszcze, życie to nie tylko pasmo pięknych, beztroskich wędrówek, życie to też pasmo cierpienia. Jej lekarz pokazał nam wszystkim, że Anna Przybylska niosła swój krzyż i to tak, że czasami musiała krzyczeć.

Sebastian Moryń

Komentarze (18):

anonim2014.10.10 19:31
Lekarz nie jest od gadania o jej cierpieniu. I tyle w temacie.
anonim2014.10.10 19:52
Żakowski-wyjątkowa menda!
anonim2014.10.10 19:54
A cóż takiego ten lekarz powiedział? Raptem jedno zdanie na tyle ogólne że w zasadzie opisuje przeżycia tysięcy cierpiących na różne choroby osób. Na wymioty mnie bierze jak słyszę o jakiejś "publicznej krytyce" ze strony jakiejś "opinii publicznej". Co to w ogóle jest ta "opinia"? Jakiś faken szit, rzuci ktoś hasło w mediach i stado zapatrzonych baranów bezmyślnie powtarza banialuki i się podnieca niezdrowo.
anonim2014.10.10 20:17
No bo lewactwo takie eleganckie, wrażliwe estetycznie a ból, cierpienie, smierć dla niego - to jakaś abstrakcja, jest, ale gdzieś tam, daleko, nas nie dotyczy, nam się nie przydarzy. My prowadzimy życie lekkie, łatwe i przyjemne, nie lubimy, jak man się przypomina, że z bólu można wyć. Ból dla takiego towarzystwa wygląda jak fotografia ładnej dziewczyny (oczywiście - w pełnym makijażu) z kwaśna miną trzymającej się za głowę, zamieszczona jako ilustracja w popularnym artykule portalowym na temat migreny. Albo w podobnym stylu zdjęcie człowieka cierpiącego na banalny ból zęba. Natomiast przedstawienie bólu czy cierpienia takiego, jak oni sami (i każdy z nas) wyglądają, jak ich coś boli - o, to już jest faux-pas! A jak JPII umierał, to jak jazgotali o "epatowaniu cierpieniem"? No, cóż, cierpienie, śmierć, ból ich potwornie musi kłuć i szarpać ich duszą, bo burzy ich nastrój "lekko, łatwo i przyjemnie".
anonim2014.10.10 20:19
@Izazdo: no, cóż, może ks. Tischnera już uszlachetnić nic nie mogło? A poważnie - to zależy od człowieka i jego podejścia. Jednego cierpienie zbuduje, innego - zmiażdży.
anonim2014.10.10 20:22
@PanYurek: frazesem "opinia publiczna" dziennikarze nazywają opinię własną. Znaczy - opinię Nadredaktorissimusa Michnika, tylko przyjętą jako swoją po przeczytaniu "wstępniaka" w GW.
anonim2014.10.10 21:02
Dlaczego im przeszkadza cudze cierpienie?
anonim2014.10.10 21:12
Każdy się boi cierpienia,lecz zdarza się,że nie mamy wyboru.Jednak jeśli włączymy je w Mękę Chrystusa,choćby tak jak uczynił to "dobry łotr",to czy nie stał się on przez to człowiekiem szlachetnym ?Więcej - Świętym.
anonim2014.10.10 21:13
" lekarz lansujący się na zmarłej pacjentce (której szczególnie zależało na zachowaniu prywatności!) jest po prostu żenujący." A to to jest już Twoja chamska bezczelna insynuacja. Ale to typowe dla polactwa że przy każdej okazji trzeba znaleźć jakiegoś kozła ofiarnego i dla przykładu potępić i ukarać.
anonim2014.10.10 21:44
""Kozioł ofiarny" sam wlazł na ekran i zaczął gadać rzeczy, których gadać nie powinien" Tak, tak, przyszedł pod gmach telewizji, zadzwonił do portiera i powiedział: Jestem doktorem który leczył Annę P. i chciałbym się podzielić jej przeżyciami z łoża śmierci. Po chwili zszedł redaktor naczelny i powiedział: Chłopie z nieba nam spadłeś, lecisz w głównym wydaniu wiadomości! Pobiegł więc do studia nagrań i sam wlazł na ten ekran, kijem go chcieli strącić ale kabla chwycił jakiegoś i się nie dał.
