40 lat temu miało miejsce fundamentalne dla obecnych relacji katolików z Żydami wydarzenie. 13 kwietnia 1986 roku św. Jan Paweł II odwiedził rzymską Synagogę Większą. Pokazał to, o czym dwadzieścia lat wcześniej mówili ojcowie soborowi w deklaracji Nostra Aetate: katolicy nie są wrogo nastawieni do Żydów, a przeciwnie, chcą budować z nimi braterskie relacje.

 

Starsi bracia w wierze

 

Wokół 4. paragrafu tejże deklaracji Ojciec Święty zbudował swoje przemówienie. Paragraf ten mówi „o więzi, jaką został duchowo złączony lud Nowego Przymierza z potomstwem Abrahama”. Tak też św. Jan Paweł II oświadczył 40 lat temu, że „religia żydowska nie jest dla naszej religii zewnętrzna, lecz w pewien sposób wewnętrzna. Mamy zatem z nią relacje, jakich nie mamy z żadną inną religią”. Do samych wyznawców judaizmu zwrócił się słowami: „jesteście naszymi umiłowanymi braćmi i w pewien sposób, można by powiedzieć, naszymi starszymi braćmi”. To sformułowanie okazało się nieco problematyczne, zarówno z punktu widzenia Żydów, jak i chrześcijan. Z punktu widzenia wyznawców judaizmu określanie ich starszymi braćmi może być ryzykowne przez budzenie skojarzeń z Jakubem i Ezawem. Choć to Ezaw urodził się pierwszy, zmarnował on przywilej pierworództwa, sprzedając go Jakubowi za potrawę z soczewicy. Czy więc papież chciał wskazać na Żydów jako na tych, którzy odrzucili Boże synostwo, przypadające po nich chrześcijanom? Z pewnością nie taka była intencja. Chciał raczej zwrócić uwagę na korzenie chrześcijaństwa. Chrześcijanie, tak samo jak i Żydzi, widzą ojca swojej wiary w Abrahamie. Ważne jednak jest zastrzeżenie papieża, że „starszymi braćmi” Żydzi są dla chrześcijan jedynie „w pewien sposób”. Z pewnością starszymi braćmi, czy nawet ojcami w wierze byli dla wyznawców Chrystusa wyznawcy biblijnego judaizmu. Współczesny judaizm nie jest jednak tym, czym był judaizm wyznawany przez Żydów w czasach Jezusa i wcześniej. Po Chrystusie i zburzeniu Świątyni Jerozolimskiej powstały dwie odrębne religie. Ci, którzy Go przyjęli, zostali chrześcijanami. Ci zaś, którzy Go odrzucili, stali się wyznawcami judaizmu rabinicznego. Za sprawą wspólnych korzeni Żydzi i chrześcijanie w sposób szczególny są sobie braćmi. O starszeństwie współczesnych wyznawców judaizmu można tu jednak mówić jedynie „w pewien sposób”.

Dalej, za nauczeniem Soboru Watykańskiego II papież przypomniał, że nie wolno obarczać Żydów odpowiedzialnością za mękę i śmierć Chrystusa. Nie można też przedstawiać ich jako „odrzuconych albo przeklętych”. Pan Bóg nie może się mylić, zmienić zdania czy nie dochować wierności. Dlatego Nostra Aetate naucza: „Według świadectwa Pisma Świętego Jerozolima nie poznała czasu swego nawiedzenia, jak również Żydzi w dużej części nie przyjęli Ewangelii, a nawet wielu przeciwstawiało się jej rozpowszechnianiu. Tym niemniej, według Apostoła, Żydzi ze względu na swych praojców do tej pory pozostają umiłowanymi dla Boga, który nie żałuje swoich darów i wezwania. Wraz z prorokami i tymże Apostołem Kościół oczekuje znanego tylko Bogu dnia, w którym wszystkie ludy jednym głosem będą wzywać Pana i <<służyć Mu jednomyślnie>>”.

