Kilka dni temu wybitny amerykański analityk Andrew Latham, na łamach bardzo wpływowego „National Security Journal.Military and Defence Analysis”, przedstawił opinię w tekście pt. „Russia Might Actually Win the War in Ukraine. That Could Be the Worst Thing That Ever Happened to It”. Warto odnotować jego uwagi, bo wpisują się one w szerszą refleksję na temat tego co się stanie wkrótce z Ukrainą.

Nie trzeba dodawać, że ostatnia ukraińska szarża antypolska, wpisuje się dokładnie w toczącą się rozgrywkę. Co jednak najgorsze, praktycznie wszystkie polskie ośrodki polityczne, są całkowicie impregnowane na wszelkie sygnały i toczące się wydarzenia. Dlatego też reakcja na prowokację Zełenskiego, która – dla odmiany – dokładnie wpisuje się w toczone rozgrywki, jak zwykle zaskoczyła właściwie wszystkich. Nie trzeba zatem dodawać, iż „polska odpowiedź” potwierdziła, że w ukraińskiej rozgrywce przypisano nam rolę już obecnie czwartorzędną, a my sami nie jesteśmy w stanie zrobić nic, by sytuację tę zmienić.

Ale po kolei.

1. W piątek nastąpi podpisanie porozumienia w sprawie zakończenia działań wojennych w Zatoce Perskiej/Arabskiej. Sarkastycznie podsumowując, Iran ogłosi całkowite zwycięstwo, a w ślad za tym większość ośrodków „opiniotwórczych” w Polsce poinformuje o kolejnej klęsce Trumpa. Nie bacząc na te bzdury – bo dla nikogo kto ma odrobinę oleju w głowie nie jest to tajemnicą – USA wychodzą z tej konfrontacji zwycięsko. Utwierdzają one swoją jednowymiarową dominację na całym Bliskim Wschodzie, eliminują Iran jako najważniejsze źródło destrukcji ładu w tej części świata, stają się wreszcie właściwie wyłącznym decydentem regulującym światowy rynek energetyczny. Ponadto USA zademonstrowały swoją przytłaczającą przewagę militarną i zdolność do całkowitej anihilacji wojskowej każdego przeciwnika. Ich przewaga technologiczna okazała się tak przygniatająca, że zmusiła Iran do przyjęcia amerykańskich warunków za cenę wyłącznie uratowania władzy patologicznego reżimu. Co istotne, Iran całkowicie się wyizolował na terenie międzynarodowym, a jego pozycję w regionie w porozumieniu z Amerykanami przywrócił duet Arabia Saudyjska – Pakistan. W perspektywie do tego duetu dołącza Turcja, co stanowi wystarczającą barierę dla jakichkolwiek prób Iranu odbudowy jego pozycji. Z pewnością nie nastąpi to w obecnym ćwierćwieczu.

2. Dla USA – co zostało już zapowiedziane – następuje czas porządkowania relacji z Rosją. Od czasu zlekceważonej przez Putina szansy jaką dawało mu spotkanie na Alasce, Amerykanie przeprowadzili szereg operacji strategicznych, „czyszczących” krytyczne rejony świata z obecności chińskiej i rosyjskiej (zwłaszcza tej ostatniej). Skoncentrowana wyłącznie na wojnie ukraińskiej i całkowicie już zwasalizowana przez Chiny Rosja, nie ma siły by utrzymać swoją obecność w tych rejonach. Wypłukiwanie chińsko – rosyjskich wpływów w Ameryce Południowej z Wenezuelą na czele, wypchnięcie Rosji z Afryki Północnej i Zachodniej, wypychanie Rosji z Zakaukazia i z Azji Centralnej – to wszystko procesy, które trwają każdego dnia. Napór amerykański jest ogromny, a przeciwnicy nie są w stanie nadążyć za ich inicjatywami. Zwieńczeniem tej operacji sprowadzania Rosji do pozycji regionalnego, uwikłanego w problemy gracza, będzie mająca symboliczne znaczenia operacja kubańska. Równolegle z nią Amerykanie przeprowadzać będą nowy gambit ukraiński.

Obie te operacje są ściśle skoordynowane z wyborami w USA. Po uspokojeniu na rynku paliw, już widać symptomy odbudowy pozycji Trumpa i republikanów. Zakończenie działań w Zatoce będzie tu dodatkowym impulsem wraz ze spadkiem cen paliw. Operacja kubańska, będzie zapewne jednym z głównych skalpów na rzecz tej kampanii.

3. Rosja staje dziś przed trudnym dla siebie wyborem. Oddanie Kuby bez oporu, w zamian za jakiekolwiek korzyści na Ukrainie. Wygląda na to, iż rosyjski realizm narzuci to rozwiązanie, bowiem żadnych sił do wsparcia Kuby nie jest ona w stanie zmobilizować. Trzeba więc ratować co się da w najbliższym otoczeniu. Tym bardziej, że wbrew dominującej u nas propagandzie, w sensie militarnym rosyjski stan posiadania na Ukrainie jest nie do ruszenia. Ukraina może jedynie zapobiegać większym stratom, ale nie ma żadnych szans odzyskania czegokolwiek z terenów zajętych przez Rosjan. Nie ma na to żadnych sił własnych, a nikt jej w tym nie pomoże.

