Moda na wegetarianizm - zdjęcie
11.01.12, 18:22

Moda na wegetarianizm

7

Prezentujemy fragment książki ks. Andrzeja Zwolińskiego udostępnionej w bibliotece portalu Opoka.pl:

 

(...) Przejęcie religijnych idei Wschodu o ochronie zwierząt pozwoliło na uczynienie z wegetarianizmu elementu ekoreligii. Tzw. ekologia głęboka, chcąc zyskać szeroką popularność, musiała odejść od niezrozumiałego języka filozofii. Parareligijne wywody na temat świata przyrody opierają się na pojęciu samorealizacji — „utożsamianiu z jaźnią”. Jeden z „proroków” tej religii, Naess, pisze: „Bez tego rodzaju utożsamiania się z całością nie łatwo jest zostać wyznawcą ekologii głębokiej. Głębokie uczucia mają wymiar religijny i w tym sensie mówi się o pierwiastku religijnym w ekologii głębokiej”. Już w Polsce międzywojennej prof. Wincenty Lutosławski, wyznawca mądrości Wschodu, poszukiwał tego typu uzasadnień dla wegetarianizmu: „Celem postu nie jest tylko polepszenie stanu zdrowia, pozbycie się choroby, oczyszczenie krwi, choć to wszystko przez post osiąga się. Daleko ważniejszym celem jest zdobycie sobie, przez uniezależnienie ciała od wpływu odżywiania i trawienia, takiej jasności ducha, która ułatwia rozstrzyganie teoretycznych i praktycznych zagadnień życiowych. Jasność myśli i łatwość decyzji są najcenniejszymi skutkami postu”. Wokół idei samorealizacji pojawiają się idee integracji ze światem zwierząt, walki o krajobraz, ale także ubóstwienia Natury. Łącząc elementy „ekologicznego myślenia” zawarte w różnych religiach — zet, tao, szamanizmie, hinduizmie, sikhizmie, zaratusztrianizmie, dżinizmie — tworzy się rodzaj metareligii. Dla jej potrzeb dokonuje się reinterpretacji chrześcijaństwa. Lansuje się św. Franciszka jako „największego duchowego rewolucjonistę od czasów Chrystusa”, gdyż — według Lynn White'a — wprowadzał ideały biocentryczne. Mówi się o konieczności rozpoczęcia „drugiej chrześcijańskiej reformacji”, a „w obliczu kryzysu duchowo-ekologicznego” niektórzy chrześcijanie mówią o Jedenastym Przykazaniu: „Pana jest ziemia i wszystkie jej bogactwa: nie będziesz bezcześcił ziemi ani życia, które na niej jest”.

 

Specyficznej preparacji chrześcijaństwa dla potrzeb głoszonych ekoreligijnych idei dokonał głośny niemiecki kompozytor — Richard Wagner (1813—1883). Jego zdaniem ludzkość przechodzi okres degeneracji, co jest spowodowane mieszaniem się ras i jedzeniem mięsa. Jego rasizm łączył się z antysemityzmem. W roku 1850 w rozprawie Das Judenthum in der Musik przedstawiał Żydów jako rasę pozbawioną instynktów idealistycznych, a ogarniętą manią panowania nad światem. W innej rozprawie pisał o jedzeniu mięsa jako źródle upodlenia. Dowodził, że praojcowie żyli jako rolnicy w błogosławionych dolinach Indusu i żywili się wyłącznie płodami ziemi. Dopiero po wędrówce na północ zaczęli, na podobieństwo zwierząt, żywić się mięsem. Tym samym stawali się coraz bardziej krwiożerczy i okrutni. Zmiana odżywiania wpłynęła na zmianę substancji ciała, co spowodowało zepsucie krwi i skażenie natury człowieka. Wagner nazywał jedzenie mięsa trupożerstwem i stawiał na równi z alkoholizmem, po który sięgają tylko ludzie słabej woli. Wstręt do żywienia się mięsem miał być przejawem siły, szlachetności, subtelności człowieka i cechować wybitne jednostki. W Liście przeciw wiwisekcjom dowodził, że ludzi i zwierzęta łączy ta sama zasada istnienia: wola życia. Gdy traci się braterską więź z naturą, rozerwaniu ulega także więź z ludźmi. Efektem nie jest, jak powszechnie się mówi, zezwierzęcenie świata (byłaby to obelga dla zwierząt), lecz świat zdiabolony (Verteufelte Welt). Wagner kończy swój list do naukowców eksperymentujących na zwierzętach słowami: „Więc tej małpie, ze strachem czepiającej się drzewa poznania, jaką jest człowiek, należałoby polecić, ażeby, zamiast patrzeć w rozprute wnętrzności okrutnie torturowanego zwierzęcia, spojrzeć raczył z odrobiną spokoju i rozwagi w jego oczy, a może znalazłby w nich po raz pierwszy w życiu to, co najdostojniejsze w człowieku, prawość, niezdolność do kłamstwa — zajrzawszy zaś głębiej jeszcze, może wyczytałby tam wzniosłą żałość matki natury nad nędzą duchową i ciemnością, w której on, kapłan nauki, dobrowolnie przebywa, depcząc prawo litości w stosunku do żywej istoty”. Ratunek dla zdegenerowanego świata Wagner widział w chrześcijaństwie specyficznie rozumianym. Oskarżył Żydów o wypaczenie sensu chrystianizmu, m.in. zarzucał im, że sfałszowali pierwszą księgę Biblii — Księgę Rodzaju. Upadek człowieka — według kompozytora — nie nastąpił bowiem po zjedzeniu owocu, lecz przez spożycie mięsa. Żydzi spreparowali również historię o Bogu, który odrzucił ze wzgardą ofiarę Kaina z płodów ziemi, a przyjął z zadowoleniem ofiarę Abla z tłustych jagniąt. Dopiero Chrystus przyniósł ludzkości ratunek. W Eucharystii pozostawił antidotum na dwa źródła skażenia świata: Ciało Chrystusa było lekarstwem na jedzenie mięsa, a Jego Krew — na mieszanie się ras. Istotny sens Ostatniej Wieczerzy dostrzegał Wagner w tym, że była to uczta wegetariańska. Chrystus, nazywany Nowym Adamem, nakazując spożywać Ciało, symbolicznie odwrócił bieg wypadków, zapoczątkowany spożyciem mięsa przez Adama w Raju.

