„Kiedy jednak mówimy o prawdzie w chrześcijaństwie, pojawiają się dwa aspekty do rozważenia” – powiedział metropolita Krakowa w wywiadzie, który ukazał się w „Wyborczej” w okolicy świąt Wielkanocnych.

 

„Pierwszy komentarz jest taki, że dla nas, katolików, ważna jest relacja z Jezusem. Jeśli jej nie ma, wszystko w religii jest bez sensu i w końcu się rozpadnie” – dodał.

 

„Drugi jest taki, że gdy chodzi o rozumienie prawd moralnych, każdy może mieć inne. W tej kwestii różnorodność jest możliwa” – skwitował.

 

Dodał za chwilę: „Natomiast kiedy ktoś mówi, że jest wierzącym człowiekiem, to powinien czytać teksty i słuchać tego, co jest w nurcie żywej tradycji Kościoła i w jego dzisiejszym nauczaniu”.

 

Co to wszystko znaczy? Jak to możliwe, że według kardynała Kościoła katolickiego „każdy może mieć inne” rozumienie prawd moralnych i „w tej kwestii różnorodność jest możliwa”?

 

Taka wypowiedź kardynała mogłaby szokować, gdyby nie fakt, że wcale nie szokuje – przynajmniej nie kogoś, kto żywo interesuje się sprawami Kościoła.

 

Po pierwsze, nie da się zapomnieć niedawnego listu Konferencji Episkopatu Polski na temat judaizmu. W liście tym zakwestionowano nauczanie Kościoła katolickiego, sugerując, że Izrael jest nadal narodem wybranym; nauczaniu Kościoła trwającemu „tysiąc pięćset lat” imputowano nawet pomyłkę czy błędne rozłożenie akcentów. Skoro w episkopacie pojawiają się takie twierdzenia, to chyba wszystko jest już możliwe.

 

Druga sprawa jest jeszcze poważniejsza. Otóż różnorodność rozumienia prawd moralnych nie jest jakimś wymysłem metropolity Krakowa ani żadnego w ogóle polskiego teologa. To rzecz, która została zaimplementowana w Kościele przez papieża Franciszka. 19 marca 2016 roku papież z Argentyny opublikował swój najważniejszy dokument – adhortację „Amoris laetitia”. Napisał tam bez ogródek: „[P]ragnę podkreślić, iż nie wszystkie dyskusje doktrynalne, moralne czy duszpasterskie powinny być rozstrzygnięte interwencjami Magisterium. Oczywiście, w Kościele konieczna jest jedność doktryny i działania, ale to nie przeszkadza, by istniały różne sposoby interpretowania pewnych aspektów nauczania lub niektórych wynikających z niego konsekwencji”.

 

W tym papieskim tekście czarno na białym napisano, że chociaż moralność jest jedna, to można różnie ją interpretować.

 

Franciszek powtórzył te twierdzenia w tekście z listopada 2024 roku, który dołączył do „Dokumentu finalnego” Synodu o Synodalności.

 

Różnorodność interpretacyjna doktryny, moralności i duszpasterstwa stanowi sui generis kamień węgielny Kościoła synodalnego. To Kościół, który jest programowo zdecentralizowany. Działa podobnie jak Wspólnota Anglikańska: zachowuje się jakąś ogólną jedność w poszczególnych kwestiach, ale w innych panuje duża swoboda. Każdy region sam ustala, w co wierzy.

 

Za pontyfikatu Franciszka stało się tak w kilku ważnych kwestiach. W wielu krajach świata udziela się Komunii świętej rozwodnikom w powtórnych związkach, podczas gdy w innych – nie.

 

W części świata zachodniego błogosławi się pary LGBT, podczas gdy dla większości Kościoła to aberracja.

 

W niektórych diecezjach do Komunii świętej dopuszcza się nawet protestantów.

 

Oto właśnie różnorodność, którą wprowadził Franciszek. Wcześniej, oczywiście, taka różnorodność też istniała, ale wbrew Rzymowi, a nie dzięki niemu. Teraz to się zmieniło: różnorodność w doktrynie, moralności i duszpasterstwie stała się zasadą działania kościelnego systemu Franciszka.

 

Nie wiem, czy kardynał Grzegorz Ryś chce tę zasadę wprowadzać w Polsce. Jego wywiad dla „Wyborczej” to jeszcze zbyt mało. Wiemy zresztą, że w takich kwestiach, jak podejście do judaizmu, kardynał różnorodności raczej nie uznaje: ogłasza, że po II Soborze Watykańskim się jakoby zmieniło, koniec dyskusji.

 

Być może krakowski metropolita chciał powiedzieć, że różnorodność rozumienia doktryny jest akceptowalna w pluralistycznym społeczeństwie demokratycznym, a nie w Kościele. Tyle tylko, że… to nie zmienia zasadniczego problemu. Kościół adresuje swoje przesłanie do wszystkich ludzi. Nikt nie ma żadnego prawa do tego, by głosić jakąś własną moralność – na przykład odrzucać Dekalog. Przykazania Boże obowiązują wszystkich ludzi.

 

Nie wiem, o co chodziło kardynałowi Rysiowi. Wiem, jaka jest doktryna Franciszka. Wiem też, jak zmienia się Kościół w Polsce: niestety, coraz silniej poddaje się odgórnej rewolucji liberalnej, na modłę państw zachodnich. Obawiam się, że wywiad dla „Gazety Wyborczej” jest kolejnym elementem tej zmiany.

 

Autor jest publicystą portalu PCh24.pl