4. Co istotne, obie strony wiedzą o tym doskonale, ale obie mają pełną świadomość tego, że trwanie w tym wzajemnym zwarciu jest dla rządzących w tych krajach jedyną opcją. Dla Zełenskiego, jakikolwiek koniec wojny oznacza konieczność szybkiej ewakuacji za granicę. Nikt nie czeka bowiem na to by stawiać mu pomniki - zdecydowana większość Ukraińców oczekuje, że skończy on wraz ze swoim skorumpowanym otoczeniem w więzieniu. To jest źródło jego prowokacyjnych ruchów w ostatnim okresie. Ale i dla Putina koniec wojny, oznacza początek olbrzymich problemów wewnętrznych. Ponieważ nie ma warunków do tego, aby wzorem Stalina z 1945 roku zasiedlić milionami Rosjan Syberię po odtrąbionym „zwycięstwie”, prognozowane są potężne przesilenia i społeczne i na szczytach władzy. O tym właśnie pisze w przywołanym na początku tekście Latham. Zatem wbrew pozorom, głównymi przeciwnikami zakończenia wojny są dzisiaj ci dwaj skompromitowani liderzy.

5. W tej rozgrywce amerykańskiej, usiłuje też zmącić tzw. E3. To trójka kompletnie zgranych i skompromitowanych nie tylko wewnętrznie liderów Wielkiej Brytanii, Francji i Niemiec. Jedynym co ich łączy jest naiwna nadzieja, że na tej rozgrywce osiągną jakiś minimalny sukces, który zmieniłby na koniec ich żałosnych karier oceny ich działań. Ale zarówno ich własna niemoc, jak i niemoc dowodzonej przez VDL Unii powodują, że poza opłacaniem rachunków wystawianych przez Zełenskiego (w czym skądinąd jak szerzej już wiadomo, nie są osobiście bezinteresowni), nie są w stanie nic osiągnąć. Stało się tak dlatego, że rozwiązanie problemu tej wojny nie zależy od stopnia obściskiwania się z Zełenskim, ale od zdolności rozmawiania z obydwoma stronami. A tej właśnie zdolności pozbawili się zarówno „liderzy” E3, jak i dowodzonej przez VDL Unii. W obecnej sytuacji Rosja ma pełną świadomość tego, iż jakiekolwiek „pośrednictwo” tej skompromitowanej ekipy, nic jej nie daje. Jedynym partnerem w tej rozmowie jest dla niej Trump.

6. Tutaj dotarliśmy do sprawy kluczowej, a mianowicie naszej pozycji w tej rozgrywce. Ponieważ jednak Polska żadnej polityki w sprawie Ukrainy nigdy nie prowadziła – i było tak od momentu jej usamodzielnienia w 1991 roku – nie może dziwić, że po 35 latach jesteśmy w punkcie wyjścia. Trzeba o tym przypomnieć, bo dzisiejsze miotanie się wszystkich sił politycznych, jest właśnie prostą konsekwencją kompletnej naiwności ukształtowanej pod wpływem myślenia życzeniowego. Jest to cień mającej skądinąd szersze konsekwencji tzw. wizji Giedrojćia. Nie chce do tego wracać, ale minione 35 lat „polskiej polityki wschodniej” ukształtowanej właśnie na naiwnej próbie reinkarnacji wizji Piłsudskiego z 1920 roku (z której skądinąd później sam się wycofał), nie mogło przynieść innych owoców. Relacje Polski i z Ukrainą i z Białorusią są kompletnie zrujnowane (z Litwą też nie lepsze, bo utrzymywane są kosztem permanentnego poświęcania interesów tamtejszych Polaków). Dzisiejsze zatem zapętlenie, brak jakiejkolwiek wizji w stosunku do miejsca Ukrainy w polskiej polityce, a do tego całkowita niezdolność do odczytywania istoty toczącej się wobec Ukrainy gry, to jest miejsce, w którym się znaleźliśmy. Jeśli dodamy do tego całkowity brak jakichkolwiek relacji z naszym najtrudniejszym sąsiadem – Rosją – do tego ciążącą nad nami poprzez swoją obecność w królewieckim wyrostku robaczkowym, to obraz katastrofy polityki wschodniej jest kompletny.

Do niczego nie dążymy, bo sami nie wiemy czego chcemy. Wiemy tylko jedno – Rosja to nasz śmiertelny wróg. I jedyne co potrafimy robić, to licytowanie się tym, kto bardziej śmierdzi ruską onucą.

Dlatego jesteśmy na kompletnym marginesie, a byle Zełenski może nas ćwiczyć jak dzieci.