Jak wynika z danych Głównego Urzędu Statystycznego, Polacy coraz częściej zawierają związki małżeńskie, ale też coraz częściej się rozwodzą. W 2013 roku w Polsce odnotowano aż 66 tys. rozwodów, czyli aż o 35 proc. więcej, niż w roku 2003. Prof. Janusz Czapiński wskazuje, że od 1990 roku podwoił się stosunek liczby rozwodów do nowo zawieranych małżeństw: z 16 do 31 proc. Pociesza jednak, że na tle Europy i tak wypadamy nieźle.

Jakie są główne przyczyny rozwodów? Polacy wskazują przede wszystkim na niezgodność charakterów, zdrady, alkoholizm ale także dłuższa nieobecność w domu (emigracja zarobkowa) czy różnice światopoglądowe. Tu „Gazeta Wyborcza” zastanawia się, czy owe różnice nie są przypadkiem pokłosiem IV RP i przedterminowych wyborów w 2007 rok, które mogły zaowocować głębokimi podziałami w rodzinach. A więc jasne, wszystkiemu winni Kaczyński i PiS, jak zawsze... Prof. Czapiński studzi jednak te emocje, podchodząc z rezerwą do wiązania wzrostu rozwodów z sytuacją polityczną i konfliktami polsko-polskimi.

Sędzia Ewa Kosiec, która od lat orzeka w Sekcji Spraw Rodzinnych Wydziału Cywilnego Sądu Okręgowego w Koszalinie zapewnia, że nie spotkała się z sytuacją, by do rozwodu doszło przez konflikty na tle różnic politycznych czy spory o posyłanie dziecka na religię. Wzrosła za to liczba rozwodów z powodu zdrad. Nie oznacza to jednak, że Polacy zaczęli masowo zdradzać, po prostu łatwiej jest dziś taką zdradę udokumentować, choćby korzystając z mediów społecznościowych.

Sędzia Kosiec dodaje w rozmowie z „Wyborczą”, że ważnym powodem wzrostu liczby rozwodów jest zmiana podejścia do małżeństwa, które Polacy przestali już traktować jako związek na zawsze. Ludzie szybciej decydują się na rozwód, nie widzą sensu w podejmowaniu prób ratowania związku.

MaR/Wyborcza.pl