Specjalizujący się w relacjach pomiędzy nauką a wiarą wykładowca Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu i Uniwersytetu Nawarry w Pampelunie udzielił wywiadu tygodnikowi „Niedziela”, w którym odniósł się do tyleż prowokacyjnej, co absurdalnej inicjatywy fundacji Rafała Betlejewskiego, w ramach której zorganizowano konkurs plastyczny dla dzieci i młodzieży pod hasłem „Wybieram naukę, a nie religię”.
- „Ten konflikt jest nam sprzedawany od niemal półtora wieku. A dokładniej – od drugiej połowy XIX wieku w kulturze zachodniej pieczołowicie pielęgnuje się mit totalnej wojny między nauką a religią. Narracja jest prosta, wręcz komiksowa: wiara to mroki średniowiecza, a nauka to światło niosące postęp. Gdy jednak odłożymy na bok uprzedzenia i przyjrzymy się faktom historycznym, to ta misternie budowana konstrukcja rozsypuje się w pył”
- zauważył uczony.
Teolog zwrócił uwagę, że „współczesna nauka wyrosła na gruncie chrześcijaństwa”. To Kościół katolicki stworzył instytucję uniwersytetu.
- „Spójrzmy na filary współczesnej wiedzy: ojcem genetyki był augustianin o. Gregor Mendel. Teorię, którą dziś znamy jak Wielki Wybuch, sformułował natomiast belgijski ksiądz Georges Henri Lemaître. Tak więc mit, według którego naukowiec przed wejściem do laboratorium musi zostawić wiarę w szatni, jest nie tylko nieprawdziwy, ale i szkodliwy”
- podkreślił.
Szkodliwy, bo „odcina naukę od głębszej refleksji nad sensem odkryć i czyni ją jedynie technicznym opisem świata”. Tymczasem, jak podkreśla ks. Roszak – kiedy nauka wyjaśnia, w jaki sposób coś działa, religia szuka odpowiedzi na pytanie o cel i sens istnienia tego działania.
- „Problemem jest nie nauka, lecz ideologia zwana scjentyzmem. Jest to radykalne przekonanie, że tylko to, co da się zmierzyć, zważyć i policzyć, ma prawo istnieć. Ale przecież wiemy, że miłość to coś znacznie więcej niż tylko skok poziomu dopaminy w mózgu. Wiedza o tym, jak technicznie działają hormony, w niczym nie odbiera miłości jej metafizycznego sensu”
- wyjaśnił rozmówca „Niedzieli”.
W przekonaniu duchownego, rzekomy konflikt pomiędzy nauką a wiarą często próbuje się sztucznie kreować, wykorzystując naukę jako „ideologiczną maczugę do walki z duchowością”.
