Coraz więcej sygnałów płynących z Izraela wskazuje na rosnącą falę przemocy wobec chrześcijan. Mowa nie tylko o pojedynczych incydentach, lecz – jak podkreślają obserwatorzy – o zjawisku, które zaczyna przybierać charakter systemowy. Wierni coraz częściej rezygnują z noszenia symboli religijnych, a duchowni ukrywają swoją tożsamość w obawie przed atakami.

O skali problemu mówi jezuita David Neuhaus, cytowany przez La Croix. „Wpisują się one w klimat niespotykanej dotąd przemocy, która dotyka nie tylko chrześcijan” – zaznacza, dodając, że w kraju „wyczuwa się odrzucenie innych, podsycane przez bardzo silną politykę etnocentryczną i nacjonalistyczną”.

Relacje świadków i organizacji monitorujących wskazują na konkretne formy agresji: od plucia i wyzwisk, przez pobicia, po użycie gazu pieprzowego. Szczególnie narażone są osoby noszące widoczne symbole chrześcijańskie. Jak podkreśla Hana Bendcowsky z Rossing Center, „zjawisko to wzmacnia wśród chrześcijan poczucie, że nie są mile widziani we własnym domu. Boją się mówić, nosić znaki religijne”.

Bezpośrednim impulsem do takich decyzji był brutalny atak na francuską zakonnicę, do którego doszło 28 kwietnia w Jerozolimie. Wydarzenie to odbiło się szerokim echem również poza granicami Izraela. Olivier Poquillon, związany z Francuską Szkołą Biblijną i Archeologiczną, podkreślił: „Oczekujemy kary proporcjonalnej do powagi tego aktu”.

Władze Izraela próbują reagować na narastającą krytykę, m.in. poprzez powołanie specjalnego wysłannika ds. relacji ze światem chrześcijańskim. Jednak – jak ocenia o. Neuhaus – „to sygnał skierowany do chrześcijan za granicą (…) Wątpię jednak, by ta nominacja zmieniła rzeczywistość”.

Codzienność wielu chrześcijan w Izraelu staje się coraz bardziej naznaczona lękiem. W miejscu, które dla milionów wiernych na świecie ma szczególne znaczenie duchowe, coraz częściej pojawia się pytanie nie o pielgrzymkę, lecz o bezpieczeństwo.