Sprawa dotyczy wydarzeń, do których doszło podczas manifestacji polskich środowisk patriotycznych w Berlinie. Według relacji uczestników celem zgromadzenia było upamiętnienie ofiar II wojny światowej. Niemieckie służby twierdzą natomiast, że doszło do naruszenia lokalnych przepisów dotyczących organizacji zgromadzeń.

MSZ nie zamierza jednak podejmować działań dyplomatycznych wobec strony niemieckiej.

– „Jeśli ktoś łamie prawo, to ponosi tego konsekwencje” – powiedział Władysław Teofil Bartoszewski na antenie Radia ZET. Wiceszef polskiej dyplomacji podkreślił również, że resort zapewnia standardową pomoc konsularną, ale nie widzi podstaw do wzywania ambasadora Niemiec. Jednocześnie ocenił, że działalność Roberta Bąkiewicza wpisuje się w działania korzystne dla Rosji.

Słowa te wywołały natychmiastową reakcję polityków opozycji i środowisk konserwatywnych. Krytycy rządu wskazują, że jeszcze niedawno ten sam Władysław Teofil Bartoszewski publicznie krytykował jednostronne decyzje Berlina dotyczące kontroli granicznych, mówiąc: „Tak się nie robi wśród przyjaciół i sąsiadów”. Wówczas zapowiadał również wspólne działania państw sąsiadujących z Niemcami wobec decyzji Berlina.

Zdaniem krytyków obecnego rządu reakcja na wydarzenia w Berlinie pokazuje podwójne standardy. Podnoszą oni argument, że gdyby podobna sytuacja spotkała niemieckich obywateli w Polsce, reakcja dyplomatyczna byłaby znacznie bardziej zdecydowana.

Politycy związani z obozem prawicy zarzucają również rządowi Donalda Tuska nadmierną uległość wobec Berlina oraz brak wystarczającej troski o polskich obywateli za granicą. W ich ocenie sprawa ma także wymiar polityczny, ponieważ Robert Bąkiewicz od miesięcy należy do najostrzejszych krytyków polityki migracyjnej rządu oraz działań koalicji rządzącej.

Sam Robert Bąkiewicz wielokrotnie podkreślał, że jego działalność koncentruje się na obronie granic, bezpieczeństwa państwa oraz ochronie polskiej pamięci historycznej. Jego zwolennicy twierdzą, że obecna kampania medialna przeciwko niemu ma charakter polityczny i jest próbą zdyskredytowania jednego z najbardziej rozpoznawalnych liderów społecznych krytykujących obecny rząd.