Członkowie Ruchu Obrony Granic chcieli wczoraj ustawić krzyż przy głazie upamiętniającym polskie ofiary II wojny światowej w Berlinie. Wobec Polaków w szokujący sposób interweniowała jednak niemiecka policja, nie tylko uniemożliwiając postawienie krzyża, ale również naruszając nietykalność cielesną działaczy. Interwencja była na tyle brutalna, że kilku działaczy wymagało hospitalizacji.
W reakcji na te wydarzenia reprezentanci obozu władzy w Polsce urządzają festiwal pogardy wobec chcących upamiętnić polskie ofiary działaczy. Poseł Tomasz Trela pisał o „żałosnych kreaturach”, europoseł Kamila Gasiuk-Pihowicz apelowała do niemieckiej policji, by nie oddawała Polsce lidera ROG Roberta Bąkiewicza, a poseł Magdalena Filiks próbę upamiętnienia polskich ofiar określiła „pajacowaniem”. Wreszcie przyszedł czas na wystąpienie szefa polskiej dyplomacji.
- „Ta sprawa jest pozytywnie rozstrzygnięta, więc pan Bąkiewicz nie mógł walczyć o to, żeby powstał pomnik, bo on już powstaje. Wydaje mi się, że przyszedł tutaj chyba nie tylko po to, żeby robić burdę, ale po to, żeby osiągnąć jakiś polityczny cel, więc chyba chodziło mu o to, żeby ten proces zakłócić. I wtedy powstaje pytanie, w czyim to robi interesie. Na pewno nie polskim”
- przekonywał wicepremier Radosław Sikorski.
Następnie, drwiąc z Roberta Bąkiewicza, polecił działaczowi zorganizowanie podobnej akcji w Moskwie.
- „Jeśli pan Bąkiewicz chce pokazać, jakim jest patriotą i gierojem, to mam nadzieję, że to, co próbował zrobić w Berlinie bez sensu, bo tutaj pomnik będzie, zrobi w Moskwie, żeby tam się upomniał o te polskie ofiary rosyjskich czystek i morderstw”
- powiedział.