Przy wszystkich tych rozważaniach św. Jan Paweł II zastrzegł 40 lat temu, że „każda z naszych religii, przy pełnej świadomości licznych łączących je więzi, a na pierwszym miejscu tej więzi, o której mówi Sobór, chce być uznawana i respektowana we własnej tożsamości, bez jakiegokolwiek synkretyzmu i wszelkiego dwuznacznego zawłaszczania”. Budowanie braterskich relacji z Żydami, dialog międzyreligijny nie mogą więc dla chrześcijan oznaczać rozmywania własnej tożsamości. Istotą tożsamości chrześcijan jest natomiast wiara w to, że jedyną drogą do zbawienia człowieka jest męka i śmierć Jezusa Chrystusa. W czasie pontyfikatu papieża z Polski z wielką mocą prawdę tę przypomniała Deklaracja o jedyności i powszechności zbawczej Jezusa Chrystusa i Kościoła Dominus Iesus, ogłoszona 6 sierpnia 2000 roku przez prefekta Kongregacji Nauki Wiary kard. Józefa Ratzingera, a wcześniej – 16 czerwca 2000 roku zatwierdzona przez papieża Jana Pawła II. Mówiąc o nauczaniu św. Jana Pawła II na temat dialogu międzyreligijnego i stosunku do Żydów, nie można pomijać tego kluczowego dokumentu.

 

40 lat później

 

Chcąc uczcić 40. rocznicę tych wydarzeń, Konferencja Episkopatu Polski przygotowała list do wiernych, który został ogłoszony w V Niedzielę Wielkiego Postu. List, który wywołał ogromny sprzeciw polskich katolików. Była to sytuacja bez precedensu. W zdecydowanej większości polskich kościołów po prostu tego listu nie przeczytano. Jego lektura nie była obowiązkowa, a w wielu kościołach trwały w tym czasie wielkopostne rekolekcje. Mimo to jednak nie będzie nadużyciem stwierdzenie, że ogromna część polskiego duchowieństwa dokument zbojkotowała. Wierni zamiast słuchać go w kościołach, czytali go w Internecie i bardzo dosadnie wyrażali swoją dezaprobatę w mediach społecznościowych. Lud nie zrozumiał głębokiej teologii zaprezentowanej przez biskupów? Trudno byłoby zgodzić się z taką diagnozą biorąc pod uwagę fakt, że krytycznie o dokumencie KEP wypowiedziało się szereg wybitnych teologów. Co więcej, zdystansował się od niego nawet wiceprzewodniczący KEP abp Józef Kupny. Coś więc musiało być z tym listem nie tak. Co takiego?

