Na początku czerwca minister edukacji narodowej Barbara Nowacka zaatakowała polskich biskupów za ich stanowisko ws. „edukacji zdrowotnej”.
- „Ja się nie wtrącam do religii, proszę nie wtrącać się do całej reszty”
- grzmiała reprezentantka Koalicji Obywatelskiej, która wbrew prawu i ignorując orzeczenie TK ograniczyła nauczanie religii.
Dalej, odnosząc się na antenie Radia ZET do zastrzeżeń co do kontrowersyjnego przedmioty, mówiła jeszcze o „wymyśle szurii”.
Do kolejnego skandalicznego wystąpienia szefowej MEN wrócił na łamach „Gościa Niedzielnego” red. Franciszek Kucharczak, który zwrócił uwagę, że stanowisko biskupów pojawiło się w ramach ogłoszonych przez MEN konsultacji społecznych.
- „MEN wzywa społeczeństwo do przedstawienia swoich opinii, a gdy tę opinię przedstawiają nie ci, których Nowacka lubi, no to mają się nie wtrącać. Wychodzi na to, że apelując do biskupów o niewtrącanie się do całej reszty, Nowacka pozbawia ich praw obywatelskich. I nie tylko ich, bo tak się składa, że biskupi reprezentują miliony polskich katolików. Ministra tego jakby nie zauważa”
- wskazuje publicysta.
Minister Nowacka podkreśla, że „głos Episkopatu nie ma wpływu na podstawę programową edukacji zdrowotnej”.
- „A zatem wpływ ma szefowa MEN ze swoim minimalnym elektoratem, która kompletnie nie liczy się z głosem – no właśnie – całej reszty”
- zauważa Kucharczak.
Zwraca uwagę, że jeżeli „przeciw aroganckim i szkodliwym rządom Nowackiej w MEN są tylko biskupi, to znaczy, że biskupami jest większość Polaków”, bo większość Polaków protestuje przeciwko pomysłom minister.
- „To doprawdy kuriozum, że kształtowaniem młodego pokolenia kieruje w Polsce osoba o poglądach radykalnie sprzecznych z przekonaniami ogromnej większości Polaków. I tak się porobiło, że aktywistka ze szkoły Palikota daje szkołę naszym dzieciom”
- podsumowuje.
