Najgłośniejszy incydent miał miejsce w miejscowości Esplugues de Llobregat pod Barceloną. Jak podała telewizja Antena 3, około godziny 11 napastnik pochodzący z Afryki Północnej śmiertelnie ugodził nożem kobietę, po czym próbował uciec. Katalońska policja Mossos d’Esquadra szybko zatrzymała sprawcę.
W mediach społecznościowych zaczęły pojawiać się relacje świadków, według których napastnik miał krzyczeć „Allahu Akbar”. Mimo to regionalna minister spraw wewnętrznych Nuria Parlon przekonywała, że zdarzenie „nie jest rozpatrywane jako atak terrorystyczny”. Według niej chodziło o „osobę znajdującą się w stanie silnego pobudzenia i prawdopodobnie mającą pewnego rodzaju problemy, niezwiązane w żaden sposób z dżihadyzmem”.
Takie stanowisko spotkało się z ostrą reakcją opozycji. Lider katalońskiej Partii Ludowej Alejandro Fernández napisał na serwisie X: „Już dawno ostrzegaliśmy, że jeśli pójdziemy w ślady Francji, spotka nas to samo, co Francję”. Politycy opozycji wskazują również, że atmosfera bezkarności mogła zostać wzmocniona decyzją władz centralnych o legalizacji pobytu około 500 tys. nielegalnych migrantów.
Choć władze Katalonii przekonują, że region nie przeżywa kryzysu bezpieczeństwa, dane dotyczące radykalizmu islamskiego budzą niepokój. Według hiszpańskiego Ministerstwa Spraw Wewnętrznych w 2024 roku zatrzymano 81 osób podejrzanych o związki z islamskim terroryzmem, z czego aż 25 w samej Katalonii. W 2025 roku liczba zatrzymanych wzrosła do około 100 osób – to najwyższy poziom od czasu zamachów terrorystycznych w Madrycie z 2004 roku.
