Pokój w czasie wojny. O adwencie proroka Izajasza - zdjęcie
02.12.21, 18:32Fot. via: Pixabay (TheDigitalArtist)

Pokój w czasie wojny. O adwencie proroka Izajasza

1

Ewangelista Starego Testamentu – tak niejednokrotnie opisuje się Izajasza. Słowa prorocze, które zostawił, mają w sobie moc podobną do Dobrej Nowiny. Zapowiadają zbawienie. Niosą pociechę tym, którzy zawiedli się na ludzkim słowie i tylko w Bogu szukają ratunku. W jego księdze czytamy: „Duch Pana Boga nade mną, bo Pan mnie namaścił. Posłał mnie, by głosić dobrą nowinę ubogim”. Moc proroczego przekazu nie wynika z mądrości, zdolności ani talentów, ale z obecności Ducha, który mieszka w Izajaszu. Stał się ustami Boga. Ma wgląd w serce i tajemnice Boże. Każde słowo i każda jota jest ważna, kiedy mówi. Izajasz jest prorokiem zapowiadającym nadejście najważniejszych słów, a właściwie Słowa przez duże ‘S’, które stanie się ciałem. Jest przedmową do Ewangelii, którą głosić będzie Jezus. Warto zaznaczyć, że Izajasz ukrywa mesjasza pod tajemniczym imieniem, ale jednocześnie podkreśla, że jego nadejście jest pewne. W tym kontekście bardziej zrozumiała wydaje się adwentowa misja proroka.

Piewca pokoju w czasie wojny

Izajasz jest przede wszystkim piewcą pokoju w czasie wojny. Prorocy już tak mają, że gdy panuje pokój straszą wojną, ale w czasie wojny zapowiadają jej koniec. Trudno mówić o pokoju, gdy wszyscy przygotowują się do walki na śmierć i życie. Tak jednak robił Izajasz. Był świadkiem zarówno wojny syro-efraimskiej jak i wojny egipsko-asyryjskiej. Dobrze wiedział, że za wojną kryje się cierpienie i śmierć niewinnych ludzi. Jego przesłanie jest proste: „Jeśli chcesz pokoju szykuj się do wojny”. Mówi te słowa także w odniesieniu do ducha narodu. Zwycięstwo nigdy nie przychodzi jako łut szczęścia, ale ma być przygotowane, zaplanowane, okupione wysiłkiem. Nieroztropność w tym względzie już niejednego zgubiła. Tak upadały wielkie narody i państwa.

Wojna jest także próbą miłości posuniętej do granic możliwości. Lew Tołstoj w swoim  dziele „Wojna i Pokój” wkłada w usta jednego z bohaterów następujące słowa: „Człowieka drogiego można kochać miłością ludzką, ale tylko wroga można kochać miłością boską. Kochając miłością ludzką można od miłości przejść do nienawiści, ale miłość boska nie może się zmienić”. Miłość nieprzyjaciół będzie osią sporu i niezrozumienia także w nauczaniu Jezusa, którego zapowiadał Izajasz. To nie mieści się w głowie. Wróg ma być przyjacielem? Mam go pokochać? W tym miejscu dobra nowina Izajasza i Dobra Nowina Jezusa natrafiają na opór. Objawia się moc Bożego słowa, które ma siłę jednoczenia, ale i podziału. Miłość nieprzyjaciół nie jest możliwa bez łaski Bożej. Człowiek, który kocha wroga, musi mieć jakiś punkt odniesienia i nadzieję, a właściwie zapowiedź nagrody za podjęcie tak heroicznego zadania. Bóg dobrze o tym wie, dlatego w tym wojennym zamęcie kieruje słowa: „Stanie się na końcu czasów, że góra świątyni Pańskiej stanie mocno na wierzchu gór i wystrzeli ponad pagórki. Wszystkie narody do niej popłyną, mnogie ludy pójdą i rzekną: Chodźcie, wstąpmy na Górę Pańską do świątyni Boga Jakubowego!”.

Zapowiedź wywyższenia napawa radością. Bóg wysoko stawia poprzeczkę, ale uzdolni nas także do pokonania swojego życiowego rekordu. Tylko Bóg czyni człowieka niepokonanym. Jest to rzeczywiście nauka godna wiary. Przewyższa ona swoją mocą inne „pagórki”, na których obiecywano wiele, ale nic z tego nie zostało spełnione. Izajasz jest jak „ciężki walec” równający teren pod przyjście Mesjasza. W tym zadaniu ma wspólnego ducha z Janem Chrzcicielem. Obaj upraszczają rzeczywistość, aby zrobić miejsce dla Bożej mądrości. Człowiek musi się uniżyć, aby Bóg mógł objawić się w pełni.