 

Wagner marzył, by jego teozofia doczekała się wcielenia w życie. W pewnym stopniu dokonał tego wielki admirator jego muzyki, entuzjasta oper „Lohengrin” i „Pierścień Nibelungów” — Adolf Hitler. Był wegetarianinem i miłośnikiem zwierząt. Powszechnie znane było jego przywiązanie do posiadanej suki, a sarenki podobno same wychodziły z lasu, by jeść z jego ręki... (...)

 

Całość: www.opoka.org.pl/biblioteka

 

Ks. Andrzej Zwoliński, Wielkie Religie Wschodu, Wydawnictwo Petrus 2008.

 
JW/Opoka.org

Komentarze (7):

anonim2012.01.12 9:14
<p>zapominają, że B&oacute;g napełniał sieci rybak&oacute;w rybami (chyba, że ryby to rosliny)... a cudowne rozmnożenie ryb? to może nasionka nazywano wtedy rybami...&nbsp;</p> <p>B&oacute;g wie co robi, nie można go pouczać</p>
anonim2012.01.12 9:24
<p>Wydaje mi się, że rzeczywiście lepiej nie jeść mięsa - ale rzecz jasna nie jest to sprawa warunkująca zbawienie. W chrześcijańskich klasztorach kontemplacyjnych też nie jedzą mięsa. Stajesz się tym co jesz - najważniejsze, żeby karmić się Eucharystią. ...ale jak chociaż raz na kilka dni nie zjem mięsa, to mnie nosi. A karpie na święta co roku sam zabijam :)</p>
anonim2012.01.12 9:25
<p>Ciekaw jestem co ma jeść ktoś kto jest sportowcem, albo ćwiczy na siłowni. Przecież musi mieć białko pochodzenia zwierzęcego. A swoją droga gdyby mięso nie było naszym naturalnym pożywieniem to nie mielibyśmy kł&oacute;w i inną budowę układu trawiennego.</p>
anonim2012.01.12 9:36
<p>No dobra, ale o co właściwie chodzi? Wyrwany z kontekstu kawałek tekstu. Nie każdy mięsożerca i nie każdy wegetarianin zaraz dorabia do tego co zjada jakąś ideologię. Nie dajmy się zwariować.</p>
anonim2012.01.12 9:38
<h2 class=\"main narrow\">Subaru01<strong> </strong></h2> <p>nie rozumiesz istoty postu w życiu katolika. Spożywanie mięsa uważane jest za ucztę, kojarzenie z radością codzienności, a post ma za zadanie odejścia od radosnego spędzania czasu, nakazuje zastanowienie się nad swoim życiem, na wyciszeniu się i poprawieniu relacji z bliskimi i zwr&oacute;ceniu się ku Bogu. B&oacute;g katolikom nie zabrania spożywania mięsa, a o tym każdy wegetarianin zapomina. Katolicy ze względu na śmierć Jezusa na krzyżu w piątek, nie spożywają mięsa za wyjątkiem ryb.</p>
anonim2012.01.12 10:26
<p>@Ulgen Artykuł traktuje o wegetarianiźmie, nie o jarstwie. Wychwytujesz r&oacute;żnicę?</p>
anonim2012.01.12 13:04
<p>@Ulgen - nie było w tamtych czasach masowej produkcji mięsa i było ono mniej dostępne niż dzisiaj. myślę, że wsp&oacute;łczesny wegetarianizm nie jest możliwy do wytłumaczenia tylko odwołaniem do religi wschodu - jest w nim r&oacute;wnież obecny element kontestacji zachodniego konsumpcjonizmu, można by to nazwać \"zeświedczonym wegetarianizmem\". ale paradoksalnie - ten zeświedczony wegetarianizm sam stał się elementem kultury konsumpcyjnej, przez swoją masowość. jak by jednak nie patrzeć - człowiek jest mięsożerny. trzeba tylko umieć zachować umiar.</p>