Wiadomości
Prezydent Andrzej Duda coraz bardziej przypomina ćmę lecącą ku zapalonej świecy. Uratować go może już tylko prezes Kaczyński, wciąż jak się zdaje kontrolujący pisowską większość w Senacie, zwłaszcza odkąd po wpadce z senatorem Kogutem zlikwidowano tam tajne głosowania. Jeżeli jednak PJK zdecyduje się - oczywiście nie za darmo - zapewnić senackie poparcie dla prezydenckiego referendum, to PiS może również ucierpieć na wizerunkowej klęsce, jaką z podziwu godnym uporem szykuje sobie PAD. Jeśli bowiem uda mu się dopiąć swego i 10-11 listopada t.r. odbędzie się drugie w dziejach Polski dwudniowe referendum, to przez resztę kadencji prezydent będzie się musiał tłumaczyć dlaczego kosztem ok. 170 mln złotych publicznych pieniędzy zafundował sobie badanie poglądów konstytucyjnych najpewniej kilkuprocentowej i w dodatku mocno niereprezentatywnej grupy wyborców.