Zgodnie z polską Konstytucją, rodzice mają prawo wychowywać swoje dzieci w zgodzie z własnymi przekonaniami i wartościami. Przypomniał o tym w sobotę na Jasnej Górze przewodniczący KEP abp Tadeusz Wojda, który w kontekście wprowadzenia edukacji zdrowotnej jako przedmiotu obowiązkowego wskazał na negowanie przez rządzących tego prawa. Wczoraj swój stosunek do woli rodziców minister Nowacka wyraziła wprost na antenie TVP Info w likwidacji.

- „Nauczyciele mieliby awantury, gdyby całość była obowiązkowa. Ponieważ zdarzają się rodzice... Rodzice są dzisiaj - niektórzy bardzo wspaniale współpracujący z nauczycielami, ale niektórzy są zmorą szkoły. Robiliby awantury. Zdarza się niestety tak. I to powie Pani każdy rodzic, który współpracuje ze szkołą, że jest ten jeden toksyczny rodzic...”

- stwierdziła szefowa resortu edukacji.

Szokująca wypowiedź minister nie pozostała bez echa. Protestują m.in. politycy opozycji.

- „Zdarza się też, że jeden człowiek jest zmorą państwa… Nowacka chce indoktrynować dzieci, a każdy rodzic myślący inaczej to dla niej zmora. Patowładza”

- napisała na portalu X poseł PiS Olga Semeniuk-Patkowska.

- „Wypowiedź Barbary Nowackiej to już nie jest niefortunne zdanie jak w przypadku polskich nazistów, to jest czysta pogarda wobec rodziców. Nazwanie ich zmorą szkoły, bo nie chcą odgórnie narzucanej lewicowej propagandy dla swoich dzieci, to kompletny brak szacunku i oderwanie od rzeczywistości”

- dodał były wicepremier Jacek Sasin.

- „Od kiedy w demokratycznym państwie większość społeczeństwa traktuje się jak problem do rozwiązania? Rodzice mają pełne prawo decydować o wychowaniu swoich dzieci, a próby ich ignorowania i przepychania obowiązkowych rozwiązań to zwyczajnie niebezpieczny precedens”

- stwierdził.

Parlamentarzysta podkreślił, że „takie słowa nie powinny przejść bez reakcji”.

Niezrzeszona poseł Paulina Matysiak z kolei stwierdziła, że „czasami zmorą szkoły jest minister albo ministra edukacji narodowej”.

Za pośrednictwem Facebooka stanowisko zajęło Laboratorium Wolności Religijnej, które podkreśla, że wypowiedź minister „nie może pozostać bez spokojnej, ale stanowczej reakcji”.

- „W państwie szanującym naturalne, poprzedzające państwo wspólnoty, rodzice nie są problemem systemu edukacji, lecz jego fundamentem. To oni – zgodnie z konstytucyjnymi gwarancjami wolności sumienia i wychowania – ponoszą główną  odpowiedzialność za formację moralną i światopoglądową swoich dzieci”

- przypominają badacze.

- „Próba przedstawiania zaangażowanych rodziców jako przeszkody w funkcjonowaniu szkoły budzi poważne wątpliwości natury nie tylko społecznej, ale i prawnej. W szczególności dotyczy to rodzin, które pragną wychowywać dzieci zgodnie z wartościami chrześcijańskimi”

- dodają.

Autorzy zwracają uwagę, że „edukacja zdrowotna – w tym zagadnienia dotyczące seksualności – wymaga szczególnej wrażliwości oraz dialogu, a nie upraszczających etykiet”.

- „Państwo nie może zastępować rodziców ani ignorować ich przekonań religijnych. Rolą szkoły jest współpraca, a nie wykluczanie. W przeciwnym razie łatwo przekroczyć granicę, za którą zaczyna się systemowa presja na rezygnację z własnego sumienia i wartości”

- alarmują.