We wpisie na x.com stwierdza, że Tusk powinien w tej sprawie zasięgnąć wiedzy u koordynatora służb specjalnych. Wspomniał o wywiadzie Tomasza Siemoniaka dla Onetu, w której ten „porównał tę sprawę do afery «Żelazo»”. Jak wyjaśnia Cieszyński:

„[…] to była afera polegająca na tym, że służby PRL okradały państwo. W przypadku zakupu respiratorów dostawca był rekomendowany przez Agencję Wywiadu i dysponował pozytywną opinią CBA”.

Stwierdza, że gdyby ludzie Tuska mieli choć cień dowodu:

„[…] że tak jak pan Kacprzyk uwłaszczyłem się na państwowym dawno miałbym zarzuty, a moje konta w banku byłyby pozajmowane przez prokuratora. Nic takiego nie miało miejsca, a bodnarowska prokuratura umorzyła sprawę. Wszystkim polecam lekturę liczącego 170 stron uzasadnienia, z którego łatwo wyczytać, że nie było tam mowy o żadnym złodziejstwie”.

Dalej odnosi się do reszty insynuacji i stwierdza:

„[…] zostałem sekretarzem stanu a potem ministrem, bo najpierw wdrożyłem z sukcesami e-zdrowie (ostatnio chwaliła to minister Sobierańska-Grenda), a potem parę innych dużych cyfrowych projektów (chwali je publicznie premier Gawkowski). No i wszyscy wiedzą, że nic nie ukradłem”.

Podsumowuje, że Donald Tusk też wie, jednak powszechnie znany jest jego „luźny stosunek do prawdy”, ponadto:

„[…] obecnie pod jego siedzeniem płonie pożar wywołany przez warszawską kamarylę dowodzoną przez Marcina Kierwińskiego”.