anonim2014.10.10 22:03
Tajemnica lekarska obowiązuje też po śmierci pacjentki, a on ją złamał. Nie dostał upoważnienia chorej, ani jej najbliższej rodziny do ujawnienia tajemnicy lekarskiej.
anonim2014.10.10 22:20
"Skończ łaskawie pisać bzdury i odpowiedz na banalne pytanie - dlaczego bronisz chamstwa i koszmarnego braku wyczucia? Czy to, że GW coś krytykuje już starcza, by tego bronić?" Chamstwo to akurat Ty reprezentujesz insynuując że doktor "sam wlazł na ekran" żeby się lansować na czyimś cierpieniu. Został zapytany więc udzielił wywiadu, a teraz z jednego zdania o czymś powszechnym w przypadku tysięcy chorujących zawodowi oburzeni robią sobie pożywkę.
anonim2014.10.10 22:26
"btw Frondziarska hipokryzja nieźle tu po oczach daje) " A poza tym jeżeli wszystko co pisze się na Frondzie jest "frondziarskie", cokolwiek miałoby to znaczyć to i Twoje wpisy są "frondziarskie". W ogóle rozpatrywanie słów lekarza i komentarzy do nich w kategorii "frondzierskie" czy "niefrondziarskie" trąci jakąś durnowatą obsesją.
anonim2014.10.10 22:49
"To, że go tv poprosiła o wywiad, nie oznacza jeszcze, że ma klepać wszystko o wszystkich, co mu tylko ślina na język przyniesie." Dlatego nie mówił ani wszystkiego ani o wszystkich.
anonim2014.10.10 22:51
Gdyby mówił wszystko to byś nie wytrzymał, wyłączył telewizor i pobiegł do kibla zwymiotować niestety.
anonim2014.10.11 10:45
Ponoć była zgoda św Anny i jej rodziny na relację lekarza, w takim świetle nie widzę problemu ujawnienia tajemnicy lekarskiej. http://www.se.pl/wydarzenia/kraj/ania-chciaa-bym-mowi-o-jej-chorobie_427314.html
anonim2014.10.11 10:47
Ponoć była zgoda śp Anny i jej rodziny na relację lekarza, w takim świetle nie widzę problemu ujawnienia tajemnicy lekarskiej. http://www.se.pl/wydarzenia/kraj/ania-chciaa-bym-mowi-o-jej-chorobie_427314.html
anonim2014.10.12 14:59
Po ponad 20 latach pracy z chorymi z całą pewnością wiem że w cierpieniu nie ma nic szlachetnego. Pomijając moralny aspekt wypowiedzi doktora zastanawiam się jaki cel miał mówiąc o dawce promieniowania,która mogła zaszkodzić w posiadaniu potomstwa-co jest kompletną bzdurą .Nie była przecież w ciąży żeby podejmować heroiczne decyzje o odroczeniu diagnostyki.Zresztą nawet w sytuacji już zaistniałej ciąży można podjąć stosowne środki ochrony płodu i diagnozować matkę.Pan doktor to nie prowincjonalny konował i powinien wiedzieć że oprócz TK jest jeszcze możliwość wykonania innych dokładniejszych badań np MRI czy PET a także oznaczania markerów.Akurat Przybylska mogła te badania wykonać nie oglądając się na głupkowate limity NFZ.Tłumaczenie że TK to "potężna dawka promieni" to brednia a w obliczu diagnozowania raka to próba tuszowania błędów w diagnostyce.Pan doktor nie spodziewał się raka trzustki u tak młodej osoby?Statystyki mówią bezlitośnie że na raka trzustki chorują coraz młodsi.Lekarz tej klasy nie powinien wygłaszać takich opinii bo to świadczy o jego głupocie,ignorancji i braku tzw czujności onkologicznej.Klepanie w mediach o szczegółach cierpiienia tak krótko po śmierci pacjentki świadczy o braku kultury i delikatności