Terlikowska: Im więcej flaszek, tym więcej dzieci  - zdjęcie
04.06.16, 08:12

Terlikowska: Im więcej flaszek, tym więcej dzieci

Alkohol w służbie demografii? A jakże. Przynajmniej według jednego z producentów i importerów win. Wypowiedź członka zarządu jednej z firm cytuje portal dlahandlu.pl: „Z ust rządowych płyną wskazówki o prodemograficznym przeznaczeniu programu 500+. Prodemograficzne działanie napojów alkoholowych jest faktem powszechnie znanym. Reszta równania pisze się sama”. Czyżby tak bardzo szefowie owej firmy uwierzyli w mity kolportowane przez rozmaite autorytety, których zdaniem rodziny będą przeznaczały pieniądze na dzieci wyłącznie na alkohol, po wypiciu którego produkować będą nowe dzieci (w pijackim zwidzie, rzecz jasna). Wszystko po to, by mieć kolejne 500 złotych do wydania w monopolu i tak w kółko. Aż wątroba odmówi posłuszeństwa. Albo umrą z powodu zaawansowanej choroby alkoholowej.

Bardzo cieszę się, że państwo z zarządu owej firmy tak bardzo doceniają różne walory alkoholi, nie tylko te smakowe. Szkoda tylko, że jakoś umyka im, że po alkoholu słabną zdolności prokreacyjne, wzrasta natomiast liczba gwałtów. Jak na razie alkohol przynosi więcej szkód niż korzyści. Wystarczy spojrzeć na statystyki wypadków. Choć od jakiegoś czasu pierwsze miejsce zajmują brawura i nadmierna prędkość, to zaraz za nimi plasuje się alkohol. Tylko wczoraj (to dane publikowane na stronie Komendy Głównej Policji) funkcjonariusze zatrzymali 215 nietrzeźwych kierowców. A są dni, że jadących na podwójnym gazie zatrzymywanych jest nawet pół tysiąca. I nie jest to jeszcze bynajmniej efekt programu 500 plus, no chyba że ktoś przejął się tak bardzo demografią, że pędził, by spełnić prokreacyjny obowiązek. W końcu działanie alkoholu jest bardzo prodemograficzne.

Nie miałabym odwagi tak postawić tej tezy. Odwołując się do statystyk dostrzegam raczej antyrodzinne, a nie prorodzinne działanie alkoholu. Od czerwca 2014 roku realizowany jest w Polsce choćby Krajowy Program Przeciwdziałania Przemocy w Rodzinie w latach 2014-2020. Jego autorzy piszą wprost: „Wielu sprawców przemocy w rodzinie w chwili popełnienia czynu jest pod wpływem alkoholu. Należy pamiętać, że alkohol osłabia kontrolę nad zachowaniem i zwiększa prawdopodobieństwo reagowania złością i gniewem na trudności oraz niepowodzenia życiowe. Uzależnienie od alkoholu nie zwalnia z odpowiedzialności za swoje czyny, mimo że sprawcy często wykorzystują fakt bycia nietrzeźwym jako czynnik usprawiedliwiający ich zachowanie”.

         Z danych Komendy Głównej Policji wynika, że tylko w 2014 roku ogólna liczba osób podejrzewanych o przemoc wynosiła 78 489 osób, z czego 50 073 osoby w chwili krzywdzenia swoich najbliższych były pod wpływem alkoholu. Rok wcześniej stosunek ten wynosił 61450 podejrzanych o przemoc, z czego 37650 osób było pod wpływem alkoholu (dane te dotyczą działań podjętych w procedurze „Niebieskie Karty” wyłącznie przez Policję). Z badań prowadzonych chociażby przez Państwową Agencję Rozwiązywania Problemów Alkoholowych wynika, że prawdopodobieństwo wystąpienia przemocy w rodzinie z problemem alkoholowym jest dwukrotnie większe niż w rodzinach, w których problem ten nie występuje. Z kolei z badań przeprowadzonych przez dr D. Rode na grupie mężczyzn skazanych za znęcanie się nad rodziną (art. 207 kk), (Psychologiczne uwarunkowania przemocy w rodzinie), dostępnych na stronie PARPA, wynika, że „18% to osoby, u których zdiagnozowano uzależnienie od alkoholu, a 38% to osoby nadużywające alkoholu”.

Z jednej strony więc mamy alkohol i związane z nim problemy dotyczące funkcjonowania rodzin dotkniętych alkoholizmem, a z drugiej mamy promowanie alkoholu jako doskonałego środka służącego demografii. Tak bardzo promowanego, że warszawscy radni właśnie postanowili ułatwić sprzedaż alkoholu  w stolicy Polski. Pod osłoną nocy przegłosowane zostały nowe ustalenia zaostrzone dokładnie rok temu. Powód? Na owych zaostrzonych przepisach stracić mogli właściciele punktów z alkoholem: „Zmiana przepisów wywołała zdecydowany sprzeciw przedsiębiorców, którzy obawiali się bankructwa. Ich zdaniem nowe prawo było nieprzemyślane, mogło spowodować upadek wielu sklepów i nie pomogło w walce z alkoholizmem w mieście” – pisze „Gazeta Wyborcza”. No więc teraz interesy sprzedawców alkoholu zostały obronione: „W przyjętych w czwartek w nocy uchwałach ponownie określono, że punkt sprzedaży napojów alkoholowych przeznaczonych do spożycia poza miejscem sprzedaży może być usytuowany w odległości nie mniejszej niż 50 m od obiektów chronionych, co oznacza zmniejszenie minimalnej odległości ze 100 metrów. Jednocześnie z listy obiektów chronionych zostały wykreślone żłobki, kluby dziecięce, szkoły dla dorosłych, szkoły policealne, poradnie psychologiczno-pedagogiczne i klasztory, a także na mocy poprawki zgłoszonej przez przewodniczącą rady miasta Ewę Malinowską-Grupińską (z Platformy Obywatelskiej – dop. MT)) – przedszkola”. Kiedy w takim razie alkohol trafi do szkolnych sklepików? Wtedy dopiero obroty właścicieli by wzrosły.

Szkoda, że radni partii, dzięki której obowiązuje w Polsce genderowa konwencja antyprzemocowa, nie tylko nie walczą z najważniejszym źródłem przemocy, ale wręcz swoimi działaniami powodują, że problem alkoholizmu jeszcze będzie się pogłębiał. No chyba że to wszystko w trosce o dzietność. Bo  już dzięki błyskotliwemu producentowi alkoholi wszystkim się utrwaliło, co jest lekiem na lecącą na łeb na szyję demografię. Wszak „prodemograficzne działanie napojów alkoholowych jest faktem powszechnie znanym”. Szkoda, że jednocześnie tak tragicznym w skutkach.

Małgorzata Terlikowska