Środowiska liberalno-lewicowe, które w tym przypadku wyjątkowo stanęły murem za KEP przekonywały, że odrzucenie listu przez polskich katolików jest przejawem ich antysemityzmu. Że do polskich katolików wciąż nie dotarło nauczanie Soboru Watykańskiego II, a nawet nauczanie św. Jana Pawła II. To absolutna nieprawda. Problemem tego listu nie jest potępienie antysemityzmu, choć czas i adresaci w tym wypadku nie wydają się najszczęśliwsi. Problemem nie jest wskazanie na więzi łączące chrześcijan z wyznawcami judaizmu. Problemem może być kwestia określenia współczesnego Izraela „narodem wybranym”, ale samo w sobie określenie to może jeszcze nie wywołałoby tak silnych reakcji. Największym problemem tego listu jest wyrwane z dokumentu watykańskiej komisji zdanie: „nie ma żadnych wątpliwości, że Żydzi są uczestnikami Bożego zbawienia, ale jak to może być możliwe bez wyraźnego wyznawania Chrystusa – jest i pozostanie niezgłębioną tajemnicą Bożą”. Zdanie to pochodzi z dokumentu zatytułowanego „Bo dary łaski i wezwanie Boże są nieodwołalne”, który Komisja Stolicy Apostolskiej ds. Relacji Religijnych z Judaizmem ogłosiła 10 grudnia 2015 roku. W dokumencie tym czytamy jednak również, że „teoria twierdząca, jakoby mogły istnieć dwie różne drogi do zbawienia, droga żydowska bez Chrystusa i droga prowadząca przez Chrystusa którym, jak wierzą chrześcijanie, jest Jezus z Nazaretu zagroziłaby w istocie podstawom wiary chrześcijańskiej. Wiara w powszechne, a zatem wyłączne pośrednictwo zbawcze Jezusa Chrystusa należy do podstaw wiary chrześcijańskiej. Podobnie wiara w jednego Boga, Boga Izraela, który objawiając się w Jezusie Chrystusie ukazał się w pełni jako Bóg wszystkich narodów, bowiem w Nim wypełniła się obietnica, że wszystkie narody będą się modlić do Boga Izraela jako jedynego Boga”. I dalej: „Wiara chrześcijańska wyznaje, że Bóg chce doprowadzić wszystkich ludzi do zbawienia, że Jezus Chrystus jest powszechnym pośrednikiem zbawienia, i że nie dano ludziom pod niebem żadnego innego imienia, w którym moglibyśmy być zbawieni (Dz 4, 12)”. Tego jednak autorzy listu KEP nie dodali, poprzestając jedynie na tym jednym zdaniu, które stwarza wrażenie, jakby Żydzi mogli zostać zbawieni bez męki i śmierci Chrystusa. Budowanie takiego wrażenia uderza w samą istotę tożsamości chrześcijańskiej. Chyba nie na tego typu budowaniu relacji zależało św. Janowi Pawłowi II, kiedy 40 lat temu odwiedzał rzymską synagogę.

 

Mamy problem

 

Co skłoniło autorów listu do tego, by pozostawić tak dramatyczne w skutkach niedopowiedzenie?

O tym, że stosunek do judaizmu jest w polskim Kościele kwestią problematyczną świadczy dyskusja polskich biblistów w mediach, jaka poprzedziła publikację listu KEP. Dyskusję tę zapoczątkował wywiad, którego ks. prof. Waldemar Chrostowski udzielił Katolickiej Agencji Informacyjnej przy okazji swoich 75. urodzin. Jeden z najwybitniejszych polskich teologów, który położył podwaliny pod dialog Kościoła z judaizmem w naszym kraju stwierdził, że dialog chrześcijańsko-żydowski w Polsce obecnie jest „parodią”. Pytany, dlaczego jego oczywiste tezy, dotyczące np. pochodzenia współczesnego judaizmu czy obecnej w nim antychrześcijańskości są odrzucane jako „kontrowersyjne”, ks. Chrostowski odpowiedział, że dlatego, iż są „niewygodne i niechciane”. „Odnoszę wrażenie, że ludzie, którzy tym się zajmują (dialogiem z judaizmem – red.), z jakichś sobie tylko wiadomych powodów, chcą podobać się Żydom i mają z tego tytułu pewne profity (przynajmniej w ich subiektywnym odczuciu to są profity)” – stwierdził laureat Nagrody Ratzingera. I chyba tu właśnie można doszukiwać się odpowiedzi na pytanie o to, dlaczego autorzy listu KEP nie doprecyzowali, że Żydzi, zgodnie z wiarą Kościoła katolickiego, mogą osiągnąć zbawienia wyłącznie za sprawą Jezusa Chrystusa. Takie doprecyzowanie mogłoby nie spodobać się Żydom.

Antysemityzm, jak przypomnieli niedawno polscy biskupi, jest obrzydliwym grzechem. Problem w tym, że zdaje się, iż są hierarchowie Kościoła, którzy wolą przemilczeć prawdę o zbawieniu w Chrystusie, byleby tylko nie zostać o „antysemityzm” posądzonymi. Może więc jakikolwiek dialog należy zacząć od określenia tego, czym antysemityzm jest, a co nim nie jest.