Karol de Foucauld: "Nasz brat jest niesprawiedliwy: pozwólmy mu dopełnić tej niesprawiedliwości" - zdjęcie
24.08.11, 10:49

Karol de Foucauld: "Nasz brat jest niesprawiedliwy: pozwólmy mu dopełnić tej niesprawiedliwości"

11

Dzięki uprzejmości Redakcji "Życia Duchowego", przedstawiamy Państwu tekst Bł. Karola de Foucauld.

Kto was przyjmuje, Mnie przyjmuje.
(Mt 10, 40)
 
Przyjąć bliźniego to przyjąć cząstkę Jezusa, cząstkę Jezusowego ciała; Jezus słucha tego, co mówimy do bliźniego, i przyjmuje to, co czynimy naszym braciom; do Niego mówimy i Jemu czynimy…

 
Z jakąż więc miłością, szacunkiem i radością winniśmy pragnąć czynić jak najwięcej dobra dla duszy czy ciała tych, których spotykamy na swojej drodze, zgodnie z ich i naszymi możliwościami; z jakąż czułością winniśmy przyjąć każdą ludzką istotę, kimkolwiek by ona była!… Ubogiego, który nieśmiało puka do drzwi, przełożonego, który w imię Kościoła i Stolicy Apostolskiej przychodzi odwiedzić nas wszystkich, wszystkich, wszystkich; ubogiego i biskupa, wszystkich, wszystkich, bo przyjmując ich, przyjmujemy Jezusa!

To na tym fundamencie sprawiedliwy, który "żyje w wierze", buduje swoje zachowania, swoje związki z bliźnim, nie widząc w nich niczego innego jak tylko cząstkę ciała Jezusa.

 
Byłem głodny, a daliście Mi jeść.
(Mt 25, 35)
 
Nasz Pan daje nam tu prawdziwy motyw jałmużny, najpotężniejszy ze wszystkich, choć są jeszcze inne motywy: trzeba dawać jałmużnę z posłuszeństwa dla nakazu, tylekroć przez Boga powtarzanego; trzeba być posłusznym, by Go naśladować, Jego, który tak hojnie nas obdarza, naśladować Jezusa, który tyle dał; trzeba dawać, ponieważ miłość Boga zobowiązuje nas do przenoszenia miłości, jaką mamy dla Niego, na ludzi - Jego ukochane dzieci; trzeba dawać przez dobroć, aby praktykować, kultywować tę cnotę, którą należy kochać dla niej samej, ponieważ jest ona jednym z atrybutów Boga, Jego piękna, doskonałości i, w rezultacie, samym Bogiem; wszelako choć każdy z motywów dawania jałmużny jest w zupełności wystarczający, to najbardziej porywające ze wszystkich jest to, że cokolwiek czynimy dla bliźniego, czynimy dla samego Jezusa; i tu właśnie znajdujemy kryterium, według którego winniśmy zmieniać i reformować nasze życie, kierować naszymi działaniami, słowami i myślami… Wszystko, co czynimy dla bliźniego, czynimy dla Jezusa…
 
Idźcie i starajcie się zrozumieć, co znaczy: "Chcę raczej miłosierdzia niż ofiary". Bo nie przyszedłem, aby powołać sprawiedliwych, ale grzeszników.
(Mt 9, 13)
 
Trzeba być miłosiernym, nachylać swoje serce ku każdej nędzy, zarówno cielesnej, jak i przede wszystkim duchowej. Choroby duszy są bowiem nieskończenie poważniejsze niż choroby ciała, ponieważ zagrażają odkupionemu przez Chrystusa wiecznemu życiu i szczęściu człowieka, i to nie na kilka lat, ale na całą wieczność… Troszczyć się nie tylko o owce łagodne i zadbane, pozostawiając "czarne owce" ich nieszczęsnemu losowi, lecz kochać należy wszystkich ze względu na Boga, Ojca i Zbawiciela, otaczając szczególną troską chorych i grzeszników, ponieważ oni tego najbardziej potrzebują.