Zapowiedź, że Bóg będzie z nami

Tu pojawia się kolejny wątek. Izajasz pisze: „Słuchajcie więc, domu Dawidowy: Czyż mało wam naprzykrzać się ludziom, iż naprzykrzacie się także mojemu Bogu? Dlatego Pan sam da wam znak: Oto Panna pocznie i porodzi Syna, i nazwie Go imieniem Emmanuel. Śmietanę i miód spożywać będzie, aż się nauczy odrzucać zło, a wybierać dobro. Bo zanim Chłopiec będzie umiał odrzucać zło, a wybierać dobro, zostanie opuszczona kraina, której dwóch królów ty się uląkłeś. Pan sprowadzi na ciebie i na twój lud, i na dom twego ojca czasy, jakich nie było od chwili odpadnięcia Efraima od Judy”. Z tekstu wynika, że człowiek nie jest od razu gotowy na spotkanie z Bogiem. Naprzykrza mu się. Nie pozwala Bogu dojść do słowa. Woli mówić zamiast słuchać. Bóg, znając ludzką przewrotność, wkracza z mocą w świat. Przemawia w znaku, jakiego świat nie widział. Pojawił się syn Dziewicy, ale przede wszystkim Syn Ojca, który w istocie swego imienia i posłannictwa będzie „Bogiem z nami”. Po raz kolejny relacja została wywrócona do góry nogami. To nie my będziemy z Bogiem, ale Bóg będzie z nami. Punkt ciężkości, który jest także punktem wierności, zostanie przerzucony na Boga. On nie złamie przymierza, bo w żaden sposób nie jest do tego zdolny. Nareszcie na świecie zapanuje pokój, który nie będzie tylko brakiem wojny, ale nową rzeczywistością o jakiej świat tylko słyszał z opowieści rajskiej, ale po grzechu nigdy jej nie doświadczył. Izajasz pisze: „I zawita trwały pokój w jego czasach. Zasobem sił zbawczych – mądrość i wiedza, jego skarbem jest bojaźń Pańska”. Po wysłuchaniu tych słów, zapewne wielu pytało: „Kiedy to się stanie? Jak długo jeszcze Panie?”. Bóg odpowiedział: „Wkrótce”,  to znaczy: gdy będziesz na to gotowy z mojej perspektywy. Warto tu wrócić do Tołstoja, który w „Wojnie i pokoju” zapisał: „Wszystko w swoim czasie otrzyma ten, kto potrafi czekać”. Bóg wprowadził świat w adwent oczekiwania. Okazał się pedagogiem, który wychowuje swoje dzieci i ćwiczy je w cierpliwości. Im większa cierpliwość, tym większa nagroda. Kto potrafi odkładać gratyfikację w czasie dojdzie do rzeczy wielkich. Słowo Boże procentuje w człowieku jak pieniądze w Banku Watykańskim. Ta długoterminowa lokata założona w czasach Izajasza opłaciła się. Siedemset lat później na świat przychodzi spadkobierca tej fortuny – Jezus Chrystus, który naprawdę jest „Bogiem z nami”, bo przecież jest jednym z nas.

Mesjasz pełen Ducha

Warto w tym miejscu opowiedzieć tez trochę o tym, jaki będzie mesjasz według Izajasza. Czytamy: „Spocznie na nim Duch Pański: duch mądrości i rozumu, duch rady i męstwa, duch wiedzy i bojaźni Pańskiej”, który „nie będzie sądził z pozorów, ani wyrokował według pogłosek, raczej rozsądzi biednych sprawiedliwie i pokornym w kraju wyda słuszny wyrok”. A zatem mesjasz przyjdzie jako wzmocnienie dla dusz ludzi sprawiedliwych. Będzie promieniował mocą duchową, która pociągnie tych, którzy siedzieli w mrokach ciemności. Będzie duchem mądrym, bo jest Mądrością odwieczną, która widzi świat całościowo. Nie sądzi z pozorów, ale zna każdego lepiej niż ludzie samych siebie. Przyjdzie także, aby przywrócić sprawiedliwość w świecie. Ujmie się za najsłabszymi i tymi, którzy doświadczają niesprawiedliwości. We wszystkim będzie podobał się Bogu. Stanie się jego „umiłowanym”. Będzie człowiekiem w najpiękniejszym wydaniu. Przewyższy w tym nawet Adama z Raju. Nieskażony grzechem będzie mógł stać się Cierpiącym Sługą Jahwe. Jego ofiara będzie ofiarą doskonałą. Oczekiwanie na takiego mesjasza to przede wszystkim nadzieja dla tych, którzy pogubili się w swoim człowieczeństwie. W Chrystusie bowiem człowiek staje się piękny, mądry, mężny i posłuszny Bogu. Świat z utęsknieniem wyczekiwał na takiego człowieka. Mesjasz pełen Ducha objawi się jednak najpierw jako „syn Dziewicy-Panny”. Słusznie odnosimy ten obraz do Matki Najświętszej, która staje się tym samym „Bramą Adwentu”. To przez Nią przyjdzie na świat Chrystus, który według porządku świata otoczony zostanie miłością najbliższych. Matka Mesjasza odegra kluczową rolę w zrozumieniu tego, kim jest Chrystus. Myślę, że nawet sam Izajasz się tego nie spodziewał. Od mesjasza jako wspaniałego przywódcy i wielkiego duchem człowieka przechodzimy do prawdy, że Mesjasz jest Bogiem. To właśnie z tego powodu przysługuje mu szczególne imię: Jest Emmanuelem.

Adwent Izajasza to zadanie dla ludzi wszystkich czasów. Każdy czeka na objawienie się Osoby Mesjasza, który jest bliski i pełen mocy. Taki adwent dodaje nadziei, że nie jesteśmy sami, nie mamy się czego bać i że naprawdę mamy kogo kochać.

Ks. Mateusz Szerszeń

Komentarze (1):

Olej2021.12.2 22:35
Pełnia nadziei i prawdy.