W felietonie opublikowanym na łamach „Idziemy” o. Kowalczyk przypomina o żydowskich korzeniach chrześcijańskiej Wielkanocy. W tym kontekście odnosi się do ogłoszonego w V Niedzielę Wielkiego Postu listu KEP z okazji 40. rocznicy wizyty św. Jana Pawła II w rzymskiej Synagodze Większej, który to list, w przekonaniu jezuity, nie pomógł w przeżywaniu starotestamentalnych korzeni Świąt Wielkanocnych.
- „Moim zdaniem, główny problem z listem polega nie tyle na tym, co w nim jest, ile na tym, czego w nim brakuje, i na tym, jak to podano. A podano w sposób teologicznie nieprecyzyjny, budzący poważne nieporozumienia. Owym nieporozumieniom sprzyja też to, że współczesne państwo Izrael podejmuje agresywne działania wojenne, które nie mogą nie oburzać. Ponadto wskazywanie we współczesnej Polsce na antysemityzm jako główny grzech przeciw miłości, jest niezrozumieniem rzeczywistości społecznej dzisiaj. Nienawistnych słów i działań w Polsce nie brakuje, ale nie jest to antysemityzm. Efekt pastoralny – odwrotny do zamierzonego”
- podsumowuje teolog.
O. Kowalczyk przypomina przesłanie Orędzia Wielkanocnego, które wyraża wdzięczność za noc, w której Izrael przeszedł przez Morze Czerwone, a Chrystus rozerwał więzy śmierci.
- „To moment, w którym baranek egipski i Baranek Boży stają się jednym wyrazem zbawczej pedagogiki Boga. Szkoda, że list, który mógł być wprowadzeniem do tej głębi, zamiast tego stał się powodem awantury. Może następnym razem – mniej ideologii, a więcej dobrej katolickiej teologii, w tym więcej Exsultetu”
- zachęca.