 
Jezus daje nam całe swoje ciało do kochania; wszystkie Jego członki zasługują z naszej strony na jednakową miłość, bo wszystkie do Niego należą: jedne są zdrowe, inne chore: jeśli wszystkie powinny być równo kochane, to chore członki wymagają szczególnej troski, tysiąc razy większej niż pozostałe: zanim będziemy skrapiać inne perfumami, zadbajmy o te zranione, posiniaczone, chore, to znaczy o tych wszystkich, którzy mają potrzeby ciała i duszy, a szczególnie o tych ostatnich, czyli grzeszników… Możemy czynić dobrze wszystkim ludziom za pomocą modlitwy, pokuty czy własnego uświęcenia.

 
Czemu to widzisz drzazgę w oku swego brata, a nie dostrzegasz belki we własnym oku?
(Łk 6, 41)
 
Miłość nie zważa na wady tego, którego kocha, lecz usiłuje je sobie wytłumaczyć, jeśli nie może ich nie widzieć, modli się, żeby znikły; gdy nie może ich usprawiedliwić, odwraca od nich oczy, by myśleć o pięknie i zaletach miłowanej osoby oraz o własnych brakach wyrażając w ten sposób swoją pokorę… Gdy się kocha, jest się tak małym, tak pokornym przed tym, którego się kocha, widzi się samego siebie tak nędznego i tak biednego, a tego, kogo się kocha, doskonałego i pięknego. Jeśli naszego bliźniego uważamy za pełnego wad, a siebie samych za dobrych, to zapłaczmy nad sobą, ponieważ upadliśmy bardzo nisko, jesteśmy pozbawieni miłości, zarozumiali i ślepi, nie ma w nas także ani pokory, ani prawdy: jesteśmy daleko od Boga, który jest miłością, od Boga, który jest prawdą, od Jezusa pokornego Serca; płaczmy, płaczmy nad sobą, módlmy się, prośmy w modlitwach, błagajmy Boga, byśmy się mogli nawrócić, błagajmy świętych, aniołów, ludzi, żeby nam wyprosili nawrócenie, i pracujmy ze wszystkich sił, by się poprawić, bo tkwimy w bardzo głębokiej przepaści.

 
Jeśli więc przyniesiesz dar swój przed ołtarz i tam sobie przypomnisz, że brat twój ma coś przeciw tobie, zostaw tam dar swój przed ołtarzem, a najpierw idź i pojednaj się z bratem swoim. Potem przyjdź i dar swój ofiaruj.
(Mt 5, 23-24)

Zachowujmy pokój ze wszystkimi ludźmi i usiłujmy go przywracać, kiedy został zakłócony: wychodźmy zawsze naprzód, czyniąc pierwsze kroki przez miłość dla tych, którzy są naszymi braćmi w Bogu; gdy nie mamy racji, róbmy to z tym większym pośpiechem, bo zobowiązuje nas do tego sprawiedliwość; gdy racji nie ma nasz brat, róbmy to z zapałem, przez troskę o dobro jego duszy, dla jego nawrócenia; w każdym wypadku róbmy to śpiesznie i z całego serca, żeby między dziećmi Boga panowały miłość, pokój i jedność.

 
Miłujcie waszych nieprzyjaciół; dobrze czyńcie tym, którzy was nienawidzą.
(Łk 6, 27)
 
Kochajmy nieprzyjaciół, kochajmy z całego serca te chore członki ciała Jezusa, tych obciążonych winą braci, którzy pozostają naszymi braćmi i mogą się w każdej chwili nawrócić, te istoty, za które Jezus przelał swoją krew i które wciąż woła do siebie, te dusze uczynione na obraz Boga, stworzone dla nieba, w którym będą królować być może w lepszym miejscu niż nasze… Czyńmy dobrze tym, którzy nas nienawidzą, wyświadczajmy wszelkie możliwe dobro ich duszom i ciałom, módlmy się za nich, ofiarujmy w ich intencji naszą pokutę (ponieważ Pismo Święte ukazuje nam wszędzie pokutę jako nieodłączną towarzyszkę modlitwy), wyświadczajmy im wszelkie dobro, na które nam pozwala Bóg i posłuszeństwo wobec Niego, okazujmy im dobrą wolę, usłużność, życzliwość, obdarzajmy ich jałmużną, jeśli są ubodzy, opieką, jeśli są chorzy, i wszystkim, co jest dla nich dobre; czyńmy to z posłuszeństwa słowu Jezusa i z chęci naśladowania Go, by wyświadczać wszelkie dobro Jego chorym członkom, by zyskiwać te dusze dla Boga, "gromadząc rozżarzone węgle miłości nad ich głowami" i zło dobrem zwyciężając, a ich nienawiść naszymi dobrymi uczynkami.
Jeśli bierze ci płaszcz, nie broń mu i szaty.
(Łk 6, 29)
 
Jakiż dobry jesteś, mój Boże!… Jak czuły Ojciec, pragnący trwałej miłości między wszystkimi swoimi dziećmi, który chce, by dla zachowania pokoju znosiły łagodnie, z cierpliwością i bez sprzeciwu jedne drugich, znosiły wszelki gwałt, zniewagi, a nawet śmierć, woląc raczej umrzeć niż zranić swego brata; tym bardziej chcesz, by między Twoimi dziećmi nie było nawet cienia kłótni o dobra materialne i żeby nigdy nie został między nimi zmącony pokój przez przywiązanie do dóbr doczesnych i przez słowa: "moje" i "twoje"…

 
Uczysz także, byśmy raczej pozwolili sobie odebrać przez niesprawiedliwych braci wszystkie dobra, nawet te niezbędne, jak szaty okrywające ciało, niż przez stawianie oporu i protesty zburzyli miłość i pokój, które powinny panować w rodzinie. O Boże miłości, o dobry Ojcze, jakże chciałbyś widzieć między nami, Twoimi dziećmi, miłość, pokój i zgodę!

/

Pozwólmy się bez sprzeciwu ogołocić, okraść, obedrzeć ze wszystkiego, co mamy, chociaż zgoda na spoliczkowanie i wyrządzanie sobie krzywdy jest szczególnie przeciwna naszej zepsutej naturze i pogańskim ideom tego świata; nie ma jednak nic w tym dziwnego, że myśli Boże są różne od myśli ludzkich. One bowiem, jak mówi Bóg, są od siebie tak odległe jak wschód od zachodu. Nic zatem dziwnego, że natchnienia łaski są tak przeciwne podszeptom zepsutej natury. Pozwólmy więc sobie raczej zabierać, wyrywać nawet największe dobra i najbardziej potrzebne przedmioty, niż przez kłótnie i protesty, walki i potyczki zburzyć braterską miłość…

 
Nasz brat jest niesprawiedliwy: pozwólmy mu dopełnić tej niesprawiedliwości, modląc się za niego, pozwólmy się ogołocić, odstąpmy wszystko, nie "sprzeciwiajmy się złu", ograniczmy się do braterskiego napomnienia, jeśli zechce nas słuchać, i usiłujmy go nawrócić braterskim zwróceniem uwagi, tak jak uczy nas tego Jezus. Zresztą cóż my odstępujemy? Czymże są największe dobra, jeśli nie odrobiną błota. A to wszystko, co nam się zdaje, że posiadamy, jak długo będziemy mieć? Nasze życie tu, na ziemi, to tylko dwie chwile. Jeśli spojrzymy na przemijające dobra w świetle wieczności, zrozumiemy bez trudu to, o czym mówi Bóg, żebyśmy porzucili wszystko bez oporu, jakkolwiek wydawałoby się ważne i nieodzowne, gdyż wszystko, co ziemskie, jest nieskończenie małe, a niezbędna jest nam jedynie cnota…

 
W tym świetle widać wyraźnie, że najmniejszy wzrost miłości między ludźmi, w rodzinie dzieci Bożych, ma tysiąc razy większą wartość i tysiące razy większe znaczenie niż wszystkie dobra materialne świata.

 
"Kościół zwycięża, gdy zwycięża miłość". "Bóg zwycięża, gdy zwycięża miłość"… Jeśli więc nasz brat, choćby najbardziej obciążony winami, niegodziwiec, łotr, chce zabrać naszą własność, cokolwiek by to było, wielki majątek czy noszona przez nas szata, strzeżmy się, by go nie wymyślać: obejmijmy go i dajmy mu, czego chce: jesteś moim bratem, to, co moje, jest i twoje; trochę marności nie odłączy mnie od mego brata; kocham cię, bierz wszystko, co chcesz, jeśli chcesz, bierz więcej, bierz wszystko, bo wszystko, co mam, jest twoje, umiłowany bracie, kocham cię, wszystko, co posiadam, jest twoje… To jest przykazanie Jezusa, to również przykład, jaki nam daje, pozwalając się ogołocić ze wszystkiego, umierając na krzyżu bez stawiania oporu i modląc się za tych, którzy Go ogołocili i przyprawili o śmierć.

 
Jeśli cię kto uderzy w policzek, nadstaw mu i drugi.
(Łk 6, 29)
 
Jakiż dobry jesteś, Boże mój! W swojej miłości, jaką masz dla wszystkich ludzi, chcesz, by się zachowywali między sobą tak, jak czuły ojciec chce, by jego własne dzieci postępowały jedne z drugimi... Chcesz widzieć panujący między nimi pokój, taką uległość, taką wyrozumiałość, takiego ducha delikatności i czułości, że gdy jeden dopuści się jakiejś niesprawiedliwości, inni mu natychmiast ustępują, by nie zakłócać owego pokoju i jedności, bo uważają, że cokolwiek by się zdarzyło, zawsze zwyciężą, gdy tylko zwycięża miłość… Oto trwały pokój i wypróbowana miłość braterska, których pragniesz wśród swoich dzieci, i dlatego dajesz nam to przykazanie: Jeśli cię ktoś uderzy… i wiele innych.

 
Jeśli nas ktoś uderzy w policzek, nadstawmy mu drugi, dosłownie i w przenośni: jeśli nas ktoś obraża, nie oddajmy mu zniewagą, jeśli nas uderzy, nie bijmy agresora, nadstawmy policzek albo grzbiet, czyniąc znak krzyża; jeśli nas kto zrani, nie brońmy się, nadstawmy szyję jak baranek, by nie sprowokować walki ze swoim bratem, ale go raczej zwyciężyć łagodnością, naśladując Bożego Baranka, który bez stawiania oporu pozwolił, by Go policzkowano, opluto, bito pięściami, zelżono, zasłonięto Mu oczy, biczowano, ukoronowano cierniem, obarczono krzyżem, poraniono i zabito, gdy jednym słowem, jednym aktem woli mógł powalić do swoich stóp wszystkich napastników i każdego z nich unicestwić.

 
Znośmy więc wszystkie obelgi, krzywdy, drwiny, przemoc, ciosy, rany, więzy, śmierć, modląc się za tych, którzy nienawidzą… "Ojcze, przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią". Dziękując Bogu za to, że raczył pozwolić, byśmy my, tak niegodni, upodobnili się do naszego Pana, ofiarujmy Mu z miłością to wszystko, co musimy znosić… Jezus daje nam tu wyraziste świadectwo i nie mniej wyrazisty przykład. Idźmy krok w krok za naszym Umiłowanym, za wonią Jego pachnideł.

 

Bł. Karol de Foucauld, Miłość bliźniego, tłum. Bolesław Dyduła SJ, "Życie Duchowe", 53/2008, s. 93-96

/

Komentarze (11):

anonim2011.08.24 12:59
<p>+++</p>
anonim2011.08.24 13:29
<p>Kocham tego człowieka... liczę na to, że spotkam się z nim w Niebie</p>
anonim2011.08.24 13:47
<p>Nie dorosnę nigdy do takiej miłości.</p>
anonim2011.08.24 16:56
<p>Czyżby przygotowanie duchowe do wprowadzenia podatku katastralnego?</p>
anonim2011.08.25 8:15
<p>No to teraz prosiłbym kogoś wiarygodnego o rozsądną egzegezę tego tekstu - i czy należy go (takie teksty) traktować w 100% dosłownie - co oczywiście rozsadziłoby w og&oacute;le życie społeczne, działanie sądownictwa, wszelką walkę o sprawiedliwość etc. Swoją drogą, jak to się ma do, powiedzmy, nawoływań (z innych źr&oacute;del) do walki ze złem, jak to się ma do walki katolik&oacute;w/prawicy/konserwy na przestrzeni wiek&oacute;w o r&oacute;żne tam rzeczy (\"duperele\" typu władza kr&oacute;la, sprawiedliwość, katolickie państwo) etc.&nbsp;</p>
anonim2011.08.25 8:16
<p>BTW i jak to się ma do twierdzeń, że należy zwalczać zło, zwracać na nie uwagę, nie ułatwiać mu roboty, nie godzić się na nie etc.?</p>
anonim2011.08.25 13:24
<p>Tekst b. łatwo źle zrozumieć w duchu uległości, bierności i pasywności wobec zła. Tymczasem obrona siebie, czy też bliźnich przed niesprawiedliwym napastnikiem jest cnotą. Trzeba się wykazać męstwem, by stanąć przeciw złu za słuszną sprawą.</p> <p>.</p> <p>Dopiero jeżeli nie można dobrze i godnie odpierać napaści zła należy nadstawić policzek i przywr&oacute;cenie sprawiedliwości pozostawić Bogu.</p> <p>.</p> <p>Innymi słowy ewangeliczny tekst o nadstawieniu drugiego policzka m&oacute;wi nam, że we własnej obronie nie powinno się czynić zła. Natomiast jeżeli można się godnie i po bożemu bronić, to należy to czynić.</p>
anonim2011.08.25 23:15
<p>Ten tekst to właśnie najprostsza egzegeza \"Kazania na G&oacute;rze\"(Mt5nn). ............ \"Kazanie na G&oacute;rze\"&nbsp;Jezus m&oacute;wił do wszystkich słuchających Go ludzi. I bł.Karol zrozumiał Ewangelię w jej najgłębszym \"skandalu\", bardzo prosto, bez kombinowania. To co czyni z chrześcijaństwa Jedyną Prawdę to miłość nieprzyjaci&oacute;ł. Nie żaden moralizm. I dlatego potrzebujemy \"nowego stworzenia\" przez chrzest, bo o własnych siłach nasza grzeszna natura będzie się opierała Ewangelii. Dlatego potrzebujemy Zbawiciela, a nie własnych pięści i rozumu.</p>
anonim2011.08.26 11:14
<p>Dlatego właśnie chrześcijanie są tak prześladowani do dzisiejszego dnia - bo świat wie, że naśladując Jezusa przewracamy porządek tego świata, rozwalamy wszelkie mury, uwalniamy więźni&oacute;w, dajemy pok&oacute;j skł&oacute;conym, karmimy głodnych, leczymy chorych, kochamy niekochanych, odnajdujemy zagubionych, nikogo nie uznając za wroga, z nikim nie walcząc. Dopoki człowiek ufa Jezusowi jest niepokonany, bo Jezus zwyciężył świat. Chrześcijanin nie musi już walczyć, gdyż jego Mistrz stoczył ostateczną bitwę i sam zwyciężył świat. \"<span \"color: #666666; : Tahoma, Verdana, sans-serif;\">Z powodu Ciebie zabijają nas przez cały dzień,&nbsp;</span></p> <p><span \"color: #666666; : Tahoma, Verdana, sans-serif;\">uważają nas za owce przeznaczone na rzeź.&nbsp;Ale we wszystkim tym odnosimy pełne zwycięstwo dzięki Temu, kt&oacute;ry nam umiłował...\" Rz 8,36-37</span></p>
anonim2011.08.28 21:20
<p>@napisała: czytaj ze zrozumieniem - potrzebujesz Jezusa Chrystusa jako Zbawiciela, czy zbawienie zapewnisz sobie sobie sam ? Polecam dzisiejszą Ewangelię z dnia, kiedy Piotr bardzo rozumnie chciał przestrzec Jezusa przed krzyżem, co usłyszał... Człowiek po grzechu pierworodnym nie ma światła na życie i nawet jak wyzna wiarę w Boga, co uczynił Piotr, w chwilę p&oacute;źniej może pobłądzić opierając się na swym rozumie - jak Piotr. Kr&oacute;tko m&oacute;wiąc, B&oacute;g g&oacute;ruje nad nami, także nad naszym rozumem - choćby tajemnica Tr&oacute;jcy Świętej. Nie da się zamknąć wnaszym rozumie, bo nie byłby Bogiem. Dlatego Abraham musi \"wyłączyć\" rozum, gdy idzie na Morię złożyć syna w ofierze, bo w przeciwnym razie musiałby uznać Bogaza potwora, a tak po prostu mu ufa. Podobnie Maryja, \"zawiesza\" rozum, bo B&oacute;g nieprzypadkowo wybrał najrtudniejszy dla niej czas do zwiastowania (narzeczeństwo, kiedy może być uznana za cudzołożnicę i ukamieniowana), by opierała się tylko na Bogu, nie na rozumie: \"Panie, przyjdź jak już będziemy z J&oacute;zefem po ślubie, teraz co ludzie sobie o nas pomyślą, a J&oacute;zef przecież może mnie oskarżyć o cudzołustwo...\" Takie opieranie się o swoje pięści i rozum miałem na myśli, nie uczuciowość, tylko zaufanie totalne w słowo Boga, kt&oacute;re czasem krzyżuje (koronuje cierniem) nasz rozum.</p>
anonim2011.08.28 21:33
<p>@Donowan: nie wiem czy zwr&oacute;ciłeś uwagę, że Jezus przyszedł do Izraela, gdzy był w niewoli rzymskiej i ani słowem nie zająknął się o walce o niepodległość, a na grabieżczą i chciwą łapę Rzymu, kt&oacute;ra kazała sobie bezczelnie płacić podatki - co kazał czynić ? Oddajcie cesarzowi co cesarskie... Całe zło i niesprawiedliwość wziąłna siebie, dając się totalnie upokorzyć i obedrzeć nie tylko zgodnośći ludzkiej, ale i boskiej (Flp2 - hymn o kenozie). Przeczytaj Kazanie na G&oacute;rze Mt5nn i sam sobie odpowiedz, co m&oacute;wi Ci Jezus, kiedy setkom słuchających go prostych ludzi, mających swoje rodziny m&oacute;wi: nie opierajcie się złu, nadstawcie policzek, nie dopominajcie się o zwrot, gdy ktoś od was pożyczy, gdy zabierają ci szatę, dajcie jeszcze płaszcz, nie sądzcie itd... kto to m&oacute;wi - ja czy jakiś Karol de Foucauld ? Czy Tw&oacute;j Zbawiciel, Jezus Chrystus ? Karol to po prostu usłyszał i wprowadził w swoje życie, żył jak człowiek niebiański na ziemi i wygrał życie. Ty i ja tego nie chcemy słuchać i używamy r&oacute;żnych argument&oacute;w, by tego nie słyszeć. A nie opieranie się złu możesz realizować także w życiu rodzinnym i małżeńskim i w pracy... biorąc niesprawiedliwości wyrządzane ci przez twoją żonę na siebie i nie walcząc o swoje - sąd zostawiasz Bogu. wtedy zobaczysz, czyB&oacute;g istnieje i podpisuje się pod swoim Słowem, kt&oacute;re podobno jest JedynąPrawdą. I jeszcze na koniec: Jezus posłał swoich uczni&oacute;w jak owce między wilki; ciekawe czemu nie jak lwy między wilki ? Jakie owca ma szanse ?